http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Młoda lewica bierze się za Chiny

Maria Kruczkowska
2012-02-01, ostatnia aktualizacja 2012-02-01 11:55

Paramilitarne jednostki policji obserwują pasażerów na dworcu kolejowym w Pekinie, styczeń 2012
Paramilitarne jednostki policji obserwują pasażerów na dworcu kolejowym w Pekinie, styczeń 2012
Fot. DAVID GRAY REUTERS

Czy można pisać o Chinach, nie używając pojęcia praw człowieka? Okazuje się, że tak

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
"Krytyka Polityczna" nr 29

Chiny są blisko - pisze "KP". By to stwierdzić, wystarczy wejść do pierwszego lepszego sklepu i sprawdzić, gdzie wyprodukowano to, co leży na półkach - dodaje redakcja, która wydała właśnie numer o Chinach.

Gdy młoda lewica bierze się za Chiny i próbuje przełamać myślowe schematy, można tylko jej życzyć powodzenia. To ambitne przedsięwzięcie, dziesięć tekstów, niektóre bardzo ciekawe. We wstępie "KP" ogłasza, że Chiny już nie są egzotyczne i że postanowiła je "odchińszczyć". Opisać kraj, który ma te same problemy co reszta nowoczesnego świata: wyzysk, bunty socjalne, dyskryminacja kobiet. Zmienia więc dotychczasowy paradygmat chiński, usuwając na bok prawa człowieka i łamanie demokracji. Może to zrobić, choć to kontrowersyjne, ale powinna uzasadnić, dlaczego nie przeszkadza jej już brak wolności i procesy dysydentów. Tego nie robi, tak jakby to się samo przez siebie rozumiało.

Czy Polak, nawet tak młody, że PRL-u prawie nie pamięta, powinien wierzyć, gdy chińska reżyser zapewnia go, że dla niej głównym problemem w Chinach jest rynek, a nie cenzura? Tak mówi "Krytyce" Xiaolu Guo, która zresztą tworzy na Zachodzie. Gdy narzeka, że w repertuarach dominują hity amerykańskie, łatwo sprawdzić, że Chiny importują rocznie 20 produkcji z Hollywoodu, gdy chińskich jest na ekranach 400.

Jeśli „KP” w ogóle pisze o prawach człowieka, to w cudzysłowie. „Zachodni komentatorzy potraktowali zatrzymanie znanego chińskiego artysty Ai Weiweia w kwietniu 2011 r. jako »łamanie praw człowieka «” - pisze kuratorka i współpracowniczka „KP” Lesya Prokopenko. „To z kolei zdenerwowało rzeczników chińskiego rządu, którym przychylność światowych mediów dla sprawcy przestępstw gospodarczych wydaje się absurdalna” - kontynuuje. To nie koniec. „Przy bliższym spojrzeniu jasne staje się, że działalność artystyczna Aia jest blisko związana z chińską gospodarką” - wymądrza się dalej, dokonując zresztą interesującej próby interpretacji jego wystaw jako ukazujących związki sztuki i gospodarki.

Nawet jednak laikowi łatwo zauważyć, że najważniejsza w twórczości czołowego awangardzisty chińskiego jest afirmacja wolności jednostki i jej obrona przed opresją ze strony władzy. Wiele razy mówił o tym sam artysta. A nawet krzyczał, gdy policja pobiła go w Chengdu, dokąd cztery lata temu przyjechał na proces znajomego. Na szczęście artysty zachodni świat sztuki myśli w sposób mniej postmodernistyczny niż Prokopenko. Zachód zaangażował się w obronie Aia i wymusił jego uwolnienie w czerwcu 2011 r. po 81 dniach.

W nowej " KP" zdumienie budzi też umieszczenie bez komentarza zdjęć z performance'u Aia. Dla przypomnienia: chcąc unaocznić, czym była rewolucja kulturalna dla Chin w 2000 r., podniósł liczącą dwa tysiące lat wazę z okresu dynastii Han, a następnie wypuścił ją z rąk. Naczynie się roztrzaskało. Jak stara kultura chińska w czasie rewolucji. Być może redakcja uznała, że to są oczywistości, ale może nie od rzeczy byłoby przypomnieć, że w czasie rewolucji Aia i jego rodziców wysiedlono, że podobnie jak miliony innych dużo wycierpieli i że, w odróżnieniu od wielu, artysta nie zapomniał i nie ukrywa, że nie znosi komunizmu i chińskiej partii? Choć zapewne byłoby to niemodne.

Modny jest przedrukowany przez " KP" za londyńskim "New Left Review" chiński intelektualista Wang Hui. To czołowy przedstawiciel nowej lewicy chińskiej. Tak określa się grono chińskich profesorów i publicystów często zapraszanych na zachodnie uczelnie. Krytykują oni zbytnie urynkowienie Chin i wzrost nierówności społecznych. - Wanga kochają włoscy i amerykańscy marksiści, im kto wie mniej o Chinach na Zachodzie, tym bardziej go ceni - zauważył francuski sinolog Jean-Philippe Béja. Przeciwnicy Nowej Lewicy to liberałowie, którzy chcą więcej rynku ale też, przynajmniej niektórzy, więcej swobód politycznych. W Chinach nic nie jest proste, czego dowodem może być, że Wang Hui nie należy do partii i w 1989 r był na Tiananmen.

Może nazwy tych obozów brzmią całkiem znajomo w naszych europejskich uszach. Ale to tylko pozory. Za Wielkim Murem Chińskim wszystko jest inaczej z powodu odmiennego systemu politycznego. Co oznacza liberalizm w warunkach chińskich, co nowa lewica? Proponowałabym zacząć następny numer chiński "KP" od definicji.

Nowa lewica za Wielkim Murem Chińskim lubi cytować przewodniczącego Mao, choć mogłoby się wydawać, że najwyższy czas odesłać go do lamusa. Tekst, który ma pokazać polskiej lewicy, że chińscy koledzy są "cool", jest pełen pokrętnych odwołań do rewolucji kulturalnej (1966-76), najciemniejszego okresu w historii Chin. Za murem, gdzie cenzura nie sypia, łatwiej przemycić myśl o potrzebie reform politycznych, cytując Mao, wychwalając upolitycznienie mas i klimat zaangażowania z początku rewolucji, niż powołując się na zakazany model zachodni.

Wang Hui nie dodaje, że rewolucję kulturalną zapoczątkowały nie masy, lecz przewodniczący, który chciał odzyskać pełnię władzy i pozbyć się rywali, a polityczny ferwor z początku rewolucji objawiał się na wiecach, gdy bito i upokarzano przeciwników Mao.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':