Gdyby wśród amerykańskich niezależnych filmowców istniała frakcja Oburzonych, na Sundance mogłoby dojść w tym roku do poważnej rozróby. Stephen Frears, Spike Lee, Robert De Niro, Sigourney Weaver, Kirsten Dunst, Bruce Willis - wyliczanka twórców, którzy wcale nie kojarzą się z niezależnym kinem, a których filmy pokaże w tym roku festiwal uważany do niedawna za jego mekkę, mogłaby trwać długo.
Zarówno "Lay the Favorite" Frearsa z Bruce'em Willisem i Rebeccą Hall (jako eksstriptizerką, która rozpracowuje system zakładów bukmacherskich w LA), jak i "Red Hook Summer" Spike'a Lee (o pastorze z Brooklynu, który nawraca odwiedzającego go w wakacje wnuczka) nie zostały jeszcze w dodatku sprzedane na rynek amerykański, więc na Sundance będą walczyć o zainteresowanie dystrybutorów z filmami debiutantów.
Spod Krakowa do Park City To przemieszanie glamouru z niszą zaczęło się na wymyślonym przez Roberta Redforda festiwalu kilka lat temu, gdy niskobudżetowe hity festiwalu "Mała Miss" i "Juno" odniosły w kinach kasowy sukces. Sundance zaczęło odgrywać w amerykańskim przemyśle filmowym rolę bazaru, na którym można kupić tani towar, by sprzedać go z dużym zyskiem. Amerykańscy producenci mainstreamu zaczęli więc zabiegać o to, by ich filmy miały premiery właśnie w Park City.
W tym roku w gwiazdorskiej sekcji o nazwie "Premiery" poza filmami Frearsa i Lee pokazane zostaną m.in. "Red Lights" Rodrigo Cortésa z Sigourney Weaver i Robertem De Niro,
thriller o psycholożce badającej zjawiska paranormalne, czy "Bachelorette" Leslye Headland - namaszczony już przez amerykańską prasę na następcę "Druhen" film z Kirsten Dunst w roli szkolnej koleżanki pewnej panny młodej.
Sporo też będzie w tej sekcji nieoczekiwanych zmian ról. Josh Radnor, Ted z serialu "Jak poznałem waszą matkę", pokaże reżyserski debiut "Liberal Arts" (komedię romantyczną o 35-latku, który wiedzie życie wiecznego studenta), a Julie Delpy - "2 dni w Nowym Jorku", kontynuację nakręconych przez nią pięć lat temu "2 dni w Paryżu". W "Premierach" znalazł się też jedyny w tym roku polski akcent na festiwalu - "Arbitraż" Nicholasa Jareckiego, o milionerze, który musi sprzedać finansowe imperium, nim wyjdą na jaw jego oszustwa. Film powstał w koprodukcji z podkrakowskim Alvernia Studios, z gwiazdorską - jakżeby inaczej - obsadą: Susan Sarandon, Timem Rothem, Richardem Gere'em.
W niewielkim narciarskim kurorcie, jakim jest Park City, będą więc hollywoodzkie sławy, ale też dużo ambitnego i niestandardowego kina. Charakter tutejszych konkursów (są cztery: fabuł amerykańskich i światowych oraz krajowych i zagranicznych dokumentów) w ostatnich latach na szczęście niewiele się zmienił. Nadal wybierane są do nich filmy opowiadające historie na przekór schematom dyktowanym przez
Hollywood.
Te w konkursie międzynarodowym to gatunkowy i stylistyczny miszmasz. W tym roku obok np. obyczajowego czeskiego "Four Suns" Bohdana Slámy czy biografii chilijskiej pieśniarki Violety Parry w programie jest surrealistyczny "Wrong" o człowieku, który rusza na poszukiwanie psa, zaginionej miłości jego życia. Jego autorem jest Francuz Quentin Dupieux, ten sam, który zrealizował "Oponę" (z morderczą oponą w roli głównej), którą na długo zapamięta publiczność ostatniego Warszawskiego Festiwalu Filmowego.
Duże dzieci Filmy z "U.S. Dramatic Competition" - konkursu fabuł amerykańskich - są dużo bardziej jednorodne, zwłaszcza tematycznie. Zazwyczaj opowiadają o związkach, rozstaniach i nastolatkach - czemu trudno się dziwić. Ich autorami są prawie wyłącznie filmowcy tuż po trzydziestce, historie o dojrzewaniu i miłosne perypetie młodych ludzi to to, czym są w stanie podzielić się z widzem. Dwa najbardziej znane amerykańskie filmy niezależne, które dotarły do nas ostatnio z Sundance - "Blue Valentine" Dereka Cianfrance'a i "Do szpiku kości" Debry Granik - doskonale wpisują się w ten nurt: pierwszy opowiadał o rozpadzie związku, drugi - o nastolatce, która w krytycznej sytuacji przejmuje rolę głowy rodziny.
To pokolenie amerykańskich niezależnych po trzydziestce doczekało się już zresztą własnych "gwiazd". Nowy film "The End of Love" - dramat o aktorze, na którego po śmierci partnerki spada obowiązek opieki nad jej dwuletnim synem - pokaże w tym roku na Sundance Mark Webber, autor znakomitego "Explicit Ills". W "Safety Not Guaranteed" - o reporterach ruszających śladami człowieka, który ogłosił w gazecie, że szuka partnera do podróży w czasie - zobaczymy Marka Duplassa, który przed trzema laty w "Humpday" (o heteroseksualnych kumplach, którzy w ramach happeningu postanawiają pójść ze sobą do łóżka) łamał tabu pokazywania na ekranie relacji męsko-męskich.
Co ciekawe, wydaje się, że w tym roku na Sundance wiele filmów z nurtu "coming of age" będzie opowiadać o dorastaniu... dorosłych ludzi. Marka z "The End of Love", który dojrzewa dopiero wtedy, gdy musi zaopiekować się małym dzieckiem, Swansona z "The Comedy", który żyje jak beztroski nastolatek wśród hipsterów na nowojorskim Williamsburgu, czy 35-letniej Amy z "Hello I Must Be Going", która wprowadza się z powrotem do rodziców i romansuje z 19-latkiem.
Amerykańscy Oburzeni, zamiast protestować, kręcą filmy i dostają za to nagrody? Okaże się niebawem. Festiwal Sundance potrwa do 29 stycznia.