http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Legalna muzyka w sieci. Sklep iTunes nas nie zbawił

Robert Sankowski
2012-02-01, ostatnia aktualizacja 2012-02-01 12:43

Novika
Novika
Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta

Przy okazji awantury o ACTA wrócił odwieczny podział - z jednej strony wyznawcy totalnej internetowej wolności, z drugiej obrońcy regulacji i praw autorskich. A jeśli zamiast angażować się w ten spór, chcemy w Polsce po prostu legalnie słuchać dobrej muzyki z sieci?

Leonard Cohen
Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Leonard Cohen
Lana Del Rey
Fot. materialy promocyjne
Lana Del Rey
Mick Jagger
Fot. AP/MANU FERNANDEZ
Mick Jagger
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Miała być rewolucja. Na razie można mówić o rozczarowaniu. Gdy w nocy z 28 na 29 września 2011 r. zadebiutował w końcu polski iTunes Store, z entuzjazmem mówili o nim wszyscy. Od zwykłych fanów muzyki, którzy wyglądali go od lat, po ludzi związanych z branżą, którzy podkreślali, że to szansa na skuteczniejszą walkę z internetowym piractwem i zwiększenie zysków naszej pogrążonej w kryzysie fonografii.

Nadzieje były uzasadnione. Amerykańska wersja sklepu oferuje obecnie 18 mln plików z muzyką. Uważa się, że w USA i innych krajach jego bogata oferta przyczyniła się do zmniejszenia nielegalnej wymiany plików na równi z zaostrzaniem środków prawnych. W zamian za rezygnację z piractwa fani dostali coś w zamian - atrakcyjną legalną ofertę.

Ten mechanizm w Polsce na razie nie działa. W odróżnieniu od wersji amerykańskiej czy brytyjskiej sklep nie zaspokaja wszystkich gustów. Imponuje zasobami, ale tylko jeśli chodzi o najbardziej znanych artystów. Im dalej zagłębiamy się w katalog, tym bardziej rośnie frustracja wielbicieli alternatywy i muzycznych dziwolągów. Rozczarowały też ceny. Platforma koncernu Apple jest wyraźnie droższa od swoich lokalnych konkurentów. Najtańsze pliki kosztują 69 eurocentów, normą jest 99 eurocentów za piosenkę, a zdarzają się też utwory, które kosztują jeszcze więcej. Za całe płyty trzeba czasem płacić więcej niż za kupione na tradycyjnym nośniku w empiku.

A jednak w internecie można zarobić

A przecież związana ze sklepem iTunes nadzieja na przełom nie była bez pokrycia. Od muzyki cyfrowej nie ma odwrotu. Najnowszy raport International Federation of the Phonographic Industry, światowej organizacji reprezentującej przemysł fonograficzny, nie pozostawia żadnych wątpliwości. W ubiegłym roku globalne dochody wytwórni z tytułu sprzedaży muzyki w internecie wzrosły o 8 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Nieźle mają się zwłaszcza serwisy oparte na subskrypcji - liczba użytkowników takich stron w 2011 r. wzrosła o 65 proc. i wynosiła pod koniec roku ponad 13 mln. Jak podaje IFPI, na całym świecie 32 proc. dochodów branży to zyski czerpane z handlu plikami cyfrowymi.

Na początku 2011 r. strony oferujące legalną sprzedaż muzyki działały w 23 krajach. 12 miesięcy później z usług tego typu stron mogli korzystać internauci już w 58 krajach. Ekspansję cyfrowej muzyki widać najlepiej w USA. Sprzedaż w formatach elektronicznych za Atlantykiem wyprzedziła w 2011 r. sprzedaż tradycyjnych płyt i stała się tym samym najważniejszym źródłem dochodu firm fonograficznych.

Ale nieźle wciąż ma się również internetowe piractwo muzyczne. Według tego samego raportu IFPI każdego miesiąca 28 proc. użytkowników internetu na świecie loguje się w nieautoryzowanych serwisach muzycznych.

Piractwo? To nic złego

W Polsce wyraźnie chętniej równamy do światowej czołówki w internetowym piratowaniu plików niż w cyfrowym biznesie muzycznym. Gdy nieco ponad trzy lata temu pracownia SMG/KRC wykonała badania na temat stosunku Polaków do nielegalnego pobierania plików, zaledwie co piąty badany uważał takie zachowanie za godne potępienia. Za to ponad jedna trzecia nie widziała w tym nic złego. Gdy rok później podobne badanie zlecił "Newsweek", piractwo rozgrzeszyło aż 70 proc. ankietowanych, a 91 proc. respondentów podkreśliło kulturotwórczy wymiar nielegalnej wymiany plików w sieci. W 2010 r. byliśmy na czwartym miejscu w Unii Europejskiej pod względem internetowego piractwa.

