Kto zdobędzie dla Polski literackiego Nobla 2040? Dziesiąte miejsce w naszym plebiscycie zajął Wojciech Kuczok, dziewiąte Mikołaj Łoziński, ósme Mariusz Sieniewicz, siódme Julia Fiedorczuk, szóste - Jacek Dehnel. Na piątym miejscu znalazł się Jacek Dukaj. Na czym polega nasz ranking najlepszych polskich pisarzy przed czterdziestką - dowiesz się tutaj.
Wojciech Orliński: Obowiązkowe pytanie w tym cyklu: Co w dzisiejszej Polsce cię wkurza, a co zachwyca? Jacek Dukaj: Może nie aż wkurza i zachwyca, bo rzadko popadam w tak mocne rozedrgania. Nie podoba mi się to powszechne zakompleksienie wychodzące na jaw m.in. w obsesyjnym obmacywaniu, mierzeniu, porównywaniu Polski, w niekończących się analizach "przeżywania" polskości, w ustawianiu się i definiowaniu wobec niepolskości itd. Dokoła literatury - widzę - to już taniec obowiązkowy. Jeśli odmówię wejścia w tę grę, to tym bardziej zachęcę: a dlaczego on nie chce mówić o Polsce? O, tu ma uraz, tu go boli! Łatwiej się już wywikłać z Freudowskich podejrzeń.
A wielki plus to sama
Polska A.D. 2011. Jasne, wiele rzeczy irytuje i odpycha, ale nie porównujmy się do zachodnich utopii, tylko do wszystkich innych epok, w których moglibyśmy tu przyjść na świat. Nie żyjemy pod straszną iluzją złego demiurga, nie ma innej, "prawdziwej" Polski, która dopiero winna nadejść - ten jest najlepszy los, jaki nasza dusza mogła wyciągnąć w zaświatach. Kropla spokoju z niedzielnego popołudnia, gałązka wakacyjnego słońca. Wiem, strasznie to niepolskie.
No dobrze, ale Polska naprawdę ciągle jest obecna w twoich utworach, nawet najbardziej fantastycznych. Czy czujesz się spadkobiercą Kochanowskiego, Orzeszkowej i Lema? - A broń mnie Bóg! Krótka odpowiedź jest taka: żyję i piszę w tym samym języku, myślę skojarzeniami w dużym stopniu zdeterminowanymi przez te same okoliczności materialne i kulturowe, toteż pokrewieństwo - a zatem również ciągłość, gdy ułożymy to w czasie - jest nieuniknione. Ale w życiu się nie ogłoszę spadkobiercą jakiegokolwiek twórcy, polskiego czy niepolskiego.
Trochę się wykręcasz, przecież każdy pisarz stoi na ramionach gigantów. Odnosisz się do polskiej tradycji literackiej bardzo wyraźnie w "Lodzie", w "Xavrasie" skarykaturowałeś romantyczny mesjanizm, fraza "Ekstensy" pobrzmiewa mi Schulzem... Ładnie to tak się wypierać? - W czym sprzeczność? To jest mój język, w szerokim sensie. Nigdy do końca nie rozwikłam, czym się pozarażałem z lektur i innych doświadczeń kulturowych. Jakimś językiem, kodem symboli posługuje się każdy. Próbuję sobie wyobrazić, jaki pisarz stanowiłby dla ciebie przeciwprzykład - ktoś sterylnym, międzynarodowym angielskim piszący opowieści absolutnie bez związku z jakąkolwiek kulturą na tej planecie?
Będę bronił wizji takiej normalności - piszę raz o fikcyjnym świecie bez Polski, a raz o przeszłości Polski i nie czyni mnie to ani zdrajcą tradycji literatury polskiej, ani spadkobiercą takiego czy owego polskiego pisarza. Polska jest po prostu jednym z tematów w szerokim ich wachlarzu - zabieram się to do takie, to za inne, zależy, jakie pomysły akurat mnie pociągną.
