http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Antyfestiwal jazzowy

Rozmawiał Tomasz Handzlik
2011-10-19, ostatnia aktualizacja 2011-10-19 16:49

Adam Pierończyk
Adam Pierończyk
Fot. Grażyna Makara / AG

Jest w naszym kraju sporo odbiorców, którzy są otwarci na coś nowego i autentycznego, na rzeczy nie ze sklepowej półki, ale te bardziej wyszukane, spod lady. Dlatego chcę pokazać na festiwalu to, co na świecie już uznane, a do nas wciąż jeszcze nie dotarło - mówi Adam Pierończyk

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Tomasz Handzlik: Idziesz na emeryturę?

Adam Pierończyk*: Bo zostałem dyrektorem artystycznym festiwalu? Nie robię tego po raz pierwszy. Wiele lat temu byłem już szefem festiwalu w Maroku. To wielka przyjemność, która wcale nie przekreśla kariery artysty muzyka. Poza tym dlaczego nie wykorzystać możliwości, skoro mogę się przyczynić do zaprezentowania szerszej publiczności ciekawej muzyki, której w mediach na co dzień nie spotkamy?

A może to moda? Tomasz Stańko robi od paru lat festiwal jazzowy w Bielsku-Białej, Leszek Możdżer w Poznaniu, teraz ty w Sopocie.

- Moda? Jesteśmy muzykami, którzy w pewnych kręgach kultury są poważani, ludzie liczą się z naszym zdaniem, bo jako podróżujący po całym świecie artyści znamy się na rzeczy. Układając program takiego festiwalu, możemy się więc opierać na własnej intuicji, wiedzy, doświadczeniu i w ten sposób zaproponować słuchaczom coś naprawdę ciekawego, czego nie usłyszą na innych festiwalach. Jestem przekonany, że właśnie dzięki temu znajdziemy sporą publiczność.

Kiedy byłem ostatnio w Sopocie, musiałem skorzystać z pomocy krawcowej w centrum miasta. Pani przyglądała mi się dłuższą chwilę, aż w końcu przypomniała sobie, że była na jednym z moich koncertów. Zachęciłem więc ją do przyjścia na festiwal. Stwierdziła, że chętnie się pojawi, pod warunkiem że program nie będzie komercyjny. Myślę, że takich osób jest w naszym kraju sporo - odbiorców, którzy są otwarci na coś nowego i autentycznego, na rzeczy nie ze sklepowej półki, ale te bardziej wyszukane, spod lady.

Festiwal będzie nawiązywał do tej legendarnej imprezy z 1956 roku, w której organizację zaangażowani byli Leopold Tyrmand i Stefan Kisielewski?

- W luźny sposób chcemy do niej nawiązywać, bo Sopot to historyczne miejsce i historyczny festiwal.

W luźny sposób? Czyli tak jak przed laty, kiedy Krzysztof Komeda i Jan Ptaszyn Wróblewski nieśli trumnę z napisem "stare polskie przeboje"?

- Dobre trumny są dziś zbyt drogie, a polskiej muzyki grzebać nie zamierzam. Wolę te pieniądze przeznaczyć na organizację dobrego koncertu.

Przeczytaj o artystach występujących na Sopot Jazz Festivalu

To jaki będzie ten festiwal?

- Przede wszystkim nie będzie stricte jazzowy. Miłośników jazzu chcę przekonać do innej muzyki i ciekawych zjawisk, np. do marokańskiej muzyki gnaoua będącej połączeniem czarnej muzyki afrykańskiej z muzyką arabską. Albo do Hermeto Pascoala. To legendarny Brazylijczyk, który kończy w tym roku 75 lat, a w dalszym ciągu jest w fantastycznej formie, na dodatek to autorytet muzyczny na całym świecie. W Polsce niestety wciąż bardzo słabo znany.

Robisz antyfestiwal, to znaczy festiwal bez gwiazd?

- Hermeto Pascoal jest niekwestionowaną gwiazdą. W Nowym Jorku cieszy się wielkim poważaniem. W latach 60. nagrywał z Milesem Davisem i sam Davis mówił, że to muzyk, który w owym czasie robił na nim największe wrażenie. Ja po prostu chcę pokazać to, co jest uznane, a do nas wciąż jeszcze nie dotarło, lub mniej znanych, ale rewelacyjnych artystów.

Takich jak Majid Bekkas czy Soweto Kinch?

- Soweto to kapitalny raper, a jednocześnie fenomenalny saksofonista jazzowy. Po raz pierwszy usłyszałem go na festiwalu w Maroku, kiedy pojawił się na scenie ze swoim zespołem hiphopowym. Bawiłem się świetnie, bo wychowałem się na takiej muzyce. Niepokoiło mnie tylko, że na szyi ma zawieszony saksofon. Bałem się, że kiedy w końcu sięgnie po ten instrument, czar pryśnie, bo usłyszę tylko kilka banalnych dźwięków. Ale moje obawy były bezpodstawne, bo gdy tylko Soweto zaczął grać, okazało się, że jest wysokiej klasy jazzmanem. A do tego świetnie rapuje i pisze naprawdę mocne, zaangażowane teksty, za pośrednictwem których walczy o równouprawnienie Afroamerykanów.

Pod tym względem faktycznie może to być antyfestiwal. Ale ja, jako muzyk kreatywny, poszukujący, występuję w obronie muzyki prawdziwej, a nie tylko tej promowanej.

Klasycznego jazzu też będzie nie wiele. Anthony Joseph to poeta.

- A do tego performer i wokalista. Myślę, że idealnie wpisze się w program inauguracji festiwalu, bo zaczynamy od wernisażu dotąd niepublikowanych fotografii Manfreda Lebera. To 75-letni fotografik niemiecki, bardzo skromny człowiek, który zarabiał na życie jako fotograf przemysłowy jednego z większych przedsiębiorstw w Niemczech. Dzięki temu miał dostęp do profesjonalnego sprzętu fotograficznego, z którym jeździł na koncerty jazzowe. Nigdy nie zależało mu na publikacji tych zdjęć, bo robił je dla siebie. Tym bardziej cieszę się, że udało mi się go wyrwać z domowych pieleszy, bo kolekcję ma imponującą. To piękne zdjęcia zespołów Johna Coltrane'a, Milesa Davisa, Theloniousa Monka, Duke'a Ellingtona, Franka Sinatry, Counta Basiego i wielu innych. Kopalnia wiedzy i historii jazzu, którą Leber trzymał do tej pory w szufladach. A że Anthony Joseph często opiera swoje poematy na tematyce jazzowej, te dwa wydarzenia będą się świetnie uzupełniały.

Poza tym cały drugi dzień festiwalu będzie jazzowy, a wszyscy zaproszeni wykonawcy ocierają się o muzykę improwizowaną.

*Adam Pierończyk - saksofonista jazzowy, dyrektor artystyczny Sopot Jazz Festival

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':