http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Oklaskuj siebie za dobrą grę

Tadeusz Sobolewski
2012-01-16, ostatnia aktualizacja 2012-01-16 14:53

''Topsy-Turvy'' Mike'a Leigh z 1999 r. Film o wiktoriańskim operetkowym duecie, libreciście Gilbercie i kompozytorze Sullivanie (Allan Corduner - na zdjęciu)
''Topsy-Turvy'' Mike'a Leigh z 1999 r. Film o wiktoriańskim operetkowym duecie, libreciście Gilbercie i kompozytorze Sullivanie (Allan Corduner - na zdjęciu)
Fot. Mary Evans Picture Library / EAST NEWS

Kolekcja filmów Mike'a Leigh. Bohaterki jednej z jego przewrotnych komedii wróżą sobie z "Wichrowych wzgórz", otwierając książkę w byle jakim miejscu. Palec wskazuje słowo "męka"

Mike Leigh, box 5dvd
fot. zdjęcia promocyjne
Mike Leigh, box 5dvd
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
"Mike Leigh. Kolekcja"
Gutek Film


Nazwisko Mike'a Leigh pojawia się często w parze z innym wielkim brytyjskim realistą - Kenem Loachem. Kojarzone jest odruchowo z "angielskim kinem społecznym", "obrazem klasy średniej", "krytyką thatcheryzmu". Nie można zrobić autorowi "Sekretów i kłamstw" większej krzywdy. To tak, jakby w Czechowie widzieć przede wszystkim źródło wiedzy o przedrewolucyjnej Rosji. Leigh jest Czechowem współczesnego kina. Nie znam drugiego reżysera, który by miał taką ciekawość i pasję obnażania teatru życia codziennego, ukazywania ludzi jako aktorów borykających się ze swoją rolą, z upartym i często nieskutecznym dążeniem do szczęścia. Wielki temat filmów Leigh to nieumiejętność życia, lęk przed odrzuceniem, wysiłek przełamywania samotności. Paradoks psychologiczny polega na tym, że człowiek zraniony, potrzebujący uczuć, równocześnie daje bliskim sygnał: nie zbliżaj się do mnie! Tacy są właśnie bohaterowie Mike'a Leigh.

Terapia grupowa

Pracę nad filmem zaczyna nie od scenariusza, ale od zgromadzenia obsady. Charaktery ujawniają się stopniowo w trakcie improwizowanej gry. Po tygodniach czy nawet miesiącach wspólnej pracy z przećwiczonych sytuacji wyłania się dramat, który następnie zostaje zapisany i odegrany przed kamerą. Metoda ta pozwala aktorowi podejść tak blisko do bohatera, że nie tylko perypetie, ale sposób, w jaki mówi, gestykuluje, jak śmieje się i skarży - tworzy fascynujący dramat. Oglądając film Leigh, czuję się jak na terapii grupowej - jakbyśmy siedzieli z aktorami przy jednym stole i wzajemnie kontrolowali swoje reakcje. Ta bliskość ma w sobie coś z teatru.

Sytuacja ramowa w filmach Leigh jest prosta, typowa dla komedii. We "Współlokatorkach" (1997) Katrin Cartlidge i Lynda Steadman grają przyjaciółki ze studiów, które spotykają się po latach w Londynie i przeprowadzają bilans życia. Tworzą kontrastową, dopełniającą się parę: jedna jest "rozważna", druga "romantyczna", jak w powieści Austen. Obie, samotne z wyboru, wywikłały się z nieudanych związków, mają pracę, prezentują się elegancko. Obroniły siebie, ale czy zwyciężyły? Co zostało z ich aspiracji? Co mogą z siebie dać innym? Próbują, jak kiedyś, dla żartu, wróżyć sobie z "Wichrowych wzgórz", otwierając książkę w byle jakim miejscu: "miss Bronte, miss Bronte, czy wkrótce znajdę prawdziwe szczęście?". Palec wskazuje słowo "męka".

Nieszczęśnik z pluszowym misiem

Zbiegiem okoliczności spotykają trzech dawnych chłopaków ze studiów. Śmieją się z tych facetów - każdy stanowi dla nich szczęśliwie ominięty życiowy wariant. Ostatnie spotkanie jest jednak rozdzierające - dawny adorator, który w czasach studiów wydawał się dziwacznym grubasem, dziś siedzi dokładnie w tym miejscu, w którym zostawiły go przed laty: na schodkach dawno zamkniętego chińskiego baru, na tle starego plakatu zespołu The Cure, z wielkim pluszowym misiem na kolanach, z tym samym tikiem. Uciekają od tego widma przeszłości. Płaczą, ale tym razem już nie nad sobą. "To niesprawiedliwe". Czyja wina, że świat jest tak urządzony?