Pewnie można wyciągać wnioski z analizy częstości występowania akurat tych motywów, ale z mojego punktu widzenia - naprężam się tu na mało efektowną szczerość - naprawdę nie wiążą się z tym żadne wielkie wybory tożsamościowe, deklaracje artystyczne czy ideowe, nic podobnego.
Samo określenie "polski pisarz" jest już dwupoziomowe - pisze po polsku, więc to niby oczywiste, ale masz także drugie znaczenie, mocne, przykuwające nieszczęśnika właśnie do całej tej naszej tradycji specyficznych powinności i uwikłań pisarza zniewolonego narodu, od zaborów do PRL-u. A ja się do niej absolutnie nie poczuwam.
W ogóle czuję się w polskiej literaturze współczesnej trochę jak kukułczy podrzutek, niespecjalnie mnie nawet ciągnie do
lektury polskich nowości, od ładnych paru lat więcej czytam po angielsku niż po polsku. Sięgając po polską beletrystykę, nazbyt często mam wrażenie wyboru niskokalorycznego substytutu. Jakbym pił piwo bezalkoholowe.
Jeśli już widziałbym się jako spadkobierca czegokolwiek, to byłby to taki bardzo ogólny nurt w sztuce, który stoi raczej po stronie rzeczywistości, obiektywności, poznawalności, racjonalizmu i ciekawości. "Gdyby istniała
szkoła literatury, jednym z podstawowych ćwiczeń powinno być opisywanie nie snów, ale przedmiotów", że pojadę Herbertem.
Nawet kukułczy podrzutek musi mieć coś do powiedzenia o sąsiadach z gniazda. Musisz jednych polskich pisarzy lubić bardziej, innych mniej. - Dla mnie jako czytelnika w polskiej beletrystyce niewiele ciekawego się dzieje. Jak pominę piszących kumpli, to właściwie tylko Tokarczuk czytam wszystkie nowe rzeczy z zasady. Do innych musi mnie przyciągnąć konkretna książka - ostatnio "Ziemia Nod" Kobierskiego - i to są zazwyczaj jednorazowe spotkania.
Zaglądam jeszcze czasami do "młodych rzemieślników" w literaturze gatunkowej z nadzieją, że stamtąd przyjdzie w Polsce odrodzenie żywiołu fabulacji - ale właśnie sztywna konwencja tej literatury już mnie odpycha, bo raz przejrzałeś algorytm i nie masz po co czytać następnych książek; a przecież wiem, że pieniądze w literaturze robi się na maksymalnej powtarzalności.
Na zimno doceniam Myśliwskiego, ale to kompletnie nie moje klimaty, nie czuję jego świata. Podobnie z Masłowską - doceniam rewolucję i wpływ na polską literaturę, ale nie przeżywam tego języka i świata. Można powiedzieć, że to dwa bieguny mojej literackiej alienacji.
Ostatnio trochę więcej próbuję poezji - tutaj wolę jednak Polaków, wyjątki to klasycy w rodzaju Kawafisa czy Eliota.
Może to zresztą iluzja "języków bardziej tajemniczych" - więcej sobie dopowiadamy, czytając w językach obcych, sami więc tworzymy dodatkowe głębie znaczeń. Właśnie wróciłem do "Blood Meridian" McCarthy'ego. Już pierwszy akapit to arcydzieło do powolnego smakowania. Boli, że całe piękno musi zginąć w przekładzie. Może należałoby McCarthy'ego białym wierszem tłumaczyć? To jest myśl!
Czy ty masz w ogóle jakieś bardziej przyziemne rozrywki? - Seriale telewizyjne. Po tym jak skończył się drugi sezon "Treme" i czwarty sezon "Breaking Bad", to chyba "Boss" jest teraz u mnie na pierwszym miejscu. A w kategorii wstydliwych przyjemności: "Downton Abbey" - też koniec sezonu. No i sieciowe gry, chociaż ostatnio rzadziej grywam.