http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bertrand Russell jako superbohater

Wojciech Orliński
2012-01-03, ostatnia aktualizacja 2012-01-03 13:16

Ten komiks to rzadki w popkulturze przykład towaru zgodnego z opisem na opakowaniu. Jest dokładnie tym, jak go zachwalają: ambitnym i pasjonującym utworem o logice i słynnych logikach

Fragment ''Logikomiksu''
Fot. Logicomix Print Ltd/Wydawnictwo W.A.B.
Fragment ''Logikomiksu''
Bertrand Russell
Fot. Anonymous AP
Bertrand Russell

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
"Logikomiks. W poszukiwaniu prawdy"
Apostolos Doxiadis i Christos Papadimitriou (scen.)
Alecos Papadatos i Anne Di Donna (rys.)
przeł. Jarosław Mikos
W.A.B., Warszawa


To nie jest ani udający komiks wywód w stylu "obrazkowa logika dla opornych", ani fabularyzowana biografia filozofa Bertranda Russella. Autorzy zgrabnie poprowadzili narrację pomiędzy tymi dwiema skrajnościami i znaleźli sposób, żeby to narysować - co obejmowało m.in. konieczność zilustrowania paradoksu Russella i twierdzenia Goedla.

"Logikomiks" korzysta z osiągnięć, które sztuka rysunkowych powieści wynalazła przez ostatnie trzy dekady swojego rozwoju, takich jak metanarracja, przekraczanie "czwartej ściany" czy mieszanie płaszczyzn chronologicznych. Te ostatnie mamy przede wszystkim trzy: widzimy twórców komiksu, jak pracują nad opisaniem wykładu z 1939 r., w którym Russell uzasadniał, dlaczego porzuca swój pacyfizm, uważając wojnę z Hitlerem za mniejsze zło. W tym zaś wykładzie pojawiają się retrospekcje odtwarzające życie filozofa (oraz jego współpracowników, mentorów i polemistów, jak Frege, Cantor, Goedel czy Wittengstein). To one przynoszą kolejny plan: zarysowanie podstawowych problemów, z którymi filozofia i matematyka borykały się na przełomie XIX i XX w.

Oczywiście, te główne plany po bliższym spojrzeniu rozszczepiają się na jeszcze mniejsze. Twórcy komiksu są Grekami, a więc toczą swoje dyskusje, spacerując koło Akropolu i idąc na spektakl "Oresteja". Są świadomi tego, że pytania, które chcą narysować, zadawali już Arystoteles, Platon i Euklides. A jeszcze rozszczepiając i tę podpłaszczyznę, zwracam uwagę na toczącą się na drugim planie historię o tym, jak pies Doxiadisa ściga sowę w ruinach Akropolu. Oczywiście, ta historia nie pojawia się tu przypadkiem...

Jak to się dzieje, że taka opowieść nie jest nudna i trzyma w napięciu? Cóż, twórcy - jak sami to przyznają - sięgnęli po "licencia comixica". Dla zwiększenia napięcia narracyjnego zderzyli na swoich planszach ludzi, którzy tak naprawdę nigdy się nie spotkali - np. Georga Cantora z Russellem. Po prostu ciekawiej wygląda spotkanie angielskiego filozofa z pogrążonym w szaleństwie Niemcem, którego zamknięto w zakładzie dla obłąkanych, gdy zaczął tropić ukryte szyfry prowadzące go na trop Świętego Graala, niż scena bliższa rzeczywistości, w której Russell wzdychałby ze smutkiem, czytając taką nowinę w gazecie.

To jest akceptowalna forma "licencia comixica". Wątpliwości, do których zresztą przyznają się sami twórcy, budzi jednak ich przywiązanie do tezy, jakoby logika szła w parze z szaleństwem. Cantor, Wittgenstein i Frege skończyli jako szaleńcy, Hilbert, Goedel i Russell żyli w cieniu szaleństwa dotykającego ich najbliższych i obawy, że choroba dopadnie w końcu także ich.