W każdym z późnych filmów Leigh jest taka przejmująca scena z kimś odrzuconym, nieznośnym, antypatycznym, do kogo się zbliżamy ni to z odrazą, ni to ze współczuciem, komu nie możemy pomóc, przed którym zamykamy drzwi, broniąc siebie. Separacja, stratyfikacja społeczna, ludzie wyrzuceni za burtę, samotni, niedający sobie rady - to obsesja Mike'a Leigh, ponura przestroga cywilizacyjna zawarta w jego komediach. Lewicowość wyraża się w tym niepokoju. Ale kino Leigh należy już do epoki postpolitycznej - nie wzywa do walki, tylko do interakcji, wyjścia naprzeciw innemu i analizy samego siebie.

Jak to jest być tobą

W znakomitych "Nagich" (1993), filmie, który odbiera się tak, jakby powstał dziś, najbardziej przewrotnym i najczarniejszym w dorobku Leigh, pada zdanie, które mogłoby być dewizą jego kina. "Jak to jest być tobą?" - pyta inteligentny mizantrop Johnny (David Thewlis) kręcącego się po ulicy chłopaka o wyglądzie troglodyty, który wykonuje kolejno trzy gesty: rzuca głową, spluwa i wydaje wrzask: Maggie! - nawołując swoją dziewczynę.



Z nocnym strażnikiem pustego biurowca Johnny filozofuje o Bogu sprawcy zła, o kodach paskowych jako spełnieniu apokaliptycznej przepowiedni i o końcu świata ("człowiek przestanie istnieć, bo nie jesteśmy, k..., tacy ważni"). Johnny, który rozkochuje w sobie spotkane kobiety i jak uliczny filozof z każdym potrafi wejść w komitywę, ma w sobie rys pogardy. Chce być sędzią nieudanego świata, ale w filmie sam jest obiektem ironii. Ratowniczką okazuje się niespodziewanie pielęgniarka, która w przeciwieństwie do elokwentnego Johnny'ego nie umie sklecić zdania, ale za to potrafi pomóc i posprzątać. Tacy jak ona powstrzymują "koniec świata", który wieszczy Johnny.

Ironia Leigh dosięga często kontestatorów, takich jak Nicola z filmu "Życie jest słodkie" (1990) - nieszczęśliwa bulimiczka, feministka, która chce "zmieniać świat", ale nie może dać sobie rady z samą sobą. "Jesteś podróbką" - powie jej okrutnie chłopak (Thewlis).



Tą, która ją wesprze, okaże się własna matka, zanosząca się zaraźliwym śmieszkiem, w pierwszej chwili sprawiająca wrażenie głupiej mieszczki. W tym kalejdoskopie ludzkim nie ma jednej słusznej strony, pociecha jest względna, happy endy ironiczne. Liczy się spotkanie, z niego wynika wartość. Trudność tego spotkania jest tematem ironicznych komedii, na których widzowie płaczą.

Świat na opak

W ciekawie dobranej kolekcji filmów Mike'a Leigh wydanej przez Gutek Film,znalazł się film wyjątkowy: "Topsy-Turvy", czyli "Świat na opak" (1999). Wydaje się przeciwieństwem twórczości autora "Sekretów i kłamstw": kostiumową biografią, dziejącą się w wiktoriańskiej Anglii, w scenerii przypominającej "Lalkę" Hasa. Bohaterami są twórcy słynnej niegdyś operetki "Mikado": Arthur Sullivan i William Gilbert. Cylindry i tiurniury noszą w tym filmie aktorzy, których widzieliśmy już w rolach londyńczyków z lat 90. Co za nieoczekiwana pochwała XIX-wiecznej operetki, która "rozświetla świat" w wykonaniu reżysera "Ponurych chwil"! A jednak Mike Leigh w swoich współczesnych filmach również dąży do tego, aby na życie spojrzeć jak na teatr - w którym, jak mówi jedna z bohaterek "Topsy-Turvy" - można "co wieczór oklaskiwać siebie za dobrą grę".



Końcowa aria "Mikada" brzmi jak piękne przesłanie, jest rewersem pesymizmu i ironii Leigh, mówi o wyzwalającym sensie sztuki, o poznaniu samego siebie, o szczęściu, które nie jest złudzeniem. Dziewczyna w japońskim kimonie, przedmiot dworskich intryg i rodzinnych przetargów, zostaje sama na scenie, śpiewa o słońcu: "Ja Ziemią władać chcę/ Jak ono niebem./ Zna słońce wartość swą/ I ja znam siebie./ Nie myśl, że jest w nas/ Pokory ślad./ Znamy nasz boski blask/ Słońce i ja".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2
  • 1
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':