http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Láska nebeská

Mariusz Szczygieł
2011-10-07, ostatnia aktualizacja 2011-10-07 13:35

Mariusz Szczygieł
Mariusz Szczygieł
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Od dziś zaczynamy odkrywać przed czytelnikami "Gazety" to, co schował bufetowy z Borówkowej Góry

W ubiegłą sobotę pan Zdenek Strnadel z Šumperku, korzystając z pięknej pogody, wyprawił się w Góry Złote, gdzie na szczycie Borówkowej Góry wszedł do wieży widokowej, skąd rozpościera się widok na polską i czeską stronę. Obok wieży, już na terytorium Czech, znajduje się bufet, dalej tablica upamiętniająca Solidarność Polsko-Czeską i księdza z pobliskiego Gierałtowa, który ją popierał. W bufecie płaci się złotówkami i koronami, a na ścianie widnieją cytaty w obu językach. Bufetowy Czech każdego dnia aktualizuje informację, kto ma dziś w Czechach i Polsce imieniny. Ponieważ pan Zdenek był tam już któryś raz, w ostatnią sobotę bufetowy zaprosił go na zaplecze i pokazał tablicę z dwujęzycznym napisem, którą na wielokrotne prośby polskich turystów musiał ściągnąć ze ściany i schować.

Pan Zdenek Strnadel spytał mnie w mailu, czy chcę znać treść tego napisu. Jeśli potwierdzę, że jestem gotowy dowiedzieć się, co tak brzydzi moich rodaków, to może mi przysłać.

Nie mogłem doczekać się ujawnienia, cóż Polacy chcą ukryć sami przed sobą.

Następnego dnia pan Zdenek przysłał mi treść napisu. (Państwo jeszcze mają szansę, żeby odłożyć ten felieton i nie czytać).

*

Jeśli jesteście gotowi, to cytuję: "DOPÓKI ŻYJESZ, JEDZ I PIJ. PO ŚMIERCI JUŻ NIE BĘDZIESZ MIEĆ ŻADNEJ RADOŚCI".

*

Szukałem na dzisiaj takiej właśnie sceny czy anegdoty, która oddawałaby ducha czeskiej literatury. Może nieprecyzyjnie się wyraziłem. Literatura czeska to przecież i literatura psychologiczna, i metafizyczna, i wypoczynkowa, i patriotyczna, i eksperymentalna, i katolicka nawet. Trudno bez lęku przed wykształconymi bohemistami w dwóch zdaniach nazwać jej ducha. Powiem więc inaczej: szukałem czegoś, co oddałoby ducha czeskiej literatury - tak jak go czują Polacy. Obrazka, który zawarłby to, czego w książkach naszych sąsiadów łakniemy.

I pan Zdenek bardzo mi ułatwił zadanie.

Literatura czeska kocha szczegół, życie i zwykłego człowieka. Uszlachetnia zwyczajne. Hrabal w "Obsługiwałem angielskiego króla" opisuje niejakiego Tondę, który zziębniętym na mrozie przekupkom niesie z hotelu gorące flaczki w garnku. Pisze o nim, że niesie garnek w taki sposób, jakby niósł w tych flaczkach własne serce. Ludzkie serce we flaczkach, posiekane i przyrządzone na cebulce z papryką...

A propos serca, to u Oty Pavla w "Śmierci pięknych saren" nad Potokiem Skrzywańskim mieszkał emerytowany gajowy pan Karol Kalous, który miał serce tak dobre, że nikomu go nigdy nie okazywał.

Coś magicznego jest w tym podnoszeniu przez Czechów zwyczajności do rangi literatury, bo nawet u Michala Viewegha ("Wychowanie panien w Czechach") banał jest tylko banałem, banalne czynności nie są niczym więcej niż tylko banalnymi czynnościami, pisarz nie próbuje ich ani uwznioślać, ani poetyzować, jego książki mają wdzięk instrukcji obsługi pralki, a przez społeczeństwo czeskie jest i tak najbardziej cenionym czeskim pisarzem. Uważa się go za lepszego od Hrabala, Kundery, Škvoreckiego i Oty Pavla razem wziętych. Na jakiej podstawie to mówię? Na podstawie wyników sprzedaży. Dlatego szanuję Viewegha za to, że posiadł tajemnicę zniewalania czytelnika. Moim książkom udaje się wytrzymać na pierwszym miejscu czeskich list bestsellerów cztery tygodnie, jego książkom po czternaście.

*

Wracając do napisu ukrytego za barem. To wysysanie uroku z pospolitości życia, widoczne tak w czeskiej literaturze, jak i filmie, musi mieć - moim zdaniem - źródło w braku Boga i braku perspektywy wiecznej. Mamy jedno życie, tego pozagrobowego nie będzie, więc trzeba je maksymalnie wyzyskać i docenić. Wydaje mi się, że to właśnie w czeskiej literaturze lubią Polacy.

Wiem, może to zbytnie uogólnienie. Ale nawet Kafka nie umykał przed uogólnieniami, wyznając na przykład: "Lubię Amerykanów, bo są zdrowi i optymistyczni". Bez uogólnień, proszę Państwa, nasze życie byłoby życiem na bagnie.

*

Od dziś zaczynamy odkrywać przed Czytelnikami "Gazety" to, co schował bufetowy z Borówkowej Góry.

Jednak powiedzieć, że "Gazeta" zaczyna wydawać kolekcję literatury czeskiej XX wieku, to nie powiedzieć całej prawdy. Od dziś rozpoczynamy bowiem coś, co należałoby nazwać 17-tygodniowym gazetowym festiwalem kultury czeskiej! Bowiem do najciekawszych, ważnych czy choćby bardzo popularnych czeskich książek dołączamy ich adaptacje filmowe. I są wśród nich filmy, które dotąd nie były w Polsce dostępne w sprzedaży. Filmy reżyserów dla czeskiej kultury ważnych, ale szerzej prezentowanych w Polsce tylko na czechofilskich przeglądach.

Pomysłodawcą serii jest Marek Włodarski, absolwent polonistyki, któremu czechofile powinni postawić wódkę.

W adaptacjach filmowych naszej kolekcji znalazły się bowiem arcydzieła takie jak "Palacz zwłok" - w reżyserii Słowaka Juraja Herza czy "Sklep przy głównej ulicy" nakręcony przez Elmara i Klosa, z Idą Kamińską, polską aktorką, która za rolę w tym filmie jako pierwsza aktorka z naszej części Europy była nominowana do Oscara. Oba filmy we wszystkich rankingach filmów czeskich i czechosłowackich XX wieku zajęły najwyższe miejsca, wyprzedzając nawet oskarowe "Pociągi pod specjalnym nadzorem" (też dołączymy).

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 1
  • 2
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':