http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zdjęli niewygodnego "Berka"

Dorota Jarecka
2011-10-28, ostatnia aktualizacja 2011-10-28 17:44

Z berlińskiej wystawy "Obok. Polska - Niemcy. Tysiąc lat historii w sztuce" usunięto film Artura Żmijewskiego "Berek". Polska strona się zgodziła. Na filmie nadzy mężczyźni i kobiety bawią się w pomieszczeniu przypominającym komorę gazową

Artur Żmijewski - artysta sztuk wizualnych, redaktor artystyczny ?Krytyki Politycznej?. W 2010 r. otrzymał prestiżową amerykańską nagrodę Ordway przyznawaną przez New Museum w Nowym Jorku. Jest kuratorem 7. Biennale Sztuki Współczesnej w Berlinie, które odbędzie się w 2012 r.
Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
Artur Żmijewski - artysta sztuk wizualnych, redaktor artystyczny ?Krytyki...
Kuratorka wystawy Anda Rottenberg o zdjęciu z wystawy filmu Żmijewskiego dowiedziała się z SMS-a od znajomego, który był akurat w Berlinie.

Dyrektor galerii Hans Sievernich poinformował ją później, że odbyło się to po interwencji "prominentnego członka społeczności żydowskiej w Berlinie", i odesłał do prof. Andrzeja Rottermunda, dyrektora Zamku Królewskiego w Warszawie, współorganizatora wystawy. Strona polska po konsultacji z przewodniczącym rady programowej wystawy prof. Władysławem Bartoszewskim zdecydowała się nie zgłaszać oficjalnego protestu. Według Andy Rottenberg przyczyną jest to, że wystawa jest efektem umów międzyrządowych, więc taki protest miałby znaczenie polityczne: wyglądałoby na to, że Polska wtrąca się w sprawy żydowsko-niemieckie.

Pikanterii ocenzurowaniu wystawy dodaje fakt, że Artur Żmijewski jest nie tylko znanym artystą, ale też obecnie kuratorem Biennale w Berlinie - najważniejszej wystawy sztuki współczesnej w tym mieście. Żmijewski w tej chwili pracuje nad wystawą, która ma zostać otwarta w kwietniu. Rozmawiałam z nim wczoraj. On też o wszystkim dowiedział się po fakcie.

Przeczytaj komentarz Marka Beylina



Berek upokorzonych

Nawet jeśli polska strona zgodziła się na żądanie zdjęcia pracy, nie powinno to uspokoić opinii publicznej. Jest o czym dyskutować. Film Żmijewskiego należy bowiem do bardzo ważnego we współczesnej sztuce nurtu mówiącego o wojennej traumie i o traumie jednostki, która nie może się pogodzić ze śmiercią milionów ludzi w Holocauście. A także z własnym komfortem urodzenia się po wojnie, z własnym bezpiecznym dystansem wobec historycznej rzeczywistości. Bez wątpienia jest to sztuka wywołująca kontrowersje, prowokująca. Jej forma jest bowiem odmienna od przyjętej w kulturze narracji na ten temat. Na krótkim filmie Żmijewskiego z 1999 r. w dość ciemnym zamkniętym pomieszczeniu znajduje się grupa nagich ludzi. Jest im zimno, zaczynają się rozgrzewać, biegać, być może za sugestią artysty, a być może spontanicznie reagując na sytuację upokorzenia. Zaczynają bawić się w berka. Chęć odegnania strasznej atmosfery cały czas przeplata się z zażenowaniem, wstydem. Jest w tej grupie dziewczyna, która nie potrafi się bawić, wejść w to, co robi grupa, kręci się po piwnicy z twarzą zasłoniętą rękami.

Film został nagrany w dwóch miejscach - autentycznej komorze jednego z byłych obozów nazistowskich i w zwykłej piwnicy.

Nie usuwać, rozmawiać

Jaki to wszystko ma sens? Przecież nie chodzi tu o wyśmianie ofiar czy pomniejszenie ich cierpienia. Przeciwnie - to kolejny krok po wstrząsających rzeźbach Aliny Szapocznikow i rysunkach Władysława Strzemińskiego, filmach Mirosława Bałki i obrazach Luca Tuymansa w kierunku konfrontacji z zagładą, planowanym bezwzględnym projektem unicestwienia milionów istnień. "Berek" może być nie do zniesienia, może nawet oburzać. Ale właśnie ma być nie do zniesienia. Ma oburzać. To, co się dzieje w tym filmie i co się dzieje z widzem tego filmu, jest bowiem dokładnie na przeciwległym biegunie do tego, czego doświadcza np. wycieczka w muzeum - obozie zagłady - w zorganizowanym, ułatwionym przeżyciu traumatycznej historii.

Ta sztuka niczego nie ułatwia. Jeśli można poszukać dla niej paraleli, byłaby to twórczość meksykańskiego artysty Santiago Sierry (ur. w 1966 r., tak jak Żmijewski). W 2006 r. w nieczynnej synagodze w Pulheim pod Kolonią zrealizował akcję pt. "245 Cubic Meters". Do zamkniętego wnętrza wpuścił spaliny samochodowe, widzowie wchodzili tam w maskach gazowych. I tu chodziło o bezpośrednie doświadczenie, o wcielenie się w sytuację ofiary. Zaprotestowała Centralna Rada Żydów w Niemczech i na jakiś czas performance zawieszono. Jednak ludzie, którzy wzięli udział w akcji, mówili, że było to dla nich wstrząsające przeżycie.

Różnica między sytuacją Żmijewskiego i Sierry jest taka, że organizatorzy akcji Meksykanina bronili pracy i nie unikali debaty. Teraz też byłoby lepiej, gdyby artysta i kurator wystawy mieli szansę rozmawiać z tymi, którzy poczuli się pracą urażeni lub zranieni.

- Gdyby dyrektor tej instytucji miał odwagę, to rozpocząłby publiczną debatę na temat tej pracy. Odbyłoby się to z pożytkiem dla kultury, a także dla środowiska żydowskiego, jeśli się czuje dotknięte - powiedział wczoraj prof. Piotr Piotrowski.

Jeśli taka dyskusja w Berlinie się odbędzie, to na pewno nie w Martin-Gropius-Bau. Anda Rottenberg i Artur Żmijewski myślą o zorganizowaniu publicznej debaty na ten temat w galerii Kunstwerke, która jako organizator Biennale w Berlinie jest macierzystą instytucją Żmijewskiego.

Sam protest nie jest skandalem, m.in. polskie doświadczenie ostatnich 20 lat debat wokół sztuki współczesnej mówi, że protest jest jej nieodłącznym elementem. Skandalem byłoby udawanie, że nic się nie stało. Stało się, naruszono integralność wypowiedzi, jaka jest wystawa. A poza tym wycofano się z odważnego gestu, jakim było pokazanie tej trudnej krytycznej pracy na wystawie dotyczącej relacji polsko-niemieckich.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':