http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rozwiązła mało zwięzła

Dariusz Nowacki
2012-01-26, ostatnia aktualizacja 2012-01-25 18:14

Wyklęta miłość 40-latki i studenta, a w tle stosunki polsko-żydowskie. Powieściowemu debiutowi Jarosława Kamińskiego można zarzucić tylko jedno: przegadanie

''Rozwiązła'', Jarosław Kamiński, W.A.B., Warszawa
W.A.B.
''Rozwiązła'', Jarosław Kamiński, W.A.B., Warszawa
SERWISY
"Rozwiązła"
Jarosław Kamiński
W.A.B., Warszawa


Kiedy w sierpniu ubiegłego roku podano informację o zakupie przez Empik wydawnictwa W.A.B., natychmiast pojawiło się pytanie, czy nowy właściciel tej zasłużonej oficyny zechce nadal wspierać ambitną polską prozę, a zwłaszcza debiutantów.

Choć zakładam, że debiut powieściowy Jarosława Kamińskiego nie przynosi satysfakcjonującej odpowiedzi, warto mieć na uwadze, że ta łatwa w odbiorze książka pojawia się w prestiżowej serii "Archipelagi", a i obnażona kobieta na okładce chyba też coś znaczy.

"Rozwiązła" jest świetną, opartą na sprawdzonych wzorach narracją popularną. Można jej zarzucić tylko jedno - że jest rozwlekła. Konwencja romansowa splata się tutaj z detektywistyczną, a ideowo-artystyczny patronat nad tym przedsięwzięciem zdaje się sprawować Maria Nurowska, pierwsza u nas specjalistka od love story z zawiłą historią polityczną w tle.

Dobiegająca czterdziestki makijażystka Zofia tworzy miłosny związek z młodszym o 18 lat studentem Adamem. Opowieść o spotkaniu kobiety po przejściach i mężczyzny bez przeszłości nie przeradza się jednak w psychologiczne studium nietypowego związku. Stawką jest tu odzyskanie historii osobistej oraz zbiorowej.

Rodzice Adama, delikatnie rzecz ujmując, nie są zachwyceni podstarzałą narzeczoną. Matka szaleje z rozpaczy, ale główna rola przypadnie dziadkowi chłopaka. Zachodzi bowiem podejrzenie, że ów może być ojcem Zofii.

Bohaterka niczego na temat swojej przeszłości nie wie i, co ważniejsze, nie chce wiedzieć. Wychowała się w domu dziecka, zna tylko imię i nazwisko matki, w sierocińcu zaś przeżyła chwile straszne. Związek z młodym kochankiem ma więc głębsze, niedające się zredukować do spraw erotycznych uzasadnienie. Adam jest, by tak rzec, poza historią, ona także pragnie być poza, bo przeszłość równa się trauma.

Makijażystka podejmuje prywatne śledztwo. Oczywiście żeby oddalić podejrzenie, o którym była mowa, a przy okazji rozwikłać zagadkę własnej tożsamości. Nie wiadomo, czy powoduje nią chęć zatrzymania przy sobie młodego kochanka, czy poczucie winy (Adam, porażony informacją, że z narzeczoną łączą go więzy pokrewieństwa, próbuje się otruć). Tak czy owak, wchodzi w rolę detektywa amatora.

Najpierw odkrywa, że jej matka była dzieckiem ocalonym z Holocaustu, pod przybranym nazwiskiem ukrytym przez siostry zakonne na Podlasiu. Po studiach filozoficznych zaplątała się w ruch dysydencki na Uniwersytecie Warszawskim, węzłowym zaś zdarzeniem w jej biografii był marzec 1968 r. Mówię o tym ogólnie, żeby nie psuć lekturowej frajdy.

Najwięcej informacji dostarcza dziadek Edward, niegdyś wpływowy intelektualista i salonowiec, beneficjent i zarazem ofiara PRL-u. Owszem, znał dobrze matkę Zofii. Ale czy jest ojcem głównej bohaterki? Tego także nie wypada zdradzać. Ważniejsze wydaje się zresztą co innego.

Otóż "Rozwiązła" w swojej podstawowej warstwie jest powieścią edukacyjną, napisaną chyba z myślą o tych, którzy - tak jak powieściowa mistrzyni pudru i szminki - nie mają bladego pojęcia o historii komunistycznej Polski. Trochę to dziwne, ale fabularnie uzasadnione - do czasu podjęcia prywatnego śledztwa kiepsko wyedukowana Zofia żyła dniem dzisiejszym, ponadto wiele lat spędziła za granicą, imając się robót kelnerskich.

Kiedy więc siostry zakonne informują ją, że jej matka była "starozakonna", ta autentycznie nie wie, o co chodzi. Nie zna ani tego słowa, ani zasług Kościoła w ratowaniu Żydów. Po jednej z rozmów z Edwardem na stronach Wikipedii odnajduje hasło dotyczące Marca '68. Rozmówcy, a właściwie informatorzy Zofii przemawiają propedeutycznie, by nie rzec: łopatologicznie. Dotyczy to zwłaszcza stosunków polsko-żydowskich po II wojnie.

Tak to właśnie wymyślił Kamiński. Na naszych oczach Zofia szybko nadrabia zaległości, odzyskuje historię. I tę osobistą (dowiaduje się, kim był jej ojciec, i co się stało z matką), i tę, o której traktują szkolne podręczniki dla gimnazjum (bo raczej nie dla liceum).

Dziejowość jest tu nagromadzeniem klisz i stereotypów, lecz ani myślę czynić z tego zarzutu. W powieściach o szerokim adresie czytelniczym tak właśnie bywa. Moja jedyna pretensja - jak już zasygnalizowałem - dotyczy męczącej rozwlekłości utworu.

Oto Zofia pojawia się w mieszkaniu Edwarda i zadaje mu proste pytanie: czy jest jej ojcem? Ten, popadając w piętrowe dygresje, odpowiada na to pytanie bodaj przez trzy dni (stosując inną miarę: przez 200 stron).

Dam bardziej wymowny przykład. Ów Edward opowiada o jednym ze spotkań z matką bohaterki: "Zaparzyłem kawę, tradycyjnie po turecku, a raczej po polsku, co, nie wiadomo czemu, uznajemy za turecki sposób parzenia, choć nie ma nic wspólnego z tym, co robią w takim - powiedzmy - Stambule". I tu kolejne dwa wersy o tym, jak Turcy podają kawę. Tego typu wtrąceń jest tu mnóstwo, co ostatecznie sprawia, że czytamy powieść - by tak rzec - niezasadnie obszerną.

Wszelako rozumiem, że jeśli dziś utwór epicki w twardych okładkach ma mniej niż 500 stron, nie jest traktowany poważnie. I żeby nie było żadnych wątpliwości, cegłowatość to nie jest wymóg artystyczny, to presja handlowa. Jarosław Kamiński jej uległ.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Varga kontra Dunin: Ateizm a la GW

O ile listy do redakcji pisane przez teistów i ateistów aż tak bardzo mnie nie zdziwiły, a wręcz ucieszyły, to oddźwięk na stronie internetowej "Krytyki Politycznej" raczej mnie zdziwił mocno - pisze Krzysztof Varga

Asad zabija Homs

Jeśli nie zginiemy od bomb, to niedługo umrzemy z głodu. Niech choćby sam diabeł uratuje nas przed Asadem! - błagają mieszkańcy syryjskiego miasta, w którym zginęły już 3 tys. osób