Manie Goedla, Fregego i Cantora dopadły ich po siedemdziesiątce. Jakkolwiek lubimy siebie pocieszać wizją rumianych staruszków z reklamy funduszu emerytalnego, statystyka jest nieubłagana - w tym wieku różne formy starczej demencji (często prowadzącej do paranoicznej podejrzliwości albo nasilenia natręctw) są naturalne jak trądzik dla nastolatka. Czy twórcy tego komiksu dowodzą więc raczej tego, że logika prowadzi w obłęd - czy że zapewnia długie i dobre życie?

Proszę powyższego akapitu nie traktować jako zarzutu. To dobrze, że ten komiks prowokuje do stawiania takich pytań. Inspirowanie do stawiania pytań o prawidłowe metody wnioskowania było przecież życiowym powołaniem Russella - potrafię go sobie nawet doskonale wyobrazić, jak stawia pytanie o związek logiki, długowieczności i demencji, pykając ze swojej fajeczki, jednocześnie rysując kredą na tablicy jego sformalizowane ujęcie w rachunku predykatów.

"Logikomiks" doskonale spełnia podstawowe zadanie komiksu, jakim jest dostarczenie trzymającej w napięciu obrazkowej narracji. Autorzy świadomi, że dla wielu czytelników to może być pierwszy (lub nawet jedyny) kontakt z logiką i filozofią, wzbogacili go jednak o leksykon z hasłami o występujących tu postaciach, dziełach i zagadnieniach. Ale zaklinam czytelników, by - jeśli zainteresowały ich te zagadnienia - nie ograniczali dalszych poszukiwań tylko do niego.

Jako sympatyk pewnej tradycji, którą w filozofii i polityce reprezentuje Russell, czułem się trochę rozczarowany uproszczeniem prezentacji jego dorobku tylko pod kątem tematów potrzebnych twórcom komiksu do ich "licencia comixica". W efekcie widzimy go jako człowieka, który większość życia spędził na miotaniu się między rozważaniem abstrakcyjnych pytań o filozoficzne podstawy matematyki a lękiem przed szaleństwem. W konsekwencji - jako osobę ciut oderwaną od rzeczywistości.

A Russell taki nie był. Interesował się reformami społecznymi, kwestią robotniczą, kwestią praw kobiet, reformą prawa wyborczego i działał w towarzystwie fabiańskim.

Właśnie jako działacz społeczny uczestniczył w delegacji brytyjskiej lewicy, którą w 1920 r. zaprosiły do Rosji radzieckiej jej nowe władze. Wyprawa była klasyczną potiomkinowską pokazówką od jednego luksusowego noclegu do drugiego (pod pilnym nadzorem organizatorów). Niektórzy zachodni goście przyjęli za dobrą monetę pokazany im obraz pokoju i dobrobytu, ale Russell gdy tylko mógł, starał się zmylić straże i zobaczyć, jakie nastroje panują wśród zwykłych ludzi na ulicy. Udało mu się w ten sposób już w 1920 r. opublikować przenikliwy pamflet "Teoria i praktyka bolszewizmu", w którym zawarł niesłychanie trafny cytat: "Gdy brytyjska lewica słyszy hasło 'dyktatura proletariatu', myśli, że 'proletariat'oznacza 'proletariat', ale 'dyktatura' nie oznacza dosłownie 'dyktatury'. Jest akurat odwrotnie. Kiedy rosyjski komunista mówi o dyktaturze, należy to słowo traktować literalnie, natomiast gdy mówi o proletariacie, należy pamiętać, że traktuje to słowo z pickwickowską umownością".

Jak widać, rozważania o tym, czy zbiór wszystkich zbiorów może być swoim elementem, nie były jedynym problemem, do którego Russell aplikował swój ponadprzeciętnie przenikliwy intelekt. Nie wspominam o tym jednak po to, by krytykować ten znakomity komiks, ale raczej by zachęcać zainteresowanego czytelnika do dalszych poszukiwań. Już niekoniecznie w książkach z dużymi i ładnymi obrazkami.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9
  • 1
  • 2
  • 4
  • 16 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':