http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zmarł Ken Russell

Tadeusz Sobolewski
2011-11-29, ostatnia aktualizacja 2011-11-29 17:39

Ken Russel, zdjęcie z 1971 r.
Ken Russel, zdjęcie z 1971 r.
Fot. Bob Dear/AP

Był jedną z najbardziej ekstrawaganckich postaci brytyjskiego kina. Jego filmy z lat 70. kształtowały styl tamtej dekady, były mieszanką wyrafinowania i popu, świadomego kiczu i artystycznego rozpasania

Ken Russel i modelka Twiggy na planie filmu
Fot. AP
Ken Russel i modelka Twiggy na planie filmu "Chłopak" 1971 r.
ZOBACZ TAKŻE
O filmie "Tommy" (1975), adaptacji słynnej rock opery z udziałem zespołu The Who, Tiny Turner, Eltona Johna i śpiewającego Jacka Nicholsona, pisał polski krytyk, zresztą entuzjasta Russella, Aleksander Ledóchowski: "Obrazy rozszczepiają widza na kawałki, muzyka przeszywa, barwa poraża. Po seansie, który jest kuracją szokową, widz składa swoją rozbitą osobowość podobnie jak bohater filmu. To gloryfikacja kultury pop. Genialne dziecko kultury masowej i komiksu, halucynacji i jawy...".

Podobnie oceniano inny jego musical "Boyfriend" (1971) z udziałem słynnej szczupłej modelki Twiggy - ikony Swinging London.

Russell, urodzony w 1927 r., był w młodości marynarzem, tancerzem baletowym, fotografikiem, służył w RAF-ie. W latach 60. szokował widzów BBC serią telewizyjnych fabularyzowanych dokumentów o kompozytorach XX wieku. Jeden z jego pierwszych filmów kinowych - "Zakochane kobiety" (1969), adaptacja powieści D.H. Lawrence'a - był pochwałą miłosnego instynktu łamiącego cywilizacyjne normy. Ekstatyczne obrazy kobiecej i męskiej nagości kojarzą się z kulturą hipisowską tamtych lat. Za ten film z Oliverem Reedem, Alanem Batesem i Glendą Jackson - najwyżej ceniony w jego dorobku - Russell został nominowany do Oscara jako najlepszy reżyser. "O czym będzie pana następny film?" - pytał producent. "Kiedy dowiedział się, że o Czajkowskim, mina mu zrzedła - opowiadał Russell. - Musiałem wyjaśnić, że będzie to historia homoseksualisty, który zakochał się w nimfomance. Natychmiast dali pieniądze".

Na porno-biografię "Kochankowie muzyki" (1970) Rosjanie natychmiast odpowiedzieli akademickim filmem biograficznym o Czajkowskim.

Skandal na festiwalu w Wenecji oraz ingerencję brytyjskiej cenzury wywołał film "Diabły" (1971), adaptacja powieści Huxleya i sztuki Whitinga o miłosnym opętaniu XVII-wiecznych mniszek z Loudun (na tych samych faktach Jarosław Iwaszkiewicz oparł swoją "Matkę Joannę od Aniołów"). Film Russella, w którym Ludwik XIII jest ciotą, a kardynał Richelieu podglądaczem zakonnic, określano jako "katolicki horror połączony z klownadą", przejaw "fallicznego szału", "trącący estetyką campu". Współpracownikiem Russella w tworzeniu wizji "Diabłów" był Derek Jarman.

Wyżej ceniono filmy Russella o wybitnych lub ekstrawaganckich postaciach XX-wiecznej sztuki, ukazanych bez historycznej wierności, potraktowanych jak współcześni bohaterowie popkultury. Takie były: „Lisztomania” z 1975 r. („Chciałem zrobić popularny film o muzyce poważnej z nadzieją, że widownia, która oglądała »Tommy'ego «, będzie chciała obejrzeć Rogera Daltreya jako Liszta”), „Mahler” (1974), „Dziki Mesjasz” (1972) o futurystycznym rzeźbiarzu Henri Gaudier-Brzeska, który przyjął nazwisko polskiej pisarki Zofii Brzeskiej.

Jego filmy zawsze sprawiały kłopot. Zbierał razy od krytyki brytyjskiej. "To jego najgorszy film od lat" - pisano po kolejnych premierach. Przyznawano jednak, że był pierwszym wybitnym reżyserem, który w brytyjskim kinie zerwał z realizmem. Porównywano go z samym Orsonem Wellesem - za nieprzewidywalność, skłonność do przesady, ekscesu i za łut geniuszu. W swoich filmach o artystach starał się oddać ekstazę twórczą nieuznającą żadnych barier.

Miał 84 lata.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':