"Matisse, Cézanne, Picasso... L'aventure des Stein"
Grand Palais, Paryż
do 16 stycznia W filmie Woody'ego Allena "O północy w Paryżu" Gertruda Stein siedzi pod swoim portretem pędzla Picassa i przechwala się, że za 500 franków kupiła nowego Matisse'a.
Była plotkarą i snobką, przemieniała własne życie w legendę. Po latach wyolbrzymiała swoją rolę w tworzeniu rodzinnej kolekcji. Ale fantastyczna wystawa w paryskim Grand Palais oddaje sprawiedliwość całej rodzinie Steinów.
U progu XX w. amerykańskie rodzeństwo Leo i Gertruda oraz ich starszy brat Michael i jego żona Sarah byli najważniejszymi promotorami malarskiej awangardy. Dzięki nim młody Picasso miał co jeść, jeździł na wakacje i wynajął pracownię w Bateau-Lavoir. Obrazy Matisse'a kupowali jeszcze mokre, kiedy inni uważali je za wariactwo. Tłumy amatorów, którzy chcieli oglądać ich zbiory, sprawiły, że w sobotnie wieczory prowadzili otwarte salony. "Niektórzy przychodzili, aby drwić, i zostawali, żeby się modlić", wspominał po latach Leo. Na wystawie zgromadzono znaczną część tej wspaniałej kolekcji.
Ich rodzice zmarli młodo, ale zarządzany przez Michaela kalifornijski majątek pozwalał im na utrzymanie. Leo próbował sił w prawie i zoologii, zaś Gertruda studiowała medycynę. Kiedy nieprzygotowana przyszła na egzamin z filozofii u Williama Jamesa, napisała na arkuszu, że nie ma ochoty go zdawać. Wkrótce rzuciła
uniwersytet. W 1900 r. Leo i Gertruda znaleźli się w tłumie amerykańskich turystów, którzy przybyli do Paryża na Wystawę Światową.
Literatura nie do wytrzymania Leo postanowił nie wracać do Stanów. Zamieszkał we Florencji, ale szybko nasycił się Włochami. Z zamiarem zostania malarzem osiedlił się w Paryżu. Jesienią 1903 r. do jego
mieszkania przy rue de Fleurus wprowadziła się Gertruda. Ich entuzjazm wkrótce nakłonił do przeprowadzki również Michaela.
Gertruda próbowała sił w pisaniu i leczyła rany po burzliwym romansie z feministką May Bookstaver. Z Leo żyli jednak w ciągłym napięciu. Ten wysoki chudzielec był surowy i wiecznie rozdrażniony. Nadmierny krytycyzm nie pozwalał mu skończyć żadnego projektu. Lekceważył też pisarskie wysiłki siostry. Trudno mu się dziwić. Na wystawie można posłuchać fragmentów eksperymentalnej prozy Gertrudy. Aby wytrzymać ich monotonię, trzeba wpaść w trans albo mieć stalowe nerwy.
Leo był urodzonym kolekcjonerem. Wkrótce po przyjeździe wypatrzył pokazywaną na wystawie niewielką „Scenę balową” Maneta oraz olejny szkic Delacroix. Obu artystów uważał za ojców nowoczesnego malarstwa, ale nie mógł sobie pozwolić na ich najważniejsze prace. Amerykański historyk sztuki Bernard Berenson poradził mu, aby w galerii Vollarda przyjrzał się obrazom Cézanne'a. Zakupiony tam krajobraz stał się zaczątkiem przyszłej kolekcji.
Uśmiech jak befsztyk Leo i Gertruda traktowali kolekcję jako formę inwestycji. Łączyli fundusze, chociaż początkowo Gertruda nie rozumiała wyborów brata. Pewnego wieczoru zepsuł jej apetyt wieścią o zakupie eksponowanej w Grand Palais "Dziewczynki z koszem kwiatów" - wczesnego, nieomal symbolistycznego aktu Picassa. Leo zachwycił się Picassem z okresu "błękitnego" i "różowego", lubił jego smętnych akrobatów, melancholijne prostytutki i nędzarzy. Bliska była mu też fascynacja "prymitywizmem" i egzotyką, które wcześniej podziwiał choćby u Gauguina. Nie oparł się też próbom tak odważnym jak "Akt z ręcznikiem" (1907), gdzie Picasso dramatycznie upraszcza formę, gotowy już na jej rozbicie.
Wkrótce jednak Leo nie mógł zaakceptować coraz bardziej radykalnych poszukiwań młodego Hiszpana. Tym razem Gertruda przewyższała go apetytem na nowość. Pod wpływem kubistycznych martwych natur komponowała abstrakcyjne poetyckie miniatury. "Jabłeczna śliwka, dywanowy stek, nasienny mięczak, kolorowe wino, spokojny widok, dzienny krem, najlepszy cocktail, kartofel, kartofel i żadnej złotej pracy z pieskiem, widoczna zieleń zwie się wypiekiem, a zmiana słodka jest chlebowa, i mały kawałek, proszę, mały kawałek" - brzmiała jedna z nich.