Najnowsze badania sprzed zaledwie trzech miesięcy pokazują, że pod tym względem niewiele się zmienia - w 2011 r. co piąty Polak ściągał nielegalnie pliki muzyczne i filmowe z internetu. Szacuje się że przez ostatnich 10 lat polski rynek fonograficzny z powodu piractwa stracił około 150 mln zł. Serwisy w rodzaju Wrzuta.pl czy Chomikuj.pl są prawdziwą potęgą. Ten drugi - eufemistycznie reklamując swoją działalność w sieci hasłem "Przyjazny dysk internetowy" - chwali się, że ma na swoich serwerach ponad miliard różnych plików.

Przyszłość muzyki? Tylko w sieci!

W tym samym czasie - w kontrze do światowych trendów - legalna sprzedaż plików w internecie była u nas tylko skromnym uzupełnieniem muzycznego biznesu. W 2011 r. stanowiła ledwie 5 proc. całego rynku. Gdy szefowa IFPI Frances Moore mówi o optymistycznych prognozach dla rynku cyfrowego, raczej nie ma więc na myśli naszego kraju. Polskę może brać pod uwagę, wspominając o walce z piractwem. - Przemysł muzyki cyfrowej rozwija się pomimo warunków, w jakich funkcjonuje, a nie dzięki nim. Potrzebujemy wsparcia od rządów w postaci ustawodawstwa, które zagwarantuje środki do skutecznej walki z piractwem, z wszelkimi jego formami. Potrzebujemy też większej współpracy ze strony pośredników internetowych, takich jak właściciele wyszukiwarek i reklamodawcy, którzy będą wspierali legalne przedsięwzięcia - podkreśla.

Trend jest trwały. Muzyczny biznes przenosi się do sieci. A przy okazji najwyraźniej nie zamierza odpuszczać w walce o zachowanie kontroli nad prawami do wydawanej muzyki. Co w takiej sytuacji może zrobić mieszkaniec naszego kraju, który nie chce - ze strachu przed konsekwencjami albo po prostu dlatego, że uważa piractwo za obciach - powielać zachowań sporej części współobywateli? Gdzie szukać w internecie muzyki, która będzie zarazem dostępna i legalna - obojętnie, w plikach MP3 czy innym formacie, zabezpieczona przed dalszym kopiowaniem czy wolna od zabezpieczeń, dostępna do ściągnięcia czy też do odsłuchania na żywo w streamingu, za darmo lub za pieniądze?

Świat słucha. Polska nie ma jak

Możliwości jest więcej, niż mogłoby się wydawać - i nie trzeba było wcale wyglądać przybycia iTunesa - począwszy od tych najbardziej banalnych, takich jak serwisy MySpace czy YouTube. Ten pierwszy co prawda jest cieniem siebie sprzed kilku lat i jako pomysł biznesowy zdaje się dogorywać, bo zmieniła się sieciowa moda, a pod naporem wrzucanej muzyki sam serwis zmienił się w mało przejrzysty gąszcz tysięcy profili. Wciąż jednak to właśnie tutaj wielu, zwłaszcza początkujących wykonawców dzieli się swą muzyką ze słuchaczami.

Nastawiony na materiały filmowe YouTube od samego początku był również źródłem muzyki. Co prawda w dużej mierze kiepskiej jakości i często rozpowszechnianej nielegalnie, bo klipy były wrzucane przez fanów, a nie oficjalnie przez wykonawców czy firmy płytowe. Serwis stara się dziś uporać z tym problemem. Podpisuje stosowne umowy z właścicielami praw do utworów i - jeśli godzą się na pozostawienie w serwisie materiałów, do których mają prawa - płaci od nich tantiemy, zarabiając poprzez wyświetlanie reklam.

Poszukiwacze muzycznych nowości znajdą bez trudu co najmniej kilka światowych stron, które udostępniają do odsłuchu premierowe materiały. Specjalizuje się w tym między innymi połączony z internetowym gigantem Aol.com serwis Spinner oraz witryna amerykańskiego radia publicznego NPR. Ostatnio na obu tych stronach można posłuchać między innymi najnowszego albumu Leonarda Cohena.

Podobne praktyki zaczynają też stosować polskie portale. Na przykład Onet.pl udostępnił do odsłuchu minialbum rodzimego zespołu Heart & Soul nagrany wspólnie z amerykańską wokalistką Rykardą Parasol. To samo zrobiła Interia.pl z najnowszym wydawnictwem Igora Boxxa "Last Party In Breslau". Takie przedpremierowe odsłuchy to już norma.



Sami artyści - zwłaszcza ci związani ze sceną alternatywną - najchętniej umieszczają swoje nagrania na stronie SoundCloud oferującej nie tylko sam odsłuch, ale też wiele aplikacji do tworzenia muzyki. W Wielkiej Brytanii internetowa witryna dziennika "Guardian" ściśle współpracuje z niezwykle popularnym serwisem Spotify udostępniającym muzykę w streamingu. Niestety, w Polsce ten zawierający mnóstwo muzyki serwis pozwalający na układanie własnych playlist jest niedostępny. Zwolennicy kreowania własnych profili i odsłuchiwania muzyki w formule internetowego radia muszą u nas sięgać po Last.fm. Założony 10 lat temu w Wielkiej Brytanii serwis to rozbudowana platforma, która oferuje także wiele opcji społecznościowych. Jego muzyczna baza to aż 7 mln pozycji, bo dwaj fonograficzni giganci Warner Bros i Sony Music udostępnili Last.fm wszystkie swoje nagrania. Niegdyś darmowa platforma kilka lat temu wprowadziła opłaty - nielimitowany dostęp oferuje za kilka dolarów miesięcznie.

