Wyciągam się w fotelu. Ze słuchawkami na uszach, z iPhone'em w ręku, wpatrzony w jego ekran wymachuję nim na wszystkie strony. Od czasu do czasu wyrywa mi się głośny komentarz: - W prawo, gdzie lecisz, nie tutaj, skręcaj. Czerwony. Potrzebuję czerwonego. A teraz niebieski!
Pewnie wyglądam głupio, a przecież po prostu słucham nowego singla Björk - piosenki "Crystalline" promującej album "Biophilia" (premiera: 10.10). Choć właściwie słucham to nie najlepsze określenie. Ja aktywnie uczestniczę w jej odtwarzaniu.
Björk nie wydała swoich najnowszych nagrań tak, jak do tego przyzwyczaił nas rynek fonograficzny: w postaci płyty czy - ostatnio - cyfrowych plików muzycznych. "Biophilię" można co prawda kupić w formie zwyczajnego albumu, ale "Biohpilia" to przede wszystkim przedsięwzięcie multimedialne. Jak podkreśla sama Islandka, poza muzyką składają się na nie koncerty obudowane specjalnie zaprojektowaną scenografią i wykonanymi na zamówienie instrumentami muzycznymi, strona internetowa, teledyski, a przede wszystkim aplikacje wykonane we współpracy z firmą Apple. I to właśnie wersja przygotowana z myślą o iPadach i iPhone'ach - jest najpełniejszą manifestacją tego, czym jest nowa płyta Björk.
Całym albumem zarządza jedna główna aplikacja. Pod nią podpięte jest dziesięć dodatkowych - każda przyporządkowana konkretnej piosence. To nie tylko sama muzyka. To złożony program, który w zależności od kaprysu słuchacza umożliwia dostęp do tekstu utworu, jego zapisu nutowego, eseju, który wyjaśnia tematykę piosenki oraz - przede wszystkim - części interaktywnej. Ta faktycznie przypomina trochę gry komputerowe. Buzuje graficznymi pomysłami, zaskakuje kolorystyką i animacją, a przede wszystkim zaprasza do zabawy. Właśnie dlatego teraz rzucam się po redakcji z iPhone'em. "Crystalline" towarzyszy program graficzny, w którym zadaniem słuchacza jest zbieranie różnokolorowych kryształów ukrytych w tunelach pędzącej przez kosmiczną pustkę asteroidy.
Przemykamy przez kolejne jaskinie, regulując kierunek naszej podróży ruchami iPhone'a. Czasami udaje mi się skierować pęczniejącą kryształową kulę we właściwym kierunku. Czasami gra wyrzuca mnie w przestrzeń kosmiczną. Każdy ruch, każda błędna decyzja to także zmiana w piosence. Gdy gubię się w tunelach, także "Crystalline" zapętla się i meandruje. Gdy nabieram coraz większej wprawy, również muzyka zaczyna układać się w bardziej linearną formę. To wciąga. Wymachuję więc iPhone'em, a w tyle głowy kołacze się pytanie, czy to tylko fajny gadżet, czy może właśnie uczestniczę w rewolucji, która wywróci do góry nogami nasze wyobrażenia o tym, czym jest dziś muzyka popularna.
Niewolnica iPada
- Myślałam o tym projekcie od dziesięć lat. Ale dopiero teraz technologia umożliwiła mi jego realizację - opowiada Björk o "Biophilii". To nie pierwszy raz, kiedy jej pomysły wyprzedzają swój czas. W latach 80. jako frontmanka nowofalowej grupy Sugarcubes wpuściła mnóstwo świeżej krwi do nieco skostniałego niezależnego rocka gitarowego. W następnej dekadzie przeszła zaskakującą metamorfozę i już jako artystka solowa z wokalistki rockowej przeobraziła się w piosenkarkę, która śmiało łączyła pop z najnowszymi trendami muzyki klubowej i elektronicznej. Efekty były imponujące - do dziś jej album "Debut" z 1993 roku olśniewa pomysłowością i odwagą łączenia zupełnie różnych tradycji.
