"Co ty wiesz o filozofii?" to nowy program TVP Kultura emitowany w każdą niedzielę o godz. 12, w którym prof. Jan Hartman i prof. Zbigniew Mikołejko prowadzą autorskie rozważania filozoficzne na tematy najistotniejsze. Obaj mają mocne poczucie autonomii, ale ponieważ filozofia stawia sobie podobne pytania, pozwoliliśmy sobie zestawić ich odpowiedzi, choć obie rozmowy odbyły się odrębnie.
Donata Subbotko: Po co nam właściwie filozofia?Zbigniew Mikołejko*: Kiedy studenci mnie pytają, po co filozofia, mówię: ano po to, żebyście się nauczyli staranniej myśleć. A po drugie: nic lepiej nie łagodzi bolesnych kantów świata. Filozofia ma wymiar egzystencjalny, życiowy, stawia najważniejsze dla nas pytania: o życie i śmierć, dobro i zło, o sens.
Jan Hartman**: Nie ma sensu pytać, po co jest myślenie. Myśli się po to, żeby być mądrzejszym - i to się udaje. I właśnie o mądrość stara się filozofia. Czy to cel osiągalny? Mądrości ostatecznej nie posiądziemy, ale myśląc, rozważając rzeczy istotne, stajemy się doskonalsi moralnie i intelektualnie. W jakimś sensie zyskujemy samych siebie.
Tytuł wykładów, jakie panowie prowadzą w TVP Kultura - "Co ty wiesz o filozofii?" - to parafraza kwestii "Co ty wiesz o zabijaniu?", jaką wypowiedział ekranowy filozof Franz Mauer. Co panowie wiedzą o filozofii?Z.M.: Nieustannie niewiele. Filozofia jest rodzajem drogi, która nie zna kresu: mamy do czynienia z uciekającym horyzontem. Tam bowiem, gdzie pojawia się pewność, filozofia się kończy. A skoro przywołała pani kwestię Lindy z "Psów" Pasikowskiego, ja się odwołam do "Iluminacji" Zanussiego. Tam pytają bohatera, dlaczego chce studiować fizykę, a on - że chciałby zyskać jakąś wiedzę pewną. Ja też bym chciał, ale jeśli filozof ma być filozofem, to ciągle będzie stawiał pytania.
J.H.: Wiem wystarczająco dużo, żeby odczuwać pewne rozczarowanie perspektywami ludzkiego rozumu. Jestem sceptykiem po przejściach, moje stanowisko filozoficzne jest konsekwencją porażki. Przyjmuję ją wszelako z pogodą ducha.
Jaki jest sens filozoficznych wykładów w telewizji? Co jest w nich dla panów ważne? Z.M.: Chciałbym w nich powiedzieć, że nie ma przepaści między filozofią a życiem, wręcz przeciwnie. Filozofia jest sposobem życia - bardziej świadomego. Sposobem wyrażania swoich lęków, tego, co dotyczy nas indywidualnie i we wspólnocie. Bo filozofia ma rodowód grecki i jest też w jakiejś mierze odpowiedzią na problemy polis, demokratycznego miasta-państwa. Czyli jest potrzebna i żeby pokrzepiać, i żeby dokonywać krytyki tego, co polityczne.
J.H.: Korzystam tu ze swoich umiejętności krótkiego i celnego wypowiadana się, żeby w ciągu kilkunastu minut zawrzeć to, co istotne dla danego zagadnienia. Taka pigułka intelektualna, filozoficzny telegraf.
Czy to znaczy, że wybór omawianych zagadnień jest podyktowany tym, co na co dzień obserwujemy w mediach?Z.M.: To wybór podyktowany życiem, naszą egzystencją, w tym momentami krytycznymi dla polskiej wspólnoty, które w ostatnich latach mocno się zarysowały, z rozmową, która się zepsuła. Mówiąc np. o przemocy, tłumaczę, że jest ona też rodzajem więzi społecznej i łączy się z zabijaniem dosłownym lub symbolicznym istot zwanych kozłami ofiarnymi, a mówiąc o szczęściu - pokazuję je także jako fałszywą religię.
J.H.: Jako dydaktyk wiem, co ludzi interesuje. Tu mówię o wolności, prawdzie i fałszu, Bogu, ale może kiedyś opowiem też o miłości, pięknie - zawsze dbając, żeby to było atrakcyjne résumé.
Czyli wykład to résumé filozofii, a nie panów osobisty punkt widzenia?J.H.: Zawsze się mówi ze swojego punktu widzenia, ale moją aspiracją nie jest przedstawienie własnych przemyśleń, które są okropnie skomplikowane i nie muszą nikogo obchodzić. Przedstawiam ogólnie znane myśli na dany temat, tyle że w przeciwieństwie do wielu moich kolegów nie darzę tradycji filozoficznej głęboką rewerencją, wobec tego nie boję się mówić o porażkach rozumu. I tak, mówiąc o wolności, zaczynam od tego, że filozofowie niezbyt dobrze się z tym zagadnieniem spisali.
