http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Na wschód od Lubiewa

Dariusz Nowacki
2011-10-31, ostatnia aktualizacja 2011-11-02 12:38

Michał Witkowski
Michał Witkowski
Fot.Tomasz Wiech / AG

"Drwal" to późniejszy wariant "ciotowskiego dekameronu" Michała Witkowskiego. Mimo melancholii dobry humor pisarza nie opuszcza. Na swój sposób opiewa tandetną rzeczywistość, w której np. rybacy sprzedają wprost z kutrów ryby uprzednio nabyte w Tesco

Michał Witkowski
Fot. Anna Bedyńska / Agencja Gazeta
Michał Witkowski
''Drwal'', Michał Witkowski, Świat Książki, Warszawa
Świat Książki
''Drwal'', Michał Witkowski, Świat Książki, Warszawa
SERWISY
"Drwal"
Michał Witkowski
Świat Książki, Warszawa


Wydawca rekomenduje "Drwala" jako pierwszy kryminał w dorobku Michała Witkowskiego. Zupełnie tak, jakby nie dowierzał sile talentu i niebywałej sprawności tego pisarza. Tymczasem Witkowski to autor znakomity i chyba nie musi odwoływać się do konwencji prozy popularnej, żeby zjednać sobie sympatię czytelników. Nawet wtedy, kiedy nie bardzo wie, o czym chce nam opowiedzieć i dlaczego to czyni, jest zajmujący jako niezrównany gawędziarz i czarodziej.

Witkowski miał to nieszczęście w szczęściu, że dał się poznać jako autor przebojowego "Lubiewa" (2005), a w związku z tym mniej więcej od roku 2007, czyli od premiery "Barbary Radziwiłłówny z Jaworzna-Szczakowej", był ciągle nagabywany o to, kiedy wreszcie nawiąże do swojego rekordu literackiego. Wydaje mi się, że po sześciu latach nawiązał. Ale nie w tym znaczeniu, że postanowił uzupełnić "ciotowski dekameron" o kolejne sekwencje, że postawił na logikę kontynuacji.

Zanim jednak wyjaśnię, dlaczego "Drwala" odczytuję jako osobliwy powrót do "Lubiewa" czy raczej jako późniejszy wariant tamtej powieści, słów kilka o tym, co znajdziemy między okładkami.

Rzecz dzieje się w ciągu jednego tygodnia - między 21 i 28 listopada ubiegłego roku. Nad zimny, sparaliżowany "wielką smutą posezonową" Bałtyk przybywa warszawski pisarz Michał Witkowski ("Drwal" jest ostentacyjnie autobiograficzny). Zatrzymuje się w leśnym domku na odludziu, kilka kilometrów od Międzyzdrojów, w pobliżu upadłego, a słynnego w latach istnienia Polski Ludowej rządowego ośrodka wypoczynkowego Grodno (to ważne dla fabuły miejsce). Wbrew tytułowi w domku nie mieszka prawdziwy drwal, lecz pogrążony w depresji Robert, muzyk i antykwariusz.

A jeśli już o drwalu mowa, to można sądzić, że oto Witkowski właśnie wzbogacił ciotowski słownik. Drwal (zwany także borsukiem) to mężczyzna objęty homoseksualnym spojrzeniem, który wszelako nie jest lujem. Powieściowy Michał wyznaje: "Interesują mnie milczący faceci w małych domkach (...), którzy czasem w tym domku czują się samotni i trzeba przyjechać, aby z nimi pomilczeć. Pogapić się w piec. Powąchać, jak pachnie ogień, wilgoć, kamienie (...). Narąbać drewna, nie golić się. Zborsuczeć". Takich facetów mieszkających na odludziu wyszukuje w internecie, przy nich wypoczywa, a właściwie kuruje się. Z jakiego powodu? Ponieważ jest upadłym pisarzem celebrytą, "mężem Jacykowa", któremu z biegiem lat coraz gorzej idzie zarówno w literaturze, jak i w mediach typu glamour (gdzieś wspomina, że całe jego dochody to honorarium raz w miesiącu za felieton w "Polityce").

Drwal (borsuk), do którego tym razem przybył bohater, jest facetem nad wyraz tajemniczym, a domek na odludziu naznaczony jest ponurą historią morderstw i samobójstw. Michał postanawia przeprowadzić prywatne śledztwo, a ma ku temu dwa powody. Pierwszy jest taki, że pojawił się późną jesienią na wyspie Wolin, żeby napisać kryminał (sekret drwala chce przekuć na fabułę), drugi za chwilę okaże się ważniejszy - wejście w rolę detektywa aktywizuje go. Co więcej - odgrywając rolę wakacyjnego i domorosłego detektywa, chce się skomunikować z epoką własnego dzieciństwa. Ukształtowała go bowiem młodzieżowa proza przygodowa (Nienacki, Bahdaj, Niziurski) - zawsze chciał naśladować idoli wczesnej młodości. Teraz nadarzyła się okazja.

