http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dziewczyny na scenę!

Katarzyna Zacharska
2011-09-28, ostatnia aktualizacja 2011-09-28 18:09

Publiczność na koncercie
Publiczność na koncercie
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Rock jest dla dziewczyn - pod tym hasłem w co najmniej 30 miejscach na świecie odbyły się tego lata wakacyjne obozy rockowe dla dziewcząt. Nastolatki i małe dziewczynki uczyły się na nich krzyczeć, podłączać sprzęt, grać na perkusji i stać na scenie z gitarą, nawet jeśli była trochę większa od nich samych

Polska. Obozów rockowych jeszcze tu nie było, jednak ten rodzaj muzyki od lat przyciąga również dziewczyny
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Polska. Obozów rockowych jeszcze tu nie było, jednak ten rodzaj muzyki od lat...
ZOBACZ TAKŻE
Idea rockowych obozów dla dziewcząt powstała w USA. W sierpniu 2001 roku na terenie Uniwersytetu Stanowego w Portland odbył się pierwszy z nich. Dzisiaj Girls Rock Institute w Portland działa przez okrągły rok, a przez trzy akcje letnie przewija się ponad 400 dziewcząt w wieku od 8 do 17 lat. Uczą się gry na instrumentach, tworzą zespoły muzyczne, ćwiczą grę i działanie w zespole, nagrywają i wydają płyty. Ale nie tylko. Ważny jest też pozamuzyczny aspekt tych spotkań. Dziewczyny uczą się, jak wyrażać emocje i rozwiązywać konflikty w grupie. Ponieważ każdy obóz kończy się koncertem, przełamują też bariery publicznych wystąpień.

W 2004 roku w odpowiedzi na często zadawane pytanie: "Dlaczego takiego obozu nie było, kiedy ja byłam dziewczynką?" odbył się pierwszy obóz rockowy dla dorosłych kobiet i powstał Ladies Rock Institute. W trzydniowych warsztatach wzięło udział 20 kobiet. Zgromadzone dzięki ich udziałowi fundusze zasiliły konto letniej akcji dla dziewcząt. I taka jest idea. Dorosłe kobiety za swoje warsztaty płacą, a ich pieniądze wspierają obozy dla tych, które jeszcze nie zarabiają. Obozy dla dziewczynek mają być tanie, żeby cena nie była przeszkodą w udziale. W 2006 roku idea obozów rockowych dla dziewcząt rozlała się po całym świecie. Girls Rock Camp Alliance zrzesza dziś 30 letnich obozów z całego świata i cały czas rośnie. Wszystkie mają taką samą ideę. Budują poczucie własnej wartości i rozwijają umiejętności liderskie wśród dziewcząt poprzez muzykę.

W Polsce taki obóz próbowało zorganizować w tym roku stowarzyszenie WYtworzyMY, jednak było za mało chętnych. Ale organizatorki się nie poddają. Szukają grantów, współpracowników i będą próbować za rok. - Dla nas feministyczny przekaz tych spotkań jest bardzo istotny - mówi socjolożka i trenerka genderowa Monika Kłosowska ze stowarzyszenia WYtworzyMY. - Chcemy, żeby dziewczyny dowiedziały się, że jest dla nich miejsce w muzyce nie tylko jako słodkiej wokalistki, która dobrze wygