Zamanifestował w ten sposób solidarność z pisarzem, który musiał odwołać swoją wizytę w Indiach w związku z pogróżkami islamistów zapowiadających zamach na jego życie. Kunzru bez konsultacji z organizatorami odczytał dwa fragmenty, jednak nie te uznane przez ajatollahów za najbardziej bluźniercze. Chwilę później został przesłuchany przez indyjską policję, a organizatorzy festiwalu kazali mu podpisać dokument mówiący, że nie są odpowiedzialni za jego manifestację, i jak najszybciej opuścić
Indie. Zrobił to, a później wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że wierzy w "wolność słowa, która pozwala mówić niepopularne, nawet szokujące rzeczy, a 'Szatańskie wersety' to nie bomba, nie nóż ani pistolet. To tylko książka". Tymczasem "The New York Times" podaje, że rzekome pogróżki islamistów o wysłaniu zabójcy do Dźajpuru, jeśli pojawi się w nim Rushdie, mogły być spreparowane przez indyjską policję, by zniechęcić pisarza do przyjazdu do Indii.