Osamotniona w towarzystwie brata Gertruda łatwo przylgnęła też do Picassa i jego "cygańskiej" gromady. Jak zapamiętała Fernande Olivier, ówczesna towarzyszka życia malarza, Gertruda Stein pociągała go swoją intensywną cielesnością. Masywna, kobieco-męska pisarka ubierała się w luźne kapoty z brązowego sztruksu. "Uśmiech jak befsztyk", komentował ktoś uszczypliwie. Amerykańscy przyjaciele załamywali ręce: "Gertrudo, na miłość boską, co się z Tobą porobiło? Jesteś zakonnicą, uczonym doktorem, czy też umyka nam sens Twego oryginalnego stroju?".
Monumentalną sylwetkę Stein przedstawił Picasso na portrecie, który okazał się przełomowy. Pisarka zapewne przesadzała, twierdząc, że w niedogrzanej pracowni pozowała przez blisko dziewięćdziesiąt sesji. Zdesperowany Picasso miał stwierdzić, że "już jej nie widzi". Potem w ciągu jednego dnia przemalował całą głowę, upodabniając rysy Stein do afrykańskiej maski. Twarz pisarki stała się polem eksperymentów, które wkrótce miały go doprowadzić do kubizmu. Na wystawie zapewne po raz pierwszy od lat "Portret Gertrudy Stein" wisi obok płótna, które stanowiło jedną z jego inspiracji. Z należącego do Steinów portretu "Pani Cézanne z wachlarzem" Picasso zaczerpnął ułożenie rąk Gertrudy.
Kubizm jest głupi Pisząc do Steinów z katalońskich wakacji 1909 r., Picasso szczegółowo omawiał swoje poszukiwania: uproszczenia form, odwracanie perspektywy, rozbijanie brył. Po jego powrocie Gertruda zdecydowała o zakupie dwóch zgeometryzowanych katalońskich pejzaży. Jako ich dumna właścicielka czuła się odtąd najwyższą kapłanką kubizmu. Były to jednak ostatnie płótna Picassa zakupione wspólnie przez rodzeństwo. Leo nie mógł przyjąć obranego przez Picassa kierunku. "Kubizm jest zwyczajnie głupi" - pisał do przyjaciółki.
Entuzjazm siostry i pogarda brata dla kubizmu przelały czarę wzajemnej irytacji. W 1913 r. dojdzie do "rozwodu": Leo wyprowadzi się do Florencji, a rok później wróci do Ameryki. Jego miejsce zajmie Alicja Toklas, która już w 1910 r. zamieszkała przy rue de Fleurus. Tym razem w związku dominowała Gertruda. Rozstanie rodzeństwa oznaczało rozbicie kolekcji. Gertruda zachowała Picassy, Leo wziął Matisse'y i Renoiry, resztą się podzielili. Leo błagał tylko o jabłka Cézanne'a. "Obawiam się, że ich utratę musisz potraktować jako dopust boży" - komunikował siostrze. Na wystawie można oglądać zarówno ten drogi Steinowi szkic olejny, jak i małą martwą naturę, którą na pocieszenie podarował Gertrudzie Picasso.
Dotąd tak wyczulony na nowoczesność, Leo odwrócił się od awangardy, a jego głównym bohaterem stał się słodki Renoir. Dużo pisał o sztuce, aby w końcu skupić się na rozważaniach o naturze percepcji. Dotknęła go głuchota - u człowieka, który zawsze wolał mówić, aniżeli słuchać, takie kalectwo wydaje się symboliczne.
Imponujący bohomaz Pozostawiona samej sobie Gertruda kapryśnie rozwijała kolekcję. Podobały jej się wyrastające z kubizmu prace Juana Grisa i André Massona, a w latach 30. zaprzyjaźniła się ze związanym z dadaizmem i surrealizmem Francisem Picabią. W Grand Palais zaskakują obrazy "neoromantyków" (m.in. Rosjan Pawła Czeliczewa i Eugeniusza Bermana), w których Gertruda zakochała się w drugiej połowie lat 20. Co krok napotykamy tu jej narcystyczne portrety. W tych właśnie czasach obdzielała komplementami Scotta Fitzgeralda i Hemingwaya. Z ostatnim zerwała w 1933 r., po publikacji "Autobiografii Alicji B. Toklas". We wspomnieniach, których narratorką uczyniła swą towarzyszkę życia, Stein nie szczędziła znajomym złośliwości, a także wyolbrzymiała swoją rolę w tworzeniu rodzinnej kolekcji.