Potem porzuciła rolę gwiazdy pop, aby zacząć nagrywać muzykę wymagającą od słuchaczy coraz większego skupienia i zaangażowania. Najjaskrawszym przykładem był album "Med lla" z 2004 roku, na którym praktycznie wszystkie dźwięki to ludzkie głosy poddane elektronicznej obróbce.
"Biophilia" to jednak rzecz o wiele poważniejsza niż tylko jeszcze jeden muzyczny eksperyment. Tym materiałem Björk wykracza poza świat show-biznesu. Nawet jeśli dotąd świadomie lokowała się na jego obrzeżach, wciąż była głównie wokalistką. Teraz staje się kimś na kształt cyfrowej performerki.
"Biophilia" jest reklamowana jako pierwszy album wydany w postaci komputerowych aplikacji. To nie do końca prawda. Podobne projekty realizowali już artyści związani z elektronicznym undergroundem. Björk podkreśla też, że płyta nie tylko została zrealizowana z myślą o takiej formie, ale też w dużej mierze powstała dzięki muzycznym programom dostępnym na iPada.
- Nie gram na żadnym instrumencie, na pianinie czy gitarze, więc taki sposób komponowania z wykorzystaniem technologii bardzo mi odpowiada - mówi. Tu też nie jest absolutną pionierką. Tablet produkowany przez Apple'a - dziś dostępne są na niego setki muzycznych programów - to coraz popularniejsze narzędzie pracy muzyków. Całą ostatnią płytę skomponował na nim na przykład kierowany przez Damona Albarna zespół Gorillaz. Na czym więc polega jej nowatorstwo? Nigdy wcześniej na pomysł tak pełnego wykorzystania możliwości iPoda i jego aplikacji nie wpadła gwiazda tak dużego formatu. I nikt przed nią nie zrealizował swojego albumu w pełnej współpracy z Apple'em. To nie bez znaczenia - nie oszukujmy się, wprowadzenie tego przedsięwzięcia w życie wymagało też sporych funduszy. Każdy kolejny krok w powstawaniu tej płyty, każda następna aplikacja to efekt kooperacji wokalistki z grupą ludzi, którzy przepisywali jej pomysły na programy komputerowe. Dziś sprzedaje je sklep internetowy należący do komputerowego koncernu.
Miłość komórkowa
Na wyświetlaczu iPhone'a "Biophilia" wygląda trochę jak mapa kilku gwiezdnych konstelacji. Przesuwam palcami po ekranie i opuszczam gwiazdozbiór o nazwie "Crystalline", wchodzę w "Virus". Kolejna piosenka z płyty. Jej graficzną reprezentacją znów jest gra zręcznościowa. Na ekranie różnymi odcieniami różu i czerwieni pulsuje żywa komórka. Nagle zaczynają atakować ją zielone cząsteczki wirusa. Naciskają coraz mocniej na błonę komórkową. Wyrzucam kolejne wirusy poza jego obręb. W słuchawkach rozgrywce towarzyszy stosowny utwór. Ale coś jest nie tak. Gdy bronię komórki, słyszę tylko zapętlone kilkanaście pierwszych taktów piosenki. Bowiem Björk zakpiła z przyzwyczajeń komputerowych graczy - tu warto przegrać. Dopiero gdy się poddaję, mam okazję posłuchać całości. Wirus przenika do wnętrza i duplikuje swoje DNA, a jądra sąsiednich komórek nagle zamieniają się w śpiewające usta. - Tak jak wirus potrzebuje ciała/tak ja pewnego dnia znajdę ciebie/tak jak wirus - cierpliwy myśliwy/czekam głodna na ciebie - Björk snuje w tekście przewrotną opowieść o (toksycznej?) miłości. - To swoiste love story pomiędzy komórką a wirusem. Wirus kocha ją tak bardzo, że aż niszczy - wyjaśnia autor tej aplikacji Scott Snibbe.