Drogo, drożej, najdrożej

Działa kilku polskich odpowiedników Last.fm. Należąca do Agory Tuba.fm pozwala za darmo tworzyć własne playlisty oraz odsłuchiwać cudze. Na idei internetowego radia po części zasadza się również działalność Niagaro.pl. Należąca do Eurozet platforma powstała dwa lata temu. Na starcie chwaliła się 2 mln w pełni legalnych plików muzycznych dostępnych na zasadzie "muzyka na żądanie". Serwis wita gości gotowymi playlistami w rodzaju "Amy Winehouse i inni" czy "Przystanek Woodstock", ale umożliwia też tworzenie własnych list.



Niagaro pozwala na zakup plików i ściągnięcie ich na własny komputer. Na tym polu lokalnymi potentatami są jednak inne serwisy. Działający od kilku lat Nokia Music Store zaczynał od blisko 4,5 mln plików. Kilka miesięcy temu chwalił się już wynikiem o 1,5 mln lepszym. Serwis umożliwia zakup zarówno pojedynczych utworów (koszt 3,49 zł), jak i całych płyt (za 34,9 zł). Użytkownicy sklepu mogą też przesłuchać 30-sekundowy fragment każdego utworu przed zakupem.

Ze skromniejszego pułapu 2 mln dostępnych piosenek startowała Muzodajnia.pl. Dziś chwali się, że kontroluje 70 proc. rynku muzyki cyfrowej w Polsce. Należąca do operatora komórkowej sieci Plus platforma dostępna jest dla wszystkich internautów i opiera się na zasadzie abonamentu. Udostępnia kilka planów taryfowych. W ramach najdroższego (288 zł) można każdego miesiąca ściągnąć na swój dysk po 250 utworów. Ze strony głównej Muzodajnia zachęca do zapoznania się z najnowszymi dziełami grupy Apollo 440, Lany Del Rey czy wydanej właśnie zremasterowanej płyty The Doors "L.A. Woman".



Proponuje też dzieła rodzimych artystów - nowy album Afro Kolektywu i album z remiksami piosenek Noviki, no i rzeczy starsze. Z tymi drugimi bywa jednak różnie. Dyskografie The Rolling Stones, Blur, Nirvany czy hiphopowców z Beastie Boys wypadają bardziej niż porządnie. Z ważnych pozycji The Smiths jest jednak już tylko "The Queen Is Dead". A ktoś zainteresowany Elvisem Presleyem nie znajdzie kilku jego najważniejszych albumów. Podobnie w przypadku Johnny'ego Casha. A grupy The Clash nie ma w ogóle. Podobnie jak wielu artystów niszowych.

Pat. I co dalej?

Brak pełnych dyskografii w katalogach zarówno polskich serwisów, jak i iTunesa to jeden z największych problemów polskiej sieci. Dopóki niektóre płyty i artyści dostępni będą tylko w pirackich wersjach, dopóty nielegalna wymiana plików będzie atrakcyjnym sposobem zdobywania muzyki.

Rozwój cyfrowego rynku jest jednak nieuchronny. W ciągu zaledwie kilku miesięcy iTunes poszerzył swoją ofertę - w sklepie pojawiają się nowe rodzaje aplikacji, filmy i seriale. Prawdopodobne, że wraz z rozwojem sklepu pojawi się też pełny dostęp do wszystkich jego muzycznych zasobów. Dopiero to pozwoliłoby porównać, jak polscy fani reagują na realny wybór między piractwem a legalnym rynkiem muzyki. iTunes Store stawia co prawda również barierę cenową. Rozwiązałby ją być może serwis oferujący odpowiednio bogatą bibliotekę plików w streamingu. Na wejście do Polski Spotify raczej nie ma jednak co liczyć. Serwis jest krytykowany nawet w krajach, w których funkcjonuje - zwłaszcza niezależni artyści wycofują z niego swoje płyty, skarżąc się na śmiesznie małe tantiemy. To wszystko być może szansa dla jakiegoś lokalnego gracza, który wypracuje własne, bardziej odpowiadające wszystkim stronom reguły gry.

Na razie sytuacja muzyki w polskim internecie jest mocno patowa. Legalnych i dostępnych plików jest znacznie więcej, niż z pozoru się wydaje. Ale piratujący płyty internauci wciąż łatwo mogą tłumaczyć swoje zachowanie wysokimi cenami cyfrowej muzyki i niepełnym katalogiem największych nawet sklepów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':