Kręci się tedy nasz bohater po okolicy, wypytuje ludzi, no i stopniowo odkrywa tajemnicę swojego gospodarza i kilkorga osób z nim powiązanych.

Mniejsza o odpowiedź, kto zabił lub z jakiego powodu miejscowa piękność przed laty popełniła samobójstwo. Mówmy o tym, co ważniejsze i co zostało ulokowane w głębszej warstwie znaczeń. Przede wszystkim zmieniło się spojrzenie na męskich bohaterów. Tym razem Witkowskiego zajmują faceci po przejściach, znajdujący się w smudze cienia (36-letni Michał dopiero w nią wchodzi). Obok drwala Roberta wnikliwie zostali sportretowani sąsiad tegoż Rozklekotany oraz niejaki Kran. Ale jest i młody - Mariusz, zwany konsekwentnie lujem (lujkiem), miejscowy dresiarz, drobny cwaniaczek. Michał nawiązuje z nim bliski kontakt, lecz - co istotne - jego homoseksualne pożądanie podlega sublimacji. "Młody byczek" nie jest już jednym z tych, na których bohater "Lubiewa" polował w parkach i na dworcach. Michał - jakkolwiek to dziwnie zabrzmi - "usynowił" luja, okazując mu uczucia poprzez serdeczną troskę, oddając się czynnościom pielęgnacyjnym, z których czerpie niewysłowioną frajdę. Nie ma tu tedy seksu, jest czułość; jak gdyby kolejny etap ciotowskiej kondycji.

Domek borsuka znajduje się na wschód od Międzyzdrojów, jeszcze dalej na wschód od plaży w Lubiewie, w domyśle: na wschód od Edenu, gejowskiego raju, z którego bohater został wygnany. Symboliczne znaczenie mają też "okoliczności przyrody", opozycje takie jak słoneczne lato ("Lubiewo") i koszmarna deszczowa jesień ("Drwal"). Rzecz jasna to wiek przesądził o wygnaniu; starzejące się ciało mimo wspomagania botoksem i masażami w spa wypchnęło bohatera poza ramę pożądania i pogrążyło w rozpaczy zagłuszanej antydepresantami.

Należy jednak podkreślić, iż Witkowski jest w tej materii skrajnie autoironiczny. I to go ratuje. Ilekroć więc na kartach "Drwala" pojawiają się określenia typu "gruby pedał", trzeba je chyba rozumieć tak, jakby pochodziły z quasi-kryminałów Marcina Świetlickiego ("Mistrz utył, spuchł, posiwiał").

Z dystansem jest także portretowany Michał jako pisarz usilnie zabiegający o uznanie. Kapitalnym fragmentem są rozważania bohatera na temat powieści, która "wreszcie spodoba się krytykom" i za którą pisarz "dostanie wszystkie nagrody". Pojawia się nawet parodystyczny zarys takiej powieści (utwór "Skrzypce"). Słowem, mimo depresyjnych klimatów i melancholii, która spowija "Drwala", dobry humor Witkowskiego nie opuszcza.

Jednym z ciekawszych wymiarów twórczości autora "Margot" jest jego fascynacja - by tak rzec - światem podrobionym, symulakryczną i do bólu tandetną rzeczywistością, którą bezbłędnie wychwytuje i na swój sposób opiewa. Mam tu przede wszystkim na myśli zjadliwe "portrety" dwu miast - Międzyzdrojów i Świnoujścia, zwłaszcza tego pierwszego, w którym rybacy sprzedają wprost z kutrów jako świeże rozmrożone ryby, uprzednio nabyte w szczecińskim Tesco, Bałtyk wyrzuca na plażę śmiercionośny iperyt zamiast bursztynów, a jeśli ktoś obnosi się z opalenizną, to na pewno nabytą w solarium.

Ów świat podrobiony, choć dowcipnie i przenikliwie opisany, odsyła do tego, co już znamy. Bo też w "Drwalu" wyśledzić można sporo powtórzeń - opisywane knajpy i ich klientelę znamy z "Margot", rozważania na temat narodzin polskiego kapitalizmu z "Barbary". W ogóle wszystkie obserwacje natury społecznej czy obyczajowej sformułowane w "Drwalu" brzmią znajomo. Nic nie szkodzi, nie mówiąc o tym, iż nie takie są ambicje pisarza. Trudno w nim dostrzec kronikarza zmieniającej się Polski - choćby z tego względu, że fascynacje Witkowskiego mają charakter stricte estetyczny, a jego tropienie plastiku i nowobogackiej pokraczności przeszło bodaj w niegroźną obsesję.

Jaki jest więc "Drwal"? Interesujący, wielowymiarowy, no i będący odpowiedzią na pytanie, kiedy wreszcie pisarz powróci na plażę w Lubiewie. Właśnie powrócił, tyle że w wyjątkowo chłodnym listopadzie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 4
  • 1
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':