http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kuczok: Grafomania jest jak onanizm

Rozmawiała Dorota Wodecka
2011-11-22, ostatnia aktualizacja 2011-11-22 14:29

Wojciech Kuczok
Wojciech Kuczok
Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Gazeta

Pisarz to jedna z tych profesji, w której sprawne udawanie mądrzejszego od siebie jest niezbędnym warunkiem powodzenia

Kto zdobędzie dla Polski literackiego Nobla 2040? Dziesiąte miejsce w naszym plebiscycie zajął Wojciech Kuczok. Jutro dowiemy się, kto był dziewiąty. Na czym polega nasz ranking najlepszych polskich pisarzy przed czterdziestką - dowiesz się tutaj.



Dorota Wodecka: Załapał się pan na ranking rzutem na taśmę, czterdziestkę kończy pan w przyszłym roku.

Wojciech Kuczok: Dobrze się trzymam: nowo poznawani czytelnicy i czytelniczki na spotkaniach autorskich stale podkreślają, że w tekście wyglądam poważniej...

Mam nieodparte przeczucie, że to, co biografowie będą określać mianem dojrzałej fazy twórczości Kuczoka, dopiero nadejdzie. A młodość literacką można sprytnie redefiniować dla poprawienia nastroju. Pod koniec minionego stulecia moi kompani po piórze uwierzyli, że młody to ten, który jeszcze się może załapać na Nagrodę Kościelskich. Na to już jestem za stary, lecz przecież wciąż jestem młodszy od najmłodszego literackiego noblisty.

A tak naprawdę czterdziestka wywołuje tożsamościową dezorientację. Jak pięknie to powiedział wiecznie młody autor z Krakowa: żyję dłużej niż wszyscy młodo zmarli poeci.

Jest pan autorytetem dla początkujących pisarzy?

- Zdarza się, że adepci pióra zdobywają mój adres e-mailowy i potem uparcie przysyłają mi swoje projekty literackie, ale ich namolność ogranicza pocztowa funkcja "uznaj za spam".

Dlaczego pan nie chce im radzić?

- Z zasady czytam wyłącznie dla przyjemności. A w 90 proc. przypadków docierają do mnie teksty, w których już pierwszy akapit zniechęca do lektury. Nie mogę brać na siebie odpowiedzialności za złamanie komuś pióra. Z grafomanią jest jak z onanizmem: wszyscy muszą przejść przez ten okres, ale w skrajnych przypadkach to zostaje na całe życie. A jak mam niby rozróżnić, że ten zostanie nałogowym grafomanem, a z tamtego wyrośnie pisarz dużej klasy?

A co jest ważniejsze: książka czy pisarz?

- Pewna filolożka wyznająca zasadę, że intencja autora jest drugorzędnym kontekstem literatury, zaprosiła mnie kiedyś na zajęcia. Studenci mieli mnóstwo szalonych pomysłów interpretacyjnych i zupełnie nie przejmowali się moją obecnością. Zgodnie uznaliśmy, że znaleźli w mojej książce więcej znaczeń, niż sam w niej świadomie umieściłem. To potwierdza moją teorię, że dobra literatura pisze się sama. Rozczarowania wynikające z tzw. spotkań autorskich dotyczą właśnie tego: publiczność chciała się spotkać z podmiotem lirycznym, tymczasem pojawił się skryba.

Bywa pan na takich spotkaniach najeżony?

- Najlepiej na dzień dobry wyznać: drodzy państwo, ja tę książkę tylko napisałem, to wy ją czytaliście, nie proście mnie więc, bym wam tłumaczył, jak ją rozumieć.

Pisarz traci prawo do swojej książki?

- Na szczęście nie traci praw autorskich, z każdego sprzedanego egzemplarza spływa na konto parę grajcarów odszkodowania za bezpowrotne pożegnanie z dzieckiem, które dojrzało i odeszło w świat. Ale należy pamiętać, że literatura powstaje dopiero w procesie lektury: pisarz może sobie a muzom skrobać nawet najbardziej szatańskie wersety, ale do tego, by jego dzieło stało się faktem literackim, potrzebny jest jeszcze choć jeden czytelnik. To trochę tak jak ze speleologią - wiele jest jeszcze nieodkrytych pustek skalnych, ale z definicji jaskinią nazywamy tę próżnię, która jest dostępna człowiekowi. Zdarzyło mi się odkryć parę większych grot, nic nie może zastąpić rozkoszy euforycznego poczucia, że jest się pierwszą istotą ludzką, która przemierza jakiś korytarz. Ale z czasem trzeba zakończyć eksplorację i ujawnić światu swoje odkrycie. Wracając po latach, widzę namuliska tych jaskiń przedeptane przez setki stóp, ich ściany wypolerowane przez przeciskające się ciała i wiem, że te dziury nie są moje, ba, nigdy do mnie nie należały - ja je tylko udostępniłem ludzkości.

Z ogłoszeniem książki drukiem jest podobnie - otwieram drzwi tekstu, zapraszam gości do środka, mogę się tylko ukradkiem przyglądać, jak go przemierzają. Czasem tylko staram się bronić tego wnętrza przed atakami krytycznoliterackiego wandalizmu.

Książki są mądrzejsze od pisarza?

- Naturalnie. Książka to ekstrakt najcenniejszych myśli autora. Czasem w ciągu dnia przyjdzie do głowy tylko jedna niegłupia refleksja, ale to już rasowemu pisarzowi wystarczy, żeby wokół niej wytańczył parę zgrabnych stron. Nie łudźmy się, pisarze nie myślą tak gęsto przez całe dnie ani też nie mówią tak pięknie, jak piszą. Ba, zwykle nawet piszą gorzej, niż to by wynikało z ich książek - nigdy nie należy zapominać o doniosłej roli redaktorów.

Pisarz to jedna z tych profesji, w której sprawne udawanie mądrzejszego od siebie jest niezbędnym warunkiem powodzenia.

Źródło: Magazyn "Książki"
  • 5
  • 1
  • 2
  • 2
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':