http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Seriale 2011. Rok pomysłów z importu

Łukasz Orbitowski
2011-12-28, ostatnia aktualizacja 2011-12-30 18:03

Breaking Bad
Breaking Bad
Breaking Bad

Spośród solidnych kontynuacji tytułów już uznanych na świecie, w rodzaju "Dextera" i "Dr. House'a", serią najefektowniejszą było w tym roku "Breaking Bad".

To historia nauczyciela chemii z Nowego Meksyku, który postanawia produkować metamfetaminę, żeby zabezpieczyć finansowo rodzinę, zanim on sam umrze na raka. Idzie mu tak dobrze, że trafia pod opiekę coraz potężniejszych gangsterów. Sezon czwarty za nami. Z reguły w tak rozciągniętych seriach pojawiają się nielogiczności, pęknięcia i zmiany formuły, tymczasem fabuła "Breaking Bad" przypomina misterny, realizowany przez lata plan geniusza zbrodni, który jest zawsze o krok przed wszystkimi.

Drugiego sezonu doczekało się "Zakazane imperium", udana próba epickiego ujęcia gangsterskich zmagań w czasach prohibicji. Kontynuowano również "Treme", firmowane przez twórców najlepszego ponoć serialu świata ("The Wire"), którzy zabrali widzów w słodko-gorzką podróż do Nowego Orleanu sponiewieranego przez huragan.

Załamanie przeżywa za to segment fantastyczny. Doskonała realizacyjnie "Gra o tron" straciła na wartości przez rozmnożenie wątków i zbytnią prostotę rozwiązań. Ale sam precedens - wysokobudżetowy serial w konwencji fantasy - rodzi nadzieję na ciąg dalszy, bo też w tym odłamie literatury gatunkowej jest sporo klasyków, którzy wciąż nie dopchali się na szklany ekran. "Gra..." zwiastowała też narodziny gwiazdy wielkiego formatu. Peter Dinklage, wcielający się w sprytnego arystokratę karła, zdobył serca widzów (i nagrodę Emmy) i właśnie jest w drodze na parnas.



Poza tym króluje przeciętność lub zgroza. Stare serie, w rodzaju "Nie z tego świata" i "Doktor Who", przeżyły fazę zmęczenia materiału, oferując na przemian odcinki doskonałe i dramatycznie słabe. Szumnie reklamowana jako najdroższy serial w historii "Terra Nova" zdołała zmieścić w jednym odcinku więcej lukru niż jest go we wszystkich sezonach "Doktor Quinn". Bolesny cios zadały widzom reinkarnowane baśnie. Oparte na podobnym pomyśle "Grimm" (o potomku słynnych braci walczącym z potworami) i "Once Upon a Time" (o postaciach z baśni, które żyją w naszym świecie) przypominają szkicowniki pełne prymitywnych pomysłów. W drugim przypadku sytuacji nie ratuje nawet Robert Carlyle jako Rumpelsztynkiel. Na tak bladym tle "American Horror Story" - rzecz łącząca wątki gotyckie z katalogiem lęków statystycznego Amerykanina - błyszczy odrobinę jaśniej, niż na to zasługuje.



Formuła ponurego kryminału powróciła za sprawą "The Killing" rozgrywającego się w deszczowym Seattle. Banalne zabójstwo pewnej dziewczyny stanowi tutaj pretekst do prześledzenia społecznych konsekwencji morderstwa i służy szczególnej zabawie konwencją - twórcy zagospodarowują to, co w innych historiach śledczych trafia na margines. Przez długie godziny śledzimy losy świadków, kolejnych podejrzanych, rodzinę ofiary. Tło obyczajowe jest tutaj daleko bardziej istotne niż odpowiedź na pytanie: kto zabił. Jej zresztą w pierwszym sezonie zabrakło.

Obszar psychodelii zagospodarował "Wilfred". Eliah Wood gra w nim dręczonego depresją nieudacznego prawnika, który dostaje pod opiekę psa sąsiadki. Kłopot w tym, że o ile cały świat widzi Wilfreda jako wesołego czworonoga, to dla nowego opiekuna przybiera on całkiem ludzką postać. I urządza swojemu nowemu panu psychoterapię straszno-śmieszną jak "South Park".



Największą niespodzianką jest jednak "Homeland", opowieść szpiegowska i dramat obyczajowy w jednym, włączona przez Amerykański Instytut Filmowy do dziesiątki najlepszych seriali 2011 roku, mimo że pierwszy sezon jeszcze nie dobiegł końca. O czym to? Amerykański żołnierz po ośmiu latach niewoli w Afganistanie powraca do Stanów, gdzie zyskuje status bohatera i ofertę objęcia stanowiska rządowego. Tylko jedna osoba - cierpiąca na skrzętnie skrywane zaburzenia psychiczne agentka CIA - ma cynk, że niedawny więzień przeszedł na stronę oprawców i szykuje zamach. Intensywne tło stanowi dramat rodzinny - niewesoły los kobiety, której nikt nie wierzy, oraz intrygi i rozgrywki na wysokim szczeblu tajnych służb. To bodaj najinteligentniejsza w ostatnich latach okazja do obgryzania paznokci przed telewizorem.

Ale "The Killing", "Wilfred" i "Homeland" to jedynie amerykańskie wersje produkcji z odpowiednio: Danii, Australii i Izraela. W przyszłym roku liczba telewizyjnych licencji kręconych w Stanach ma wzrosnąć. I z tegorocznych obserwacji wynika, że może to nam wyjść tylko na zdrowie.

Z obcych pomysłów korzystają zresztą już także stacje w Polsce - artystycznym sukcesem okazało się "Bez tajemnic" z Jerzym Radziwiłowiczem nakręcone przez HBO Polska na podstawie "In Treatment" - z tym że u nas wciąż jednak brakuje rzetelnego rodzimego serialu obyczajowego, szpiegowskiego czy historycznego. Polski widz by się ucieszył. A Amerykanin kupił.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 1
  • 1
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':