http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ulisses na wolności

Joanna Derkaczew
2012-01-02, ostatnia aktualizacja 2012-01-02 12:44

Czego boją się Irlandczycy w 2012 r.? Cięć budżetowych? Obniżenia ratingu? Na ten temat nauczyli się już beztrosko ironizować. Nowy powód do niepokoju pojawił się 1 stycznia

James Joyce na rysunku Wyndhama Lewisa z 1920 roku
Fot. Michael Nicholson/Corbis
James Joyce na rysunku Wyndhama Lewisa z 1920 roku
Od wczoraj w tzw. domenie publicznej znalazły się teksty Jamesa Joyce'a - najpilniej strzeżonego irlandzkiego autora.

"Irish Independent" i "The Irish Times" już załamują ręce: "Czy grozi nam zalew amatorskich przeróbek? Ulissesów 2.0? Finneganów w wersji gothic, psycho, folk? Czy wszyscy będą się odtąd podpierać nazwiskiem Joyce'a, by zdobyć zainteresowanie dla swoich mizernych produktów?".

"Uwolnienie" dzieł pisarza jest możliwe dzięki procedurze obowiązującej w Unii. Restrykcje dotyczące praw autorskich są co roku zdejmowane z dzieł kolejnych artystów, w tym roku - twórców zmarłych w 1941 r. Jeśli ich spuścizna nie jest objęta szczególną ochroną (lub ich późniejsze tłumaczenie nie zostało uznane za niezależne dzieło sztuki), formuła "życie plus 70 lat" pozwala, by po upływie tego czasu stali się własnością publiczną.

Każdy twórca, wydawca czy użytkownik kultury będzie mógł od nowego roku swobodnie korzystać z prac: Virginii Woolf, Ignacego Jana Paderewskiego, Roberta Baden-Powella, Henri Bergsona, Witolda Hulewicza, antropologa Jamesa Frazera, najsławniejszego poety Indii Rabindranatha Tagore'a, Mariny Cwietajewej, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Emila Zegadłowicza czy św. Maksymiliana Kolbego. W dowolnym celu, nieodpłatnie, w sposób nieograniczony.

Poluzowanie obostrzeń regulujących dostęp do prac Jamesa Joyce'a ma jednak wymiar szczególny. Nieraz już zdarzało się, że spektakle nawet luźno inspirowane spuścizną pisarza odwoływano, a literackie, filmowe czy muzyczne trawestacje wycofywano z obiegu w wyniku ingerencji jedynego potomka artysty i prawnego spadkobiercy - Stephena J. Joyce'a.

Stephen J. Joyce nie przyznawał taryfy ulgowej ani niezależnym artystom, ani wiernym literze dzieł akademikom. Jego nieprzejednania doświadczył także Jerzy Grzegorzewski planujący wystawienie sztuki "Giacomo Joyce" w Teatrze Narodowym.

Prapremiera miała się odbyć 23 maja 2001 r. W przeddzień przedstawienia dotarła wiadomość od wnuka Joyce'a, że nie wyraża on zgody na inscenizację poematu. Premierę odwołano, ale w nadziei na zmianę decyzji podjęto ponowne negocjacje; równocześnie odbywały się próby (w sumie siedem) z udziałem zaproszonych gości. Wobec ostatecznej odmowy Joyce'a w czerwcu zawieszono prace nad przedstawieniem. Stephen J. Joyce w 2004 r. zmusił dubliński Teatr Abbey do odwołania produkcji jedynej sztuki Joyce'a "Exiles". A kolejnych aktorów, którzy wiernie odtwarzali z pamięci tekst "Finnegans Wake", konsekwentnie oskarżał o zamach na prawdziwego ducha dzieła i własność intelektualną autora.

Zgody udzielał jedynie w wyjątkowych wypadkach. Kate Bush czekała ponad 20 lat, by móc wykorzystać fragmenty monologu Molly Bloom w piosence "Flower of The Mountain", w końcu jednak wywalczyła dyspensę.

Tej walki nikt nie będzie już musiał powtarzać. 1 stycznia wiele teatrów oficjalnie ogłosiło więc, że planują premiery według tekstów Joyce'a. Prace nad tymi produkcjami trwały już od dawna, czekano tylko na magiczną datę - 1 stycznia 2012.

W Polsce "Ulisses" wkroczył na scenę już z końcem lat 50., kiedy żadne unijne prawodawstwo nie stanowiło przeszkody - oprócz zwykłych adaptacji posługiwano się też scenariuszem polskiego tłumacza "Ulissesa" Macieja Słomczyńskiego, który po prostu napisał wersję sceniczną powieści Joyce'a (graną z przez Teatr Wybrzeże w reżyserii Zygmunta Hübnera).

Pierwsze polskie ważne wydarzenie związane z Joyce'em już wkrótce - ukaże się "Finneganów tren" w przekładzie Krzysztofa Bartnickiego. To legendarne dzieło, przez 17 lat pisane przez autora w języku, który sam preparował z kilkudziesięciu używanych na całym świecie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':