"Nałkowska albo życie pisane"
Hanna Kirchner
W.A.B., Warszawa Nałkowska ma to nieszczęście, że jej utrwalony w legendzie literacko-towarzyskiej wizerunek tyleż intryguje, co spłaszcza obraz jej pisarstwa. Widzimy ją jako pańcię w futrze, z nieodpowiednimi (bo zbyt młodymi, zbyt zależnymi lub odwrotnie - zbyt patriarchalnymi) partnerami u boku, neurotyczną, egotyczną, lubiącą stać w centrum uwagi. W ostatnich latach życia tych mężczyzn zastępuje służąca nie służąca Genowefa Goryszewska.
Zawsze budziła zainteresowanie, za życia opisywali jej kolejne teksty najwięksi krytycy i pisarze, jak Irzykowski i Gombrowicz, w dwudziestoleciu i dziś właściwie ona jedna spośród piszących kobiet włączona została do kanonu literackiego bez względu na artystyczne i ideologiczne przesłanki, na których bywa budowany.
Brakowało monografii uwzględniającej całość dorobku Nałkowskiej, rolę odegraną w literaturze polskiej, lecz także w politycznie uwikłanej kulturze XX wieku. Dokonano jednak kilku odświeżających rekonesansów w stronę pisarki, do których Hanna Kirchner sięga, rozwijając ich tezy. Które są najważniejsze?
Kłopotliwa patronka Po pierwsze, nie można wyobrazić sobie refleksji nad literaturą Holocaustu bez "Medalionów". Ta szkolna lektura funkcjonowała jako świadectwo moralnego i estetycznego wstrząsu, jakiego doznała pisarka, pracując w Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich. Z perspektywy napisanych potem świadectw oraz teorii o niewyrażalności doświadczenia ostatecznego "Medaliony" nabierają znaczenia jako jedna z pierwszych, świadomych kłopotów narracyjnych i etycznych, prób zmierzenia się z ludobójstwem.
Po drugie, Nałkowska funkcjonuje jako wielka diarystka. Jej pisany przez całe życie
dziennik nie tylko odkrywa przed nami koloryty trzech epok - od Młodej Polski przez dwudziestolecie po Polskę Ludową - nie tylko oddaje prywatne i publiczne dylematy, ale uczestniczy, od ogłoszenia w 1970 r. "Dzienników czasu wojny", w zmianie kryteriów literackości. Na jej dziennikach, czytanych obok dzienników Manna, Żeromskiego, Dąbrowskiej, Gombrowicza, uczyliśmy się płynnych przejść pomiędzy mechanicznie definiowaną fikcją literacką a rzeczywistością biograficzną. Kirchner swoją opowieść o Nałkowskiej, budowaną między dziennikiem, fikcją a faktami, nazywa "szkicem sangwiną na powieści życia". Szkicuje bohaterkę, nie "podmiot" i nie posąg.
Po trzecie, Nałkowska została włączona w dyskusję o kanonie literatury kobiecej i jego relacji z kanonem głównego nurtu. Końcowe zdanie prelekcji Nałkowskiej na Zjeździe Kobiet w 1907 r.: "Chcemy całego życia!", dało tytuł niedawnej antologii pism emancypacyjnych. "Dola kobieca" stanowi główny temat jej prozy i zapisków intymnych.
Z drugiej strony skupienie na uczuciowych perypetiach czyni z Nałkowskiej kłopotliwą patronkę współczesnego feminizmu. Kirchner uważa, że feminizm Nałkowskiej poniósł porażkę wobec konieczności "bytowania w patriarchalnym społeczeństwie", ale też pilnuje kontekstu epoki - domaganie się uwolnienia uczuciowego i seksualnego wobec pisarki dojrzewającej w pierwszej połowie XX w. byłoby nieliczeniem się z realiami jej czasów.
Po czwarte, autorka "Granicy" włączana jest w rozliczenia dotyczące powojennego udziału artystów w życiu publicznym. Kirchner zbiera fakty pierwszorzędne dla zrozumienia pobudek zaangażowania w kolejnych dekadach, od lat 20.
