http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Promocja Łodzi. Najlepiej wydane 100 tys. zł. Na co?

Marzena Bomanowska
2012-01-28, ostatnia aktualizacja 2012-01-30 19:49

Agnieszka Holland na planie
Agnieszka Holland na planie "W ciemności" w Łodzi
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Skromne 100 tysięcy złotych, które Łódź dołożyła do budżetu nominowanego do Oscara filmu "W ciemności" Agnieszki Holland, to najlepiej wydane pieniądze na promocję miasta.

Na planie
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Na planie "W ciemności": ul. Włókiennicza i okolice, marzec 2010 r.
Na planie
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Na planie "W ciemności": ul. Włókiennicza i okolice, marzec 2010 r.
Agnieszka Holland z ekipą na łódzkiej premierze filmu
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Agnieszka Holland z ekipą na łódzkiej premierze filmu "W ciemności", polskiego...
Część zdjęć do filmu powstała w Łodzi: na podwórku między ul. Włókienniczą i Jaracza, na Księżym Młynie, na podwórzu przy ul. Nowomiejskiej, a przede wszystkim - w łódzkich kanałach. Niewielkie dofinansowanie z Łódź Film Commision sprawiło, że miasto ma skromny udział w powstaniu znakomitego filmu, o którym głośno na świecie.

Rozmowa z Wojciechem Danowskim*

Marzena Bomanowska: Trzymamy kciuki za Oscara dla "W ciemności", ale już nominacja to spore osiągnięcie.

Wojciech Danowski: Nominacja to bardzo dużo, bo chodzi o najważniejszą nagrodę w świecie filmowym. Znaleźliśmy się w piątce nominowanych filmów nieangielskojęzycznych spośród 63 zgłoszonych. A nominacja do Oscara to wyróżnienie nie tylko dla Studia Filmowego "Zebra", lecz także dla całej polskiej kinematografii, i budowanie jej marki na Zachodzie.

Ta nominacja buduje również markę pana jako producenta filmu. Jest pan zasypywany scenariuszami, propozycjami współpracy?

- Szefem studia Zebra i producentem "W ciemności" jest Juliusz Machulski, a ja jestem producentem wykonawczym filmu. Dostaję zaproszenia na spotkania czy konferencje, by podzielić się wiedzą i doświadczeniem z tej koprodukcji. Ale pozytywny efekt nominacji to kwestia czasu.

Kiedy czytał pan pierwszą wersję scenariusza? I co sprawiło, że pan powiedział "tak"?

- Ponad sześć lat temu scenariusz trafił do nas z Kanady, jego autorem jest David F. Shamoon. Odezwał się Eric Jordan, producent kanadyjski z Film Works, pojechałem na pierwsze spotkanie podczas Berlinale. Nie od początku była w tym projekcie Agnieszka Holland. Miał to być film angielskojęzyczny, z hollywoodzkimi aktorami, robiliśmy różne przymiarki do obsady. Po drodze były rozmaite peregrynacje zakończone decyzjami niezwykle korzystnymi dla filmu.

"W ciemności" to inny, niestereotypowy sposób przedstawienia dramatycznych sytuacji. W scenariuszu zafascynowało mnie pokazanie, że ludzie nie są czarno-biali, ale różni, kolorowi. I że się zmieniają pod wpływem krańcowych wydarzeń, co w wywiadach podkreśla Agnieszka Holland. Zmiana Sochy, człowieka bezwzględnego, korzystającego bez skrupułów z życia w bohatera ryzykującego życie swoje i swojej rodziny, a także pokazanie Żydów nie tylko jako ikony cierpienia, ale też kłócących się, kochających, nienawidzących, robiących sobie świństwa, wszystko to jest bardzo ludzkie. I stanowi ciekawą przeciwwagę dla typowo hollywoodzkich filmów.

To akcentują krytycy piszący, że "W ciemności" jest lepsze niż "Lista Schindlera" czy "Pianista". Aktorzy mówią po polsku i w innych językach ówczesnego Lwowa, a podkreśla się, że oprócz historycznego wydarzenia film prezentuje uniwersalną sytuację prześladowania, ukrywania się, walki o przeżycie i poświęcenia.

- Niewątpliwie film ma charakter uniwersalny, można by taką konstrukcję przyłożyć na przykład do niedawnego krwawego konfliktu Tutsi i Hutu, tam też był człowiek, który ratował innych przed śmiercią.

Łódź ma swój mały udział w filmie.

- Łódź jest szalenie fotogeniczna, można tu znaleźć szerokie spektrum scenograficzne dla scen z przełomu XIX i XX wieku. Nie do przecenienia jest rola Moniki Głowackiej i całego Łódź Film Commision.

W napisach końcowych pojawiają się też tajemnicze dla zachodniego widza skróty jak ZWiG czy ZDiT...

- W ZWiK okazali nam dużą pomoc i życzliwość, ustaliliśmy, że znajdą się w napisach końcowych i nie mieliśmy wątpliwości, że w ten sposób powinni zostać docenieni za bardzo dobrą współpracę.

Plusem Łodzi jako miejsca na plan filmowy jest jej zacofanie i zaniedbanie?

- Tak, bo łatwo można znaleźć miejsca, które z powodzeniem mogą udawać przedwojenne plenery. Architektura przemysłowa jest unikatowa w skali kraju. Dopiero jak zakochałem się w pewnej łodziance i zaprzyjaźniłem się z Łodzią, zacząłem chodzić z podniesioną głową, patrzeć na pałacyki, secesję, detale - czasem bez sensu zachlapane betonem. Cennych śladów przeszłości widziałem bardzo dużo. Materię architektoniczną Łodzi trzeba jak najszybciej ratować, bo to mogłaby być Barcelona Europy Środkowej.

Skromny wkład Łodzi w film nominowany do Oscara to okazja do promocji miasta. Jak możemy lepiej wykorzystać atuty Łodzi?

- Myślę, że do samorządowców i urzędników powinna trafić następująca prawda: złotówka zainwestowana przez miasto w film w postaci dotacji czy wkładu koproducenckiego zwraca się kilkakrotnie. Angażujemy na miejscu ludzi, wydajemy pieniądze na realizację filmu, a oprócz tego ekipa musi przecież jeść, spać, korzystać z transportu - to dobra inwestycja z czysto ekonomicznego punktu widzenia. Ważne, by komórka dysponująca funduszami na filmy mogła działać dynamicznie, czyli samodzielnie, bo w ramach większego organizmu jest bezwładna, a w tej dziedzinie potrzeba elastyczności i efektywności. Komisja powinna mieć większy budżet, może także przez połączenie z budżetem wojewódzkim. Gdyby fundusz filmowy był wydzielony ze struktur urzędu, tak jak to funkcjonuje w innych miastach, mógłby wchodzić w przedsięwzięcia filmowe jako koproducent.

Rozmawiała Marzena Bomanowska

* Wojciech Danowski jest zastępcą dyrektora Studia Filmowego "Zebra" i producentem wykonawczym filmu Agnieszki Holland "W ciemności"



Monika Głowacka, szefowa Łódź Film Commision

W portfolio i ofertach branżowych będziemy się chwalić, że w Łodzi kręcono "W ciemności", bo to duży sukces. Pokazaliśmy Łódź jako miasto, gdzie można robić filmy. Fundusz filmowy dał 100 tysięcy złotych w gotówce i człowieka, który pomagał ekipie, załatwiał pozwolenia, uprzedzał mieszkańców o pojawieniu się filmowców. Teraz przygotowujemy szlak filmowy, w którym znajdą się także lokalizacje z "W ciemności".

Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl



Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź
  • 20 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':