Za kilka dni ukaże się nowa płyta Rafała Blechacza w renomowanej wytwórni Deutsche Grammophon. - To pozytywna reakcja światowej publiczności na muzykę Szymanowskiego zmotywowała mnie, by wejść z nią do studia - mówi pianista
"Claude Debussy: Pour le piano, Estampes, L'Isle joyeuse Szymanowski: Prelude and Fugue in C sharp minor, Sonatas op. 8" Rafał Blechacz Deutsche Grammophon
Blechacz, laureat I nagrody na konkursie chopinowskim w 2005 roku, koncertuje właśnie w całej Europie - z recitalami solowymi i z IV koncertem Beethovena. Oraz wydaje nową płytę w barwach DG.
Po dwóch albumach chopinowskich (preludia, koncerty) oraz sonatach klasycznych (Haydn, Mozart, Beethoven) polski pianista sięgnął po repertuar mniej popularny - kompozycje Debussy'ego i Szymanowskiego. Zaskoczeniem jest w tym zestawie Szymanowski - jego preludium i fuga cis-moll oraz I sonata fortepianowa, dedykowana Witkacemu (1904), należą do wczesnych, rzadko wykonywanych utworów. To kolejny sygnał, że muzyka naszego kompozytora jest coraz chętniej słuchana na świecie. Premiera płyty 1 lutego.
rozmowa z Rafałem Blachaczem
Jacek Hawryluk: Utwory na fortepian solo Debussy'ego i Szymanowskiego to kompozycje powstałe w tym samym okresie, na przełomie XIX i XX w.
Rafał Blechacz: Ale to dwa różne światy. Pokazuję impresjonistycznego Debussy'ego i ekspresjonistycznego Szymanowskiego. "Radosna wyspa" Debussy'ego została napisana w tym samym 1904 roku co I sonata c-moll Szymanowskiego.
Oczywiście można było dobrać program w inny sposób, tzn. wybrać kompozycje pochodzące z późniejszego okresu twórczości Szymanowskiego (np. "Metopy"), kiedy był bardzo zainspirowany właśnie muzyką impresjonistyczną, francuską. Ale dla mnie najważniejsza w tym doborze była zasada kontrastu. Jest on widoczny pomiędzy kompozytorami, ale także w samej muzyce Debussy'ego, w "Pour le piano" czy "Estampes". I może jedynym pomostem, który łączy - na płycie - tych dwóch kompozytorów, jest czynnik wirtuozowski. Choć ta wirtuozeria w obu przypadkach jest zupełnie inna.
U Debussy'ego liczą się przede wszystkim nastrój i harmonia.
- Rola barw dźwięku jest nieoceniona. Ale także w muzyce Szymanowskiego, gdy się w nią wgłębić, jest wielka emocjonalność. Duża jest tu rola instrumentu, który musi inspirować do szukania różnych odcieni dźwięku. Ale powinien też dysponować solidnym brzmieniem, które jest potrzebne zwłaszcza w I sonacie. Potężny, szlachetnie brzmiący bas, piękna góra.
Powiedziałeś o tym, co łączy fortepian Debussy'ego i Szymanowskiego. A co dzieli?
- U Debussy'ego nie ma tak wielkiej ekspresji, kontrastów rozgrywających się na przestrzeni krótkich odcinków. U Szymanowskiego nastrój zmienia się czasami co cztery, pięć taktów. U Debussy'ego jest inaczej, mamy grę światłem i kolorem. Kluczem było więc odnalezienie wspólnego mianownika, czyli odpowiedniego fortepianu, który pozwoli to wszystko pokazać - wykreować świat "zachwytu chwilą" Debussy'ego i wybuchowy dramat Szymanowskiego.
"Estampes" Debussy'ego to rodzaj dźwiękowych pocztówek z różnych części świata - Azji, Hiszpanii, Francji. Znajomość pozamuzycznych kontekstów pomaga w interpretacji?
- Pamiętam, jak wykonywałem "Estampes" na krótkim tournée po Japonii, po konkursie w Hamamatsu, jeszcze przed chopinowskim. I zwiedzanie starej architektury pozwoliło mi zrozumieć nastrój pierwszego ogniwa utworu, który nosi tytuł "Pagody". Z kolei obcowanie z inną mentalnością i obyczajowością w Hiszpanii pomogło w drugim utworze cyklu - "Wieczorze w Grenadzie". A gdy gram "Radosną wyspę", którą też zarejestrowałem, mam przed oczyma Majorkę, bo właśnie tam po raz pierwszy wykonałem ten utwór.
Na płytę wybrałeś rzadko nagrywane i wykonywane utwory Szymanowskiego - preludium i fugę cis-moll oraz I sonatę. Dlaczego?
- Grałem je na koncertach w Europie i w Stanach i czułem się w nich dobrze. Zresztą to właśnie pozytywna reakcja publiczności generalnie na muzykę Szymanowskiego zmotywowała mnie, by wejść z nimi do studia. Ilekroć grałem wariacje b-moll czy I sonatę, zawsze ożywiały program recitalu. Poza tym w kontekście Debussy'ego Szymanowski prezentuje się naprawdę intrygująco.
Preludium i fuga cis-moll to kompozycja stworzona naprędce. Do fugi, skomponowanej jeszcze na studiach, Szymanowski dopisał preludium i wysłał na konkurs do Berlina. Otrzymał jedną z nagród. Jak traktujesz ten utwór? Jako pozycję samodzielną czy swoiste wprowadzenie do następującej później na płycie sonaty?
- To absolutnie pełnoprawna kompozycja. Czasami zestawiałem ją na koncertach z "Pour le piano" Debussy'ego. Preludium i fuga nawiązuje do baroku, ja potem grałem suitę Debussy'ego, która składa się z preludium, sarabandy i toccaty, a więc także powraca do tych tradycji. U Szymanowskiego polifonia odegrała znaczącą rolę.
A co do następnej na płycie I sonaty, to mamy ciekawostkę - to fuga "łączy" oba utworu: tu fuga czterogłosowa, w sonacie zaś fuga trzygłosowa, ale dwutematyczna.