Mądrość, piękno, autoironia wierszy Szymborskiej towarzyszyły nam przez dziesięciolecia. Te wiersze były okazją do spokojnego namysłu w ciszy, gdy wokół był pośpiech, wrzask, zgiełk. Były źródłem siły dla słabych i skromności dla zadufanych - pisał o Noblistce Adam Michnik.
- Mam poczucie, że jakąś tylko drobniuteńką cząsteczkę tego świata ocalam - mówiła
Wisława Szymborska o roli literatury. - No, ale są inni. I każdy niech taką cząstkę ocali.
Zawsze uważała, że wszystko, co ma o sobie do powiedzenia, jest w jej wierszach. Nie lubiła nawet - jak to nazywała - zaświatowego wścibstwa, a co dopiero wścibstwa tyczącego żyjących. Kiedyś niemal nie udzielała wywiadów, a i po otrzymaniu Nagrody Nobla czyniła to bez entuzjazmu. Było w nich zresztą niewiele informacji, którymi mógłby pożywić się biograf: nie podawała faktów, nie pamiętała dat; jej pamięć była nielinearna, wydobywała z przeszłości jakiś pojedynczy obrazek, niewielki detal, drobny szczegół.
"Greta Garbo poezji" - tak nazwali ją szwedzcy dziennikarze, gdy w 1996 roku przyjechała odebrać Literacką Nagrodę Nobla. Swój okolicznościowy wykład zaczęła od słów: "Podobno w przemówieniu pierwsze zdanie jest zawsze najtrudniejsze. A więc mam je już za sobą ". Odbierając wyróżnienie, urzekła zebranych rozbrajającą gafą. Ukłoniła się królowi, a potem publiczności, choć - wedle etykiety - powinna najpierw członkom Akademii Szwedzkiej. Zorientowawszy się, co zrobiła, wzniosła bez zastanowienie ręce w górę w pełnym rezygnacji geście. Brawa nie chciały umilknąć.
Zaprzyjaźniony z Szymborską poeta Bronisław Maj zwykł mawiać, że jej życie dzieliło się na okres przed i po tzw. tragedii sztokholmskiej. Zawsze unikała tłumów i nazbyt pompatycznie okazywanych honorów. Męczyły ją wieczory autorskie czy oficjalne uroczystości. W
Krakowie po Noblu opowiadało się dowcip o rybaku, który złowił złotą rybkę i zażyczył sobie kobitki inteligentnej, skromnej, sympatycznej, sławnej i bogatej. Wrócił do domu, a tam Szymborska.
Nawet po Noblu za wszelką cenę starała się wrócić do niespiesznego życia, w którym było sporo miejsca na milczenie i bycie z samą sobą. Do spotkań w gronie starych przyjaciół przy wódeczce i staromodnej loteryjce, na której wygrać można było uroczo niepotrzebne fanty. Do małych podróży na południe (latem do Lubomierza, zimą do Zakopanego). Do towarzyskich zabaw w układanie absurdalnych, purnonsensowych wierszyków. Do robienia zabawnych wyklejanek i rozsyłania ich przyjaciołom zamiast kartek pocztowych. Do pisania wierszy w tempie kilku na rok, nie więcej.
Żartowała ze wszystkiego. Nawet... z własnej śmierci. Najlepszym na to dowodem wiersz "Nagrobek":
Tu leży staroświecka jak przecinek
autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek
raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup
nie należał do żadnej z literackich grup.
Ale też nic lepszego nie ma na mogile
oprócz tej rymowanki, łopianu i sowy.
Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy
i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę.
Woody Allen w poświęconym noblistce filmie "Czasami życie bywa znośne" Katarzyny Kolendy-Zaleskiej mówił o Szymborskiej: "Ona pasuje dokładnie do mojej definicji artysty głębokiego i przenikliwego, ale pamiętającego równocześnie o tym, że jego zadaniem jest zabawianie czytelnika. Ona właśnie to robi. Czuję się zaszczycony, że wie o moim istnieniu".
W wierszu "Nazajutrz bez nas" Wisława Szymborska napisała:
Poranek spodziewany jest chłodny i mglisty. Od zachodu
zaczną przemieszczać się deszczowe chmury.
Widoczność będzie słaba.
Szosy śliskie.
(...)
Kolejny dzień
zapowiada się słonecznie,
chociaż tym, co żyją,
przyda się parasol.
Najważniejsze daty z życia Wisławy Szymborskiej - KALENDARIUM
Ważne chwile w życiu polskiej noblistki w Dużym Kadrze i na zdjęciach
Wisława Szymborska - teksty, wywiady, wiersze