http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Strzępka po manifeście Głomba: Walka na cepy

Rozmawiała Magda Piekarska
2012-01-30, ostatnia aktualizacja 2012-01-30 13:22

W manifeście Jacka Głomba jest mowa o tym, że nie ma usprawiedliwienia dla artystycznej hochsztaplerki. Słusznie. Moim zdaniem nie ma usprawiedliwienia dla intelektualnej hochsztaplerki. A czymś takim jest ten manifest. Podziały, które stara się opisać, opierają się na nieistniejących kliszach i intelektualnych szlagwortach - mówi reżyserka Monika Strzępka

Monika Strzępka
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Monika Strzępka
SERWISY

Jacek Głomb napisał w kontrrewolucyjnym manifeście:

"Uważamy, że kryzys odwiecznego modelu opowiadania historii, które zastępuje się luźnymi kolażami obrazów, klisz, performance'ów, ma fatalne skutki (...) Nie chcemy i nie będziemy tworzyć teatru, który odrzuca i uznaje za banał historie z początkiem, środkiem i końcem, posiadające bohatera i uchwytny rozumowo sens (...) Będziemy mówić o człowieku, nie używając medialnej nowomowy czy naukowych zawiłości (...) Nie chcemy ani teatru łatwego i przyjemnego, ani łatwego i nieprzyjemnego. W czasach, gdy zewsząd feruje się wyroki na Złego albo wygłasza peany na cześć Dobrego Polaka, chcemy pokazać Polaka (Nie)Zwykłego: nieoczywistego, barwnego, skomplikowanego (...) Nie ma idei, która mogłaby usprawiedliwić hochsztaplerkę (...) Pokutuje przekonanie, że produkt 'dla ludzi' musi być łatwą i pustą błyskotką, a prawdziwa sztuka - nadętym, niezrozumiałym bełkotem. Sztuka jako zwierciadło rzeczywistości praktycznie dziś nie istnieje - łatwiej odbić kicz i miałkość. My chcemy odbijać światy piękniejsze, różnorodne i niejednoznaczne. Nie plastikowe, krzykliwe i najzwyczajniej już nudne (...) Niezachwianą zasadą czynimy szacunek dla widza, objawiający się w rzetelnej artystycznej pracy"



Teatr opowieści

Projekt "Teatr opowieści" w legnickim Teatrze Modrzejewskiej został rozpisany na trzy teatralne sezony - po lutowej premierze "Innego chłopca" wg powieści Willy'ego Russella w reż. Pawła Palcata zobaczymy w marcu Czechowowskiego "Iwanowa" w reżyserii Linasa M. Zaikauskasa, w maju - muzyczną opowieść o pokoleniu lat 70. "Trzy zapałki kolejno" Łukasza Czuja, a w październiku - lalkowego "Don Kichota" w reż. Adama Walnego. Piotr Tomaszuk, szef Teatru Wierszalin, w marcu przyszłego roku pokaże "Matkę Joannę od Aniołów", a w maju Lech Raczak - "Braci Karamazow".

Wśród artystów zaproszonych do projektu jest urodzony w 1946 roku Lech Raczak, ale większość to roczniki 60. Niektórzy z nich w poprzedniej dekadzie wyznaczali teatralne trendy - Agnieszka Glińska i Piotr Cieplak mają na koncie m.in. Paszporty "Polityki", których ostatni laureaci Monika Strzępka, Paweł Demirski i Krzysztof Garbaczewski uosabiają modny teatr, w który wycelował swój manifest Jacek Głomb.

Rozmowa z Moniką Strzępką

Magda Piekarska: Czuje się pani wyzwana na pojedynek przez Jacka Głomba? Pani spektakle reprezentują teatr, w który on uderza swoim manifestem.

Monika Strzępka*: Z jednej strony czuję się niekomfortowo jako osoba, która musi się ustosunkować do pomysłu na linię repertuarową teatru w Legnicy wzbogaconą o marketingowy manifest. Poza tym pojedynkowała się szlachta, my bijemy cepami. Z drugiej zaś ja taką postawę doskonale rozumiem. To dobrze, że teatr chce mieć wyraźną linię repertuarową. Choć oczywiście można słuszność takiej koncepcji zakwestionować postulatem wolności twórczej: czy artysta musi się mieścić w odgórnie ustalonych ramach dyrektorskiego kuratorstwa? Ale to temat nie na tę rozmowę. Jak rozumiem, Głombowi chodzi o teatr środka. Być może powinien o sygnowanie manifestu poprosić np. Pawła Szkotaka czy Macieja Englerta. Bo teatr, jaki postuluje w manifeście, istnieje i o ile się nie mylę, stanowi przeważającą część repertuaru polskich scen.

Robi pani modny teatr? Dla reżyserki, która prowadzi z rzeczywistością rodzaj walki wręcz, takie określenie nie będzie raczej komplementem. W modzie jest coś powszechnie akceptowanego, a nie drażniącego.