Można by jeszcze dodać kwestię recepcji. Dlaczego przykłady "Granicy" i "Niecierpliwych" teoretykom polskiej powieści służyły podkreślaniu niewypowiedzianej wprost marginalności tej "piszącej jako kobieta" artystki?
Narcyza Poznajemy: intelektualny wpływ ojca Wacława Nałkowskiego, kontakty z twórcami Młodej Polski, pierwsze przyjaźnie, nieudane małżeństwo z Leonem Rygierem zakończone u progu I wojny, drugie z Jurem Gorzechowskim, kilkuletni pobyt w Grodnie w roli żony oficera, wieloletni związek z Bogusławem Kuczyńskim, tajny romans z chorwacko-węgierską sławą pisarską Miroslavem Krleżą, relacje z matką i siostrą, losy okupacyjne, wreszcie powojenne wybory ideologiczne.
Kirchner rozplątuje wątki, zadaje pytania żyjącym świadkom, niekiedy wyjaśnia pokazane subiektywnie przez pisarkę motywacje, zwłaszcza uczuciowe. Zadaje też pytania o zadziwiający w biografii Nałkowskiej splot pisarskiej przenikliwości, niemal genialnej umiejętności wglądu w psychikę oraz społeczne uwarunkowania, z brakiem kontroli nad własnym życiem, z popadaniem w "niedobre miłości". To jeden z kłopotów z Nałkowską - przykuwające w pierwszej lekturze wrażenie, że poza miłością, potrzebami emocjonalnymi nie widzi świata.
Portret Nałkowskiej jako Narcyzy (tytuł jej wczesnej powieści) jest mocno utrwalony. Kirchner pokazuje jednak, że wspomnienia, w których Nałkowska jest przede wszystkim piękną kobietą kokietującą otoczenie, mają wiele wspólnego ze stereotypami dyscyplinującymi ludzi poprzez wyznaczanie ról, podkreślanie znaczenia różnicy seksualnej. Dementuje np. anegdotę o rzekomym kapeluszu i zdobnej sukni założonych podczas wizyty w ZSRR. Jest jeszcze jeden obraz uderzający, u Hanny Krall: piękna pani w kwiecistej sukni wizytująca sierociniec z ocalałymi z Holocaustu dziećmi.
Czy Nałkowska mogła się z tego kręgu wydostać?
Porozumienie z "mężczyzną życia" Rozumiała tak wiele. Wprowadziła do polskiej literatury psychoanalityczne motywacje działania postaci, nie tracąc z oczu uwarunkowań społecznych, rodzinnych, tła politycznego. Zapoczątkowała nurt powieści politycznej analizującej namiętności i dewiacje władzy.
Wiele wskazuje na to, że jej przenikliwość emocjonalna i klasa intelektualna nie na wiele się zdały. Nałkowską mężczyźni ranili, porzucali, wykorzystywali, zwodzili. Godziła się na zdrady męża i wspierała młodych pisarzy, kupując uczucia - pokorą, milczeniem, pieniędzmi, wpływami. Umiała przeanalizować w prozie "niedobrą miłość", sama prowokując kolejne toksyczne związki. Kirchner tego akurat wątku nie prowadzi do radykalnych wniosków. Podkreśla raczej, iż Nałkowska odważnie odsłaniała męsko-damskie porywy i pragnęła porozumienia z "mężczyzną życia".
Było tych mężczyzn życia kilku, niektórzy na krótko, inni raczej w sferze wyobraźni. Wydaje się też, że Nałkowska ceniła seksualne spełnienie, lecz nawet w dzienniku ulegała ograniczeniom konwenansu i konwencji. Pisząc o miłości, pisała o pożądaniu, a to maskowanie skądinąd analizowała w utworach literackich. Ciekawy jest kierunek dokonywanych przez nią przekroczeń: związki oparte na męskiej dominacji, związki z młodszymi, związki z homoseksualistami, wreszcie związek z gospodynią. Te z Szymanowskim i Wielowieyskim - pokazujące kulminację narcyzmu, ślepotę na oczywisty dla otoczenia fakt bariery ich tożsamości seksualnej.