http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Podglądając Innego". Trawelebryci

Wojciech Józef Burszta
2012-01-31, ostatnia aktualizacja 2012-01-30 17:48

Martyna Wojciechowska, honorowy ambasador budowy ,,Przylądka Nadziei
Martyna Wojciechowska, honorowy ambasador budowy ,,Przylądka Nadziei"
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta

Z czego składają się filmowe produkcje polskich celebrytów, którzy relacjonują swoje podróże do egzotycznych krajów?

Wojciech Cejrowski
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Wojciech Cejrowski
"Podglądając Innego"
Marcin Florian Gawrycki
Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego


Czym przejawia się dziś w praktyce idea wielokulturowości? W powszechnym "oswajaniu inności". A celebryci (pełniący funkcję swoistych "ekspertów") to współczesna wersja dawnych podróżników, których "misją" jest dzielenie się z nami barwami i zapachami kultur, do jakich docierają po to, aby tłumaczyć nam, jak sobie z tą wielokulturowością radzić.

W rzeczywistości jednak uprawiają po prostu formę ekskluzywnej turystyki kulturowej, polegającej na zderzaniu naszych wyobrażeń z tym, jak żyją inni, których powinniśmy zrozumieć (i polubić). W ten sposób znane osoby, których kompetencji nie dociekamy, stają się trawelebrytami - tłumaczą, zachęcają do podróżowania i reklamują własną nieprzeciętność. Antropolog Clifford Geertz nazwał taką postawę "ja zaświadczającym". I trawelebryci zaświadczają - samymi sobą - że podróże kształcą i warto, aby każdy z nas mógł stać się uczestnikiem jakiejś niebywałej przygody związanej ze spotkaniem z innością. Zobaczcie, my już tu jesteśmy, wy też możecie - to jest przekaz tego zjawiska.

Gatunek filmowego dokumentu, który uprawiają, nazywa się trawelogiem. Opowiada o podróżach do egzotycznych krajów, ukazuje ich walory turystyczne, ale nie stroni przy tym od diagnoz o ogólniejszym charakterze. Gawrycki wziął na warsztat trawelogi m.in. Martyny Wojciechowskiej, Wojciecha Cejrowskiego i Roberta Makłowicza. A szczególnie te filmy, które dotyczą Ameryki Łacińskiej.

Książka jest zapisem wątpliwości co do ich rzeczywistej wartości poznawczych i dekonstruuje wizję świata, jaka kryje się za celebryckim podróżowaniem. Trawelebryci bowiem podróżują, niczego w istocie nie odkrywając, za to upewniają widzów, że mają coś istotnego do powiedzenia, bo ich eskapady różnią się od typowej rutyny zwiedzania all-inclusive. Czym? Nazwałbym to świadomością własnego statusu i przysługujących im praw do objaśniania tajemnic i przygód, jakie czekają każdego, jeśli tylko uda się trochę dalej niż Mława.

Gawrycki przygląda się np., jak konstruuje się wyobrażenia męskości i kobiecości w Ameryce Łacińskiej (inaczej Wojciechowska, która robi to z pozycji zachodniej, oświeconej feministki; inaczej Cejrowski, który eksponuje swój obyczajowy konserwatyzm), jak tłumaczy się fenomen "pogoni za pięknem" w Wenezueli, jak definiuje się indiańskość, czym jest tu tęsknota za autentyczną tubylczą kulturą, jak przedstawia się sferę magii i czarownictwa albo związki jedzenia z seksem.

Gawrycki daje się wypowiadać swoim bohaterom, śledzi ich działania, które zwykle celowo aranżują, ale przede wszystkim odsłania założenia kryjące się za tymi sposobami traktowania Innych. Jak się okazuje, wiele tradycyjnych przesądów, jakie kierowały ludźmi Zachodu w kontakcie z kulturami pozaeuropejskimi, nadal ma się dobrze, przyjmują one jednak bardziej zawoalowaną i subtelną formę, kryjąc się za sloganem „różnice są piękne”. Są piękne o tyle, o ile o owych różnicach poucza nas ekspert-trawelebryta, wysłannik kultury centrum do kurczących się wprawdzie i modernizujących, ale ciągle peryferii. Okazuje się, że trawelogi konserwują wiele stereotypów, egzotyzują Innych i posługują się kalkami pojęciowymi z epoki kolonialnej. Choćby wtedy, gdy Tony Halik i Elżbieta Dzikowska mówią, że „im biedniejszy kraj, tym bardziej kolorowe stroje”, albo kiedy Wojciechowska, współodczuwająca ze swoją bohaterką Carmen Rojas, kupuje jej nowe ubranie. Boliwijska zapaśniczka jest obdarowywana, a fundująca ze wzruszeniem oznajmia, że w tym kraju żyje się za mniej niż dolara dziennie, więc Carmen cieszy się jak dziecko. Cejrowski zaś, budując wizję latynoskiego macho, z premedytacją korzysta z zasobów homofobii, którą zabrał ze sobą z domu...

Oprócz ironii autora wobec powierzchownych poglądów trawelebrytów jest tu jeszcze chłodna analiza literatury dotyczącej tej części świata, która daje zupełnie inny obraz problemów, z jakimi mamy tam do czynienia. Autor nie wymaga - co oczywiste - aby Wojciechowska czy Cejrowski posiedli kompetencje antropologa czy politologa, ale ostrzega, że medialny status tych osób przesłania rzeczywistą wartość tego, co głoszą albo co przemilczają (nie rozumieją, nie chcą dostrzec). Jakie są konsekwencje sytuacji, gdy głos decydujący o naszej wizji Innych należy do telewizyjnego celebryty, a ci Inni grają tylko role w napisanym za nich scenariuszu? Warto się przekonać, nim zawierzymy tym wyrachowanym i naiwnym jednocześnie ekspertom.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 2
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':