http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak amerykańska literatura ocala Kubę

Sebastian Łupak, "Film"
2011-10-26, ostatnia aktualizacja 2011-10-25 13:39

Plotki z wyższej półki. Kubański autor José Manuel Prieto, od 2004 r. mieszkający w Nowym Jorku, wyznał na łamach pisma "The Paris Review", że jego życie na Kubie "ocalili amerykańscy autorzy".

Mała Hawana w Miami na Florydzie
Fot. LYNNE SLADKY AP
Mała Hawana w Miami na Florydzie
Pisarze, których wymienia, to m.in. Mailer, Hemingway, Dos Passos, Faulkner, Salinger. "W telewizji i radiu USA były obwiniane za całe zło, które zdarzało się na Kubie, każdą śmierć i klęskę żywiołową. Ameryka była przedstawiana jako kraj narkomanów i rasistów, pełen przemocy i bezduszności - wspomina Prieto. - Ale ja podczas przemówienia przewodniczącego komunistycznej młodzieżówki czytałem potajemnie Henry'ego Jamesa. Elegancja jego prozy była zaprzeczeniem propagandy komisarza politycznego. Kubański rząd zezwolił na wydanie np. >>Z zimną krwią<< Capote'a, żeby pokazać amerykańskie patologie. Ale efekt był odwrotny, bo literatura ma siłę zaprzeczania stereotypom i anuluje propagandę".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':