Leo zostawił Gertrudzie prawie wszystkie Matisse'y. A przecież przygoda Steinów z malarską nowoczesnością na dobre zaczęła się od „Kobiety w kapeluszu”. Ten wystawiany na Salonie Jesiennym 1905 r. portret żony Matisse'a Leo uznał za imponujący bohomaz. Pokazywany na paryskiej wystawie jest do dziś swoistym skandalem. Atakuje ostrymi kontrastami i niespokojną, rozbitą na kawałki powierzchnią. Kiedy pod przytłaczającym, ekstrawaganckim kapeluszem dostrzegamy w końcu twarz Amelii Matisse, uderza wrażenie niepewności i przygnębienia.
Wkrótce Leo zdecydował się na kolejne kontrowersyjne Matisse'y. Przez tydzień z zakłopotaniem kontemplował na Salonie Niezależnych "Radość życia" (1905-1906), jaskrawą, eklektyczną parodię pastoralnej sceny, zanim obwołał ją "najważniejszym obrazem naszych czasów". Sprzedał także postimpresjonistyczną "Sjestę" (1900) Bonnarda, a na jej miejscu powiesił agresywny "Błękitny akt. Wspomnienie z Biskry" Matisse'a. Oglądając na jednej ścianie Grand Palais akt Bonnarda i późniejsze o siedem lat płótno fowisty, można docenić dzielącą je stylistyczną przepaść, ale także odwagę Steina. Nawiązując do konwencji pastoralnego aktu, Matisse atakuje ją i depcze. Odpoczywająca w egzotycznym pejzażu
kobieta jest brutalnie brzydka, jej kanciaste, rozczłonkowane ciało rytmicznie wpisuje się w krajobraz. Matisse stworzył nową Wenus i złożył hołd Cézanne'owi, a zarazem rzucił wyzwanie stuleciom akademickiej tradycji.
Ocieplanie maszyny do mieszkania Michael Stein i jego żona Sarah poszli w ślady Leo. Wiosną 1906 r. mieli już własny, nie mniej odważny portret żony Matisse'a noszący podtytuł "Zielona kreska". Kilka miesięcy później zbierają już nieomal wyłącznie jego prace. Artystę i patronów połączyła także osobista przyjaźń. Jej dowodem jest choćby pokazywany w Grand Palais pogodny portret ich małego synka Allana z siatką na motyle.
Pierwsza wojna światowa zadała kolekcji Michaela i Sarah dotkliwy cios. W 1914 r. wypożyczyli dziewiętnaście Matisse'ów na wystawę w galerii Fritza Gurlitta w Berlinie. Pod groźbą konfiskaty prace zostały sprzedane. Steinom nigdy nie udało się ich odzyskać, a kolekcja bezpowrotnie straciła swój blask. W międzyczasie sława Matisse'a urosła, a na scenę wkroczyli znacznie bogatsi kolekcjonerzy z Rosji: Siergiej Szczukin i Iwan Morozow. Matisse nie zapomniał jednak o swoich najwierniejszych promotorach: w 1916 r. na dowód wdzięczności namalował czułe portrety małżonków.
Rozproszenie kolekcji nie przerwało także zaangażowania Steinów w sztukę nowoczesną. Po pierwszej wojnie zamówili u Le Corbusiera nową siedzibę. Ukończona w 1928 roku willa Les Terrasses przyniosła przełom w karierze architekta. Jak widać na pokazywanych na wystawie fotografiach, w "maszynie do mieszkania" Steinowie eksponowali to, co zachowało się z ich zbiorów, a renesansowe meble ocieplały minimalistyczne wnętrza. Nowym domem cieszyli się zaledwie siedem lat. Po dojściu do władzy Hitlera wrócili do Kalifornii. Nigdy nie zobaczyli się już z Matisse'em.
Na paryskiej wystawie można poczuć artystyczny klimat tamtych czasów. Rzadko zdarza się oglądać tyle wczesnych, fowistycznych Matisse'ów naraz - od ich kolorów aż mieni się w oczach. Tymczasem na sąsiednich ścianach Picasso wyciska ekstrakt z iberyjskich, afrykańskich inspiracji, rozbija bryły i dochodzi do kubizmu. Steinowie zdawali sobie sprawę, że ich salony stanowiły epicentrum artystycznej rywalizacji między artystami. Obsesyjne
studia stojącego aktu z draperią były odpowiedzią Picassa na „Błękitny akt”, który kłuł go w oczy przy rue de Fleurus. Jak celnie podsumowała Gertruda, Matisse i Picasso „zostali przyjaciółmi, ale byli wrogami”.
Podziwiając potężną wystawę, na której znalazły się liczne dzieła Steinów, można się zastanawiać, jak jedna rodzina zdołała zgromadzić tak wspaniałą kolekcję. Już za życia Leo znajomi mówili z zazdrością, że chcieliby kupować takie rzeczy i za takie ceny. On zaś odpowiadał, że przecież także oni byli w Paryżu i mieli więcej pieniędzy.