- Zapełniamy widownię, problematyka naszych przedstawień wychodzi poza szczuplejące z miesiąca na miesiąc łamy kultury, więc w tym sensie robimy modny teatr. Nie ukrywaliśmy nigdy z Demirskim, że zależy nam na jak najszerszej grupie odbiorców. Funkcjonujemy w systemie, w którym bez wsparcia mainstreamowych mediów nie jest to możliwe. Obieg festiwalowy mimo wszystkich swoich wad i odświętności pozwala na kontakt z szerszą publicznością.

Zresztą Jacek Głomb ma w repertuarze swojego teatru "III Furie" Marcina Libera - można powiedzieć, że jest to jedno z najmodniejszych przedstawień sezonu, a Liber jest jednym z najmodniejszych reżyserów. Czy wobec tego "III Furie" to hańba dla legnickiej sceny? Nie sądzę. W manifeście jest mowa o tym, że nie ma usprawiedliwienia dla artystycznej hochsztaplerki. Słusznie. Moim zdaniem nie ma usprawiedliwienia dla intelektualnej hochsztaplerki. A czymś takim jest ten manifest. Podziały, które stara się opisać, opierają się na nieistniejących kliszach i intelektualnych szlagwortach.

Jacek Głomb postuluje powrót do teatru opowieści, wobec panującego dziś na scenach - jego zdaniem - świata dekompozycji. Z jego manifestu tchnie wiara, że prawda i piękno zwyciężą. Czy wierzy pani w historię z początkiem, środkiem i zakończeniem, w prawdę i piękno w teatrze?

- Nie wiem, czy w manifeście padło coś o prawdzie, pięknie i zwyciężaniu.

Nie do końca też rozumiem, co ma prawda w teatrze do perfekcyjnie skonstruowanej fabuły. Mistrzami konstruowania fabuł są scenariopisarskie brygady Hollywoodu. Co do początku, środka, zakończenia: pełna zgoda. Nasze przedstawienia też zawsze je mają.

Zgadzam się też z autorami tego tekstu co do demokracji w teatrze, ale rozumiem ją jako równe prawo dostępu do kultury, walkę z kulturowym wykluczeniem, a nie spiskowe teorie o zabieraniu widzom jakiegoś modelu teatru i zamykaniu go przed nimi w komórce.

Wydaje mi się, że ten manifest wyrasta z różnicy zdań na temat roli współczesnego teatru - inaczej wyobraża sobie ją Jacek Głomb i twórcy, których zaprosił do współpracy, a inaczej artyści, których nazywa "modnymi", choć trudno zakładać, że wszyscy będą ją widzieć tak samo. Na czym ta rola, według pani, polega? Po co robi pani teatr?

- Jacek Głomb jest bardzo ważną postacią teatru po 1989 roku. Jedną z najważniejszych. Bardzo go szanuję za myślenie o teatrze jako o miejscu funkcjonującym przede wszystkim dla lokalnej wspólnoty. Co więcej, zgadzam się w pełni, że ta wspólnota funkcjonuje w szerszym kontekście. To, co mnie dziwi, to próba "uniwersalizacji ludzkiego doświadczenia". Jeżeli chcemy mówić o wspomnianym w manifeście "wykluczeniu społecznym", nie możemy pomijać konkretnych warunków, w jakim ono występuje. Kiedy słyszę hasło "uniwersalizacja doświadczenia ludzkiego", odbezpieczam rewolwer. Warunki społeczno-polityczne, w jakich dochodzi do niesprawiedliwości społecznej, są zawsze specyficzne dla konkretnego miejsca i czasu.

Uważam też, że budowanie opozycji modny teatr kontra dobry teatr jest intelektualnym nadużyciem. Proponowałabym raczej opozycję teatr komercyjny, a niekomercyjny. Myślę, że w takim podziale znaleźlibyśmy się z Głombem po jednej stronie barykady. Jest też możliwy inny podział np. dolnośląskich teatrów, które są zadbane jak np. Wałbrzych, Legnica, i te zaniedbane - jak Jelenia Góra. Tutaj widzę zagrożenie związane z brakiem zainteresowania mediów. Jeleniogórski teatr zdycha i nikt się tym nie interesuje, najmniej - krytyka teatralna, która tam po prostu nie jeździ. Tym samym legitymizując to, co tam się dzieje. A dzieje się źle.

W manifeście pojawia się też postulat szacunku do widza. Kim jest dla pani widz? Co się dzieje, kiedy z hukiem opuszcza on salę w trakcie przedstawienia?

- Pakt z widzem był dla nas od początku czymś absolutnie priorytetowym. Rozpoczynając pracę nad przedstawieniem, zawsze sporządzamy "mapę publiczności" - nie zdarzyła mi się chyba próba, podczas której nie myślałabym o tym, co z tego, co dzieje się na scenie, jest komunikatywne dla widza.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':