W dzień Sądu W dzień Sądu
aniołowie wrzeszczą jak przekupnie losów na placu Omonia
czarne tłumy przewalają się we wszystkich kierunkach pionowych
(jazda w górę i w dół ma nastąpić za chwilę)
matki tracą
dzieci ojcowie rodzin głowy
jest tak jakby ostatni pociąg odjeżdżał z oblężonego miasta
na niebie koloru zachód słońca w Teksasie
ukazują się napisy w zupełnie niezrozumiałym języku
czasem uderza piorun ale głos jego ginie w tłumie
aniołowie wrzeszczą walą pałami po łbach
nie ma porządku
ludzkość jest niepoprawna
przemysł zupełnie ustał ale handel kwitnie
Dla "Gazety" Ryszard Krynicki, poeta, redaktor Biblioteki Poetyckiej a5 i współwłaściciel oficyny "W dzień Sądu" to wiersz dotąd niepublikowany, odczytany z rękopisów Archiwum Zbigniewa Herberta (w posiadaniu Biblioteki Narodowej w
Warszawie). Pisany w czasie podróży poety do Grecji w lecie 1975 r. i ukończony prawdopodobnie w Wiedniu lub Berlinie. Pierwsza, trudno czytelna wersja - zapisana w jednym z notatników z podróży, szkicowniku zawierającym głównie rysunki - nosi tytuł "W dzień sądu ostatecznego". Kończy się sześcioma wersami pominiętymi w czystopisie: "tylko poeci są szczęśliwi od dawna to zapowiadali / zacierają białe rączki - apokalipsa jest naprawdę piękna/ poetyka chaosu, ostateczne rozerwanie składni/ słowa na wolności i do tego zgroza/ awangarda się iści/ Pan chodzi po wiszących ogrodach".
Plac Omonia, wielki węzeł komunikacyjny, znajduje się blisko centrum Aten. W wierszu pojawia się motyw oblężonego miasta zapowiadający tom "Raport z oblężonego Miasta i inne wiersze", który ukaże się kilka lat później (1983) w Paryżu nakładem Instytutu Literackiego.
Wiersz ten znajdzie się w książce "Utwory rozproszone (Rekonesans)". Będzie ona rodzajem aneksu do "Wierszy zebranych" z 2008 r. Podtytuł "Rekonesans" oznacza, że to nie są wszystkie wiersze rozproszone Herberta, ale tylko wybór.
W pierwszej kolejności chciałem przypomnieć te, które Herbert opublikował za życia w czasopismach, ale nigdy ich nie włączył do żadnego zbioru.
W tomie znalazły się też utwory, które pozostały w maszynopisach (Herbert przygotował je do druku, ale z różnych powodów nie wydrukował), wiersze z książeczek robionych przez poetę własnoręcznie, te odczytane z brulionów Herberta oraz te opublikowane przez innych edytorów z błędami. Wiele osób może być zaskoczonych, bo w tej książce znajdzie innego Herberta. Przede wszystkim dlatego, że dużo tu jego młodzieńczych wierszy. Ale także z tego powodu, że dojrzały już poeta bardzo starannie wybierał utwory, które publikował, te najbardziej "herbertowskie".