W 1973 r. Pablo Neruda był najsławniejszym na świecie Chilijczykiem i mistrzem poezji w języku hiszpańskim. Dwa lata wcześniej dostał literackiego Nobla. Wielkość poety uznawali nawet ci, którzy nie podzielali jego wiary w komunizm i nie pojmowali, dlaczego broni Związku Sowieckiego i realnego socjalizmu. Ale jako sławny komunista i autorytet lewicy był groźnym wrogiem dla chilijskich generałów. Równie groźnym jak socjalistyczny prezydent Salvador Allende, którego podejrzewali o zamiar przekształcenia kraju w drugą Kubę.
11 września 1973 r. wojsko otoczyło dom Nerudy i zamknęło go w areszcie domowym. Kilka godzin wcześniej spiskowcy z gen. Augusto Pinochetem zbuntowali się i zbombardowali pałac prezydencki w Santiago. Allende zastrzelił się.
Nie wiadomo, co Pinochet chciał zrobić z Nerudą. Ale słuchany na całym świecie głos poety byłby dla zamachowców co najmniej niewygodny.
Neruda wstąpił do partii komunistycznej w latach 40. Wcześniej służył jako dyplomata w Hiszpanii w czasie wojny domowej w latach 30. i na Dalekim Wschodzie. Jako komunista chował się w podziemiu, mieszkał na wygnaniu w Neapolu, po powrocie do
Chile zasiadał w Senacie. W 1953 r. dostał nagrodę stalinowską, w 1950 r. przyjechał na kongres pokoju w
Warszawie.
Jako wielki sybaryta i bon vivant stał się jedną z twarzy radosnego i pokojowego "socjalizmu wina i pasztecika", jaki głosił Allende, którego był stronnikiem i przyjacielem.
W 1972 zrzekł się stanowiska ambasadora we Francji i wrócił do kraju, żeby leczyć raka prostaty. Mieszkał w Isla Negra nad brzegiem Pacyfiku.
Po puczu Pinocheta, siedząc w areszcie domowym, pisał wspomnienia. Wydaną pośmiertnie książkę "Wyznaję, że żyłem" skończył 14 września.
Dwa dni później do domu poety przyjechał ambasador Meksyku Gonzalez Martinez Corbala i zaproponował mu azyl polityczny. Neruda się zgodził. 19 września ruszył ambulansem do Santiago. Jego szofer Manuel Arraya jechał z tyłu fiatem 125. Stukilometrową trasę pokonywali przez sześć godzin, bo wojskowe patrole zatrzymywały ich, raz po raz szukając broni. Neruda miał bilet do Meksyku na 22 września, więc dla bezpieczeństwa w Santiago położył się do łóżka w szpitalu Santa Maria.
"Pablo dał mi walizki i rękopis wspomnień" - mówi dzisiaj były meksykański ambasador, który udzielił wywiadu meksykańskiej gazecie "La Jornada" i złożył zeznanie przed chilijskim sędzią śledczym. Wspomina, że kiedy przyjechał po poetę w dniu wylotu, ten poprosił go o przełożenie podróży o dwa dni. Był w dobrej formie.
Szofer Nerudy pamięta, że poeta wysłał go wtedy do domu w Isla Negra po jakieś rzeczy osobiste. Pakując je, Arraya odebrał telefon, by natychmiast wracał do kliniki. Poeta miał mu powiedzieć, że nocą we śnie ktoś dał mu zastrzyk i czuje się fatalnie.
- Zastaliśmy go całego w gorączce, poczerwieniałego i spuchniętego - zeznał Arraya.
Na polecenie lekarza szofer miał przywieźć poecie lekarstwo, którego akurat w szpitalu brakowało. Po drodze został zatrzymany, pobity, postrzelony i zabrany na stadion narodowy w Santiago, gdzie puczyści przetrzymywali więźniów. Więcej poety nie widział.
Kilka dni później w więzieniu dowiedział się o jego śmierci, która nastąpiła 23 września. Podano, że przyczyną był rak.
W oparciu o te wspomnienia partia komunistyczna zażądała zbadania okoliczności śmierci Nerudy. Wniosek popiera jego rodzina i spadkobiercy. Śledztwo trwa od maja tego roku.
Klinika Santa Maria twierdzi, że akt zgonu poety się nie zachował. Według adwokata partii komunistycznej Eduardo Contrerasa późniejsze orzeczenie zgonu mówi o ataku serca.
- Bez zbadania szczątków nie da się tego rozstrzygnąć - napisał prawnik we wniosku o ekshumację. - To brudna sprawa. Odmowa kliniki jest bardzo podejrzana, bo w tym samym szpitalu zabito byłego prezydenta Eduardo Freia Montalvę.
Montalva, były chadecki prezydent, znany przeciwnik dyktatury Pinocheta, zmarł nagle w 1982 r. po błahym zabiegu chirurgicznym. Śledztwo wykazało, że w szpitalu był systematycznie truty talem przez lekarzy z rozkazu tajnej policji Pinocheta DINA. Oskarżonych jest w tej sprawie sześć osób.
Pinochet zabijał też swoich przeciwników, którzy wyemigrowali. W Waszyngtonie jego tajna
policja wysadziła w powietrze byłego ministra spraw zagranicznych Orlando Leteliera, a w Buenos Aires - generała Carlosa Pratsa.
Sędzia Mario Caroza w sprawie śmierci Nerudy ma już dwa tomy i 500 stron akt. Teraz musi zdecydować, czy każe wykopać i poddać autopsji szczątki pochowanego w domu w Isla Negra poety.