"Żyletka"
Katarzyna Surmiak-Domańska
Agora, Warszawa Rodzina nie jest faktem naturalnym, jak mówił Claude Lévi-Strauss. To fakt społeczny, kulturowy i polityczny. Każda rodzina jest częścią szerszej struktury, której kształt powtarza w mikroskali. Nie tylko ludzka psychika, ale także ciało stanowi materiał, w który wszywany jest wzór rodzinnych relacji. To dlatego wyrwanie się jest tak trudne i bolesne. Reportaże Katarzyny Surmiak-Domańskiej pokazują, jak w rodzinie produkowana jest przemoc, wobec siebie i innych, oraz miłość. Niekiedy splątane tak, że nawet tytułowa żyletka nie jest w stanie przeciąć ani wyciąć tego, co boli. Dobre intencje okazują się zabójcze, zło rodzi więcej zła. Leje się krew, ścieli się trup, bez znieczulenia.
Przemoc to dominujący temat tych reportaży. Czasem jest to przemoc oczywista, jak w przypadku bitego i gwałconego dziecka. Albo rodziców zamordowanych przez
dziecko, którego nie umieli kochać. Albo dziewczyny, która na własnym ciele wycina mapę bólu, bo to jedyny sposób, jaki zna, by mieć nad nim kontrolę. W kraju, gdzie tyle ludzi wierzy, że "klaps to nie bicie", warto przeczytać historie, które pokazują, że przemoc nie rodzi ani szacunku, ani miłości, tylko ból, strach - i więcej przemocy.
Podoba mi się, że reportaże Surmiak-Domańskiej unikają łatwego dydaktyzmu. W rodzinie nie ma lekko. Czasem przemoc ukrywa się w tak zwanych dobrych chęciach, na których niejedno rodzinne piekło zbudowano. Rodzice starają się, by dziecko wyrosło na ludzi, dziecko ze swej strony stara się dorosnąć do rodzicielskich wyobrażeń i samo ma wielkie plany, ale jednak nie udaje się. Coś pęka po drodze i zamiast przyszłości, która miała być pełna sukcesów, jest skok z klifu. Te rozjątrzone historie rodzinne, które zebrała Surmiak-Domańska, podważają wiele innych rodzinnych mitów i szlachetnych złudzeń, na przykład że wystarczy "dać szansę biednej dziewczynie", tak jak dostała ją Ola z reportażu "Chyba zacznę szczekać", a przerwie się krąg zła. Często okazuje się to niemożliwe, bo rodzinna struktura reprodukuje się i schemat powtarza się niekiedy w sposób tak porażająco dosłowny jak w przypadku Natalii, córeczki Oli, tej, która zagrała główną rolę w filmie "Cześć, Tereska" i swoją szansę bezpowrotnie zmarnowała.
W swoich reportażach Surmiak-Domańska trafnie rozpoznaje jądro problemu, ma umiejętność zdawania sprawy z bolesnych, trudnych do opowiedzenia i zrozumienia historii rodzinnych, co wymaga dużej znajomości tego, co się dzieje między ludźmi. Lektura tych reportaży przynosi ból, który ma szansę stać się oczyszczający. Powtórzmy, dla Lévi-Straussa rodzina była faktem społeczno-kulturowym i choć nie oznacza to, że wszystko możemy ułożyć wedle własnej woli, to jednak czasem udaje się uwolnić od tego, co nas niszczy. To, co najlepsze, i to, co najgorsze, spotyka nas ze strony najbliższych. Jedna z rodzin, które spotykamy w "Żyletce", może żyć tuż obok. Za ścianą. Albo jeszcze bliżej.
Spotkanie z autorką "Żyletki" w środę w warszawskim Wrzeniu Świata (Gałczyńskiego 7) o godz. 19.