http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Drugi tom "Dziennika". Mrożek pod szubienicą

Roman Pawłowski
2012-01-24, ostatnia aktualizacja 2012-01-23 17:56

Sławomir Mrożek
Sławomir Mrożek
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Może byłoby lepiej, gdyby Wydawnictwo Literackie nie publikowało "Dziennika" Sławomira Mrożka. Do tej pory tylko kilku wtajemniczonych redaktorów wiedziało, jaki z niego megaloman i mizogin. Teraz dowiedzą się wszyscy.

SERWISY
"Dziennik t. II, 1970-1979"
Sławomir Mrożek
Wydawnictwo Literackie, Kraków


Już tom I "Dziennika" obejmujący lata 60., czyli początek jego emigracji, budził na przemian podziw i zażenowanie. Podziw dla determinacji, z jaką walczy po wyjeździe z kraju o swoje miejsce w światowej literaturze i teatrze. I zażenowanie dla kalkulacji, które temu towarzyszą - jak się przebić, dorównać Beckettowi, "trzasnąć w Pintera".

Tom II, obejmujący lata 1970-79, budzi jeszcze bardziej mieszane uczucia. To, co było wcześniej walką o literaturę i własną w niej pozycję, zamienia się w jednostajne, płaczliwe użalanie się nad sobą: przybyszem z gorszej części Europy, obcym, który "nigdy nie przebije muru", pozostanie niedocenionym przybłędą, "niemową". "Za wielki na Polskę, za mały na świat" - tak pisarz podsumowuje swoją sytuację egzystencjalną w 1973 r.

Na kompleksy i megalomańskie sny o potędze nakładają się problemy osobiste. Rozstanie z wieloletnią partnerką życiową staje się pretekstem do mizoginicznych ataków na kobiety jako gatunek niższy umysłowo, chytry i podły. Próbka: "Spośród idiotek europejskich największymi idiotkami są Polki. Ach, te kozaczki zadzierzyste, te czupurności, te zuchowatości, te samodzielności 'myśli'. (...) Mam już tego wszystkiego dosyć". Chciałoby się dopisać na marginesie: "Czytelnik też".

Kłopot z "Dziennikiem" polega na tym, że jedynym jego tematem jest sam Mrożek. Niezależnie od miejsca, pory roku, pogody i sytuacji w międzynarodowej polityce, widzimy go w tym samym fotelu, jak pali fajkę i rozważa po raz enty, jaki jest jego cel i dlaczego go jeszcze nie osiągnął.

Sam pisarz nazywa to ironicznie "powrotem pod szubienicę", nawiązując do "Rękopisu znalezionego w Saragossie" Potockiego, którego bohater Alfons van Worden budzi się codziennie rano pod tą samą szubienicą braci Zoto. Inni pojawiają się "pod szubienicą" Mrożka epizodycznie, są to głównie kobiety, rozpatrywane z punktu widzenia relacji z pisarzem. Nikt i nic nie porusza pisarza tak jak on sam.

To nie jest jednak gombrowiczowskie "poniedziałek - ja, wtorek - ja, środa - ja". Gombrowicz budował napięcie pomiędzy sobą a światem, które tworzyło dramaturgię jego "Dziennika". U Mrożka jest tylko Mrożek. Czterdziestoparoletni pisarz z Polski, który nadużywa alkoholu, cierpi na lekką neurastenię i permanentny kryzys twórczy i rozpacza, że nigdy nie będzie Gombrowiczem. Czy może być coś nudniejszego?

Tymczasem wokół Mrożka w latach 70. dzieje się bardzo wiele. Po paru nieudanych sztukach pisze świetną "Rzeźnię", sarkastyczną komedię z życia muzyków filharmonijnych, w której stawia pytanie o relację między kulturą i naturą (co jest prawdziwsze - koncert Beethovena czy szlachtowanie wołu na scenie?). Wcześniej sukces odnosi wystawiona w Düsseldorfie groteska "Szczęśliwe wydarzenie" napisana pod wpływem studenckiej rewolty 1968 r. i pokazująca mechanizm terroru. Pod koniec dekady w "Dialogu" ukazuje się cykl teatralnych bajek nie bajek o Lisie, Kogucie i innych mieszkańcach lasu opowiadających o mechanizmach władzy i podporządkowania. I wreszcie "Emigranci", najlepszy oprócz "Tanga" dramat Mrożka, fenomenalnie skonstruowany portret dwóch wygnańców z Europy Wschodniej, jednego zarobkowego, drugiego politycznego, spędzających sylwestra w wynajętej norze w mieście gdzieś na Zachodzie. Sztuka odnosi ogromny sukces na świecie.

O tym jednak w "Dzienniku" nie znajdziemy wiele. Mrożek skąpi informacji na temat źródeł swych pomysłów, nie ujawnia warsztatu. Poza szkicem do "Polowania na Lisa" i paroma wzmiankami o premierach cała jego twórczość z tego okresu jest przemilczana.

A przecież "Emigranci" mogliby być kluczem do "Dziennika". To krytyk Tadeusz Nyczek zauważył kiedyś, że obaj bohaterowie sztuki - inteligent AA i groszorób XX - to autoportret samego Mrożka, targanego sprzecznościami "światowca z Borzęcina". I że najlepiej byłoby tę sztukę wystawić jako monodram. Całe partie drugiego tomu "Dziennika" brzmią jak dalszy ciąg rozmów XX i AA tkwiących w morderczym klinczu. Bo z jednej strony pisarza wypełnia niechęć do Polski i "polactwa" (to jednak termin Mrożka, Rafał Ziemkiewicz go sobie przywłaszczył), które zarażają go prowincjonalnością. Z drugiej wspomina krakowskie wieczory, drgnieniem serca reaguje na myśl o ostatnim warszawskim adresie. Miota się między miłością a nienawiścią - nie wiadomo, do Polski czy może do polskości w sobie samym.

Dopiero w drugiej połowie lat 70. męki ustają, na co ma z pewnością wpływ sukces sceniczny "Emigrantów" i polepszająca się sytuacja finansowa. Nowe paryskie mieszkanie, nowy, szybki samochód. "Dziewiętnaście lat urazu, kiedy wyprzedzały mnie lepsze samochody. Dziewiętnaście lat tłumaczenia sobie, że to nie ma żadnego znaczenia (...) Za tydzień chcę się pozbyć tego kompleksu" - notuje, odbierając peugeota ze 100-konnym silnikiem i prędkością maksymalną 173 km/godz.

Notatki stają się krótsze. Rok 1978 zaczyna od zwierzenia: "Definiowanie siebie coraz mniej mnie interesuje, odkąd wiem, że nie ma czego definiować". W tym samym roku jedzie do Polski - pierwszy raz po 15 latach. "Z Polską nic szczególnego, między mną a nią, nie zaszło. Przybyłem, popatrzyłem, wróciłem" - notuje, jakby to była wycieczka za miasto, a nie powrót Odysa po latach tułaczki.

Tom II "Dzienników" prowadzi od rozgoryczenia do rezygnacji. Strach pomyśleć, pod jaką szubienicą obudzi się Mrożek w tomie III.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':