Nowojorczyk Snibbe na co dzień jest zarazem artystą multimedialnym i wziętym programistą. Był jednym z pierwszych twórców, który wprowadził do instalacji element interaktywności sterowanej przez komputer. Ale ostatnio znany jest przede wszystkim jako twórca interaktywnych aplikacji dla produktów firmy Apple. To on był najważniejszym współpracownikiem Björk przy pracy nad "Biophilią". Jest albo pomysłodawcą, albo bezpośrednim twórcą większości aplikacji prezentujących muzykę z tej płyty. Przy płycie pracował też m.in. Kalifornijczyk Stephen Malinowski. Kompozytor, teoretyk muzyki i informatyk w jednym. Twórca Music Animation Machine - programu przepisującego kompozycje na komputerowe animacje, w których poszczególne nuty symbolizują kolory. Gdy zamiast bawić się wymyślonymi przez Snibbe'a grami, zechcemy po prostu posłuchać kolejnej piosenki Björk, na ekranie iPhone'a przesuwają się obrazy wykreowane właśnie przez program autorstwa Malinowskiego.
Za wideoklipy i oprawę koncertów odpowiada francuski reżyser Michel Gondry. Pracuje z Björk od czasu albumu "Debut". Tym razem podekscytowany twierdzi, że razem z wokalistką realizują coś na kształt "naukowego musicalu". Jeszcze mocniej o projekcie wyraża się Snibbe. - To, co robimy z Björk, kojarzy mi się z początkami kina lub opery - mówił ostatnio dla "New York Timesa". - To niesłychanie ekscytujący moment dla historii muzyki - entuzjazmuje się na swoim blogu.
Muzyka nowych sfer
Na ekranie iPhone'a połyskuje teraz kilkanaście księżyców. Są w różnych fazach. Każda z nich reprezentuje inną wysokość dźwięku. Niczym zapis nutowy to rejestracja paru taktów muzyki. Wystarczy jednak dotknięcie palcem, a pełnia zamienia się w nów. Razem z tym zmienia się też muzyka. Znów nie jesteśmy tylko słuchaczami. Aktywnie zmieniamy utwór Björk. To kolejna aplikacja - tym razem towarzysząca otwierającej album piosence "Moon". Wszystko to jest trochę efekciarskie. Ale aplikacje towarzyszące "Biophilii" są tak naprawdę wyrazem poważnego artystycznego zamysłu islandzkiej wokalistki. - Zależało mi na zjednoczeniu muzykologii z przyrodą - mówi. Dlatego powtarzalność dźwięków w "Moon" reprezentuje fazy księżyca. Dlatego rytm w "Solistice" ma oddawać ruch wahadła poddanego ziemskiej grawitacji. Dlatego na koncertach piosenkę "Thunderbolt" ubarwiają sztuczne błyskawice generowane przez urządzenie autorstwa legendarnego wynalazcy Nikoli Tesli.
I dlatego wszystkie tytuły na "Biophilii" mają dodatkowe opisy: "muzyka sfer", "człowiek i natura", "płyty tektoniczne".
- Muzyka, koncerty i komputerowe aplikacje są elementami tej samej historii - mówi Björk. Już dawno przyzwyczaiła fanów do tego, że jej projekty są pełne artystowskich pretensji. Za sprawą "Biophilii" łatwo jednak zapomnieć, jak bardzo hermetyczna potrafi być ostatnio jej muzyka. Otwieram kolejne aplikacje i po prostu świetnie się nimi bawię. Utwory Björk, choć ambitne, wracają do podstawowej funkcji muzyki pop - dostarczają rozrywki. Czy więc w końcu to tylko ciekawy eksperyment, czy może taka będzie przyszłość muzyki? Podobne pytania padały niedawno w przypadku kina, gdy trójwymiarowy "Avatar" bił rekordy popularności. Tamten film był pierwszy, potem entuzjazm dla trójwymiarowego kina opadł. Björk też zapewne zbierze efekty tego, że zdecydowała się na taki eksperyment pierwsza. Czy podchwycą to inni artyści? I czy będą potrafili użyć nowych narzędzi równie kreatywnie? Wątpliwości co do tego nie ma Scott Snibbe. - Jestem przekonany, że wkrótce zobaczymy więcej tego typu projektów. Jednokierunkowe, bierne media staną się epizodem w historii ludzkości. Wchodzimy w epokę interaktywności.