Pana stronę na Facebooku otwiera hasło "Wolny kraj wolnych ludzi". Polacy są wolni?J.H.: Mają silny instynkt wolności, świadomie domagają się, by życie prywatne pozostało ich sprawą, ale jeszcze nie do końca wiedzą, jakie mogą mieć oczekiwania wobec państwa i prawa w kwestii ochrony wolności. Nie znają zasady samoograniczania się władzy. Rzuciliśmy podwaliny pod kulturę liberalną, a teraz musimy ją zbudować. Mamy tutaj pewne opóźnienia, np. w stosunku do Czechów.
Taki jest cel tych wykładów? Co ma zyskać ich słuchacz?J.H.: Słuchacz ma zyskać orientację w zakresie kluczowych pojęć. Ludzie sobie coś myślą, np. o wolności, a tu przychodzi filozof i sprawnie "zapodaje" im kilka tropów, czyli argumentów i sformułowań. Jeśli ktoś jest uważny, to odtąd jego myślenie o wolności będzie sprawniejsze i pełniejsze.
Z.M.: Jest takie słynne opowiadanie "Skradziony list" Edgara Allana Poego. Pewien szantażysta posługuje się skradzionym listem,
policja próbuje ten list znaleźć, przeszukuje wszelkie skrytki. Bez skutku. Tymczasem bohater, detektyw Dupin, ten list znajduje. Jak? Otóż był schowany w sposób najbardziej przemyślny z możliwych - położony na biurku, wśród innych listów. Wygłaszając te wykłady, chciałem trochę uczulić na te rzeczy, które są niewidoczne, bo leżą na wierzchu. Popadamy bowiem w rutynę i nie zwracamy uwagi na to, co najważniejsze. Teraz np. rządzi dyktatura, która zakłada, że mamy być szczęśliwi albo że mamy być zorganizowani, funkcjonalni, sprawni. A ja się pytam: dlaczego? Ktoś, kto przegrywa jakąś sprawę, czuje się zaraz skończony i popada w depresję. A to przecież naturalna kolej rzeczy. Grecy byli mądrzejsi, wiedzieli, że nie da się wierzgać przeciwko wyrokom fatum. I mieli na to sposób: róbmy rzeczy dobre i piękne. Dlatego ta wspaniała kultura grecka wyprodukowała tyle użytecznych i ważnych rzeczy w nader okrutnym świecie. Filozofia daje tutaj odpowiedź, jakieś wyjście i pocieszenie.
Także pocieszenie w kryzysie? Bo ostatnio kultura grecka wyprodukowała kryzys.Z.M.: Współcześni Grecy niemal nic nie mają wspólnego ze starożytnymi. To obecnie kultura w znacznej mierze pasożytnicza - także wobec własnej przeszłości. Słowo "kryzys" ma zaś związek ze słowem "krytyka" i oba te wyrazy pochodzą ze starożytnej greki. Paradoksalnie Zachód jako jedyna cywilizacja nauczył się traktować kryzys jako stan krytyczny właśnie, czyli taki, w którym dokonuje się krytyki tego, co było. Dlatego postępujemy naprzód. A np. takie
Indie, gdzie nie ma odczucia kryzysu, są cywilizacją zmurszałą, która wszystko, co ważne, wypracowała parę tysięcy lat temu i nic z tym nie robi. Cywilizacje, które nie odczuwają własnych kryzysów, nie dokonują krytyki i zastygają. Czyli kryzys nie jest ostatecznie stanem złym.
J.H.: Nie jestem "pocieszaczem", lecz pogodnym sceptykiem. Filozofia pocieszycielska, terapeutyczna nie jest prawdziwą filozofią. Robienie ludziom dobrze, wzbudzanie komfortu psychicznego to nie moje zajęcie. Apeluję do ludzkich rozumów, nie uczuć. Filozofia nie służy przyjemności umysłu, lecz wyposaża go w pojęcia i język, które pozwalają rozumieć więcej, panować nad tym, co się myśli i mówi, a w końcu poszybować wysoko ponad zwykłe sobie myślenie zwykłego rozumnego człowieka. I w dodatku to nic nie kosztuje! Fenomenalna oferta!
*prof. Zbigniew Mikołejko - filozof i historyk religii, eseista, kierownik Zakładu Badań nad Religią w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, profesor w Warszawskiej Wyższej Szkole Humanistycznej, wykładowca filozofii w Wyższej Szkole Informatyki Stosowanej i Zarządzania w Warszawie
**prof. Jan Hartman - filozof, kieruje Zakładem Filozofii i Bioetyki w Collegium Medicum na UJ. Zajmuje się m.in.: etyką, bioetyką, filozofią polityki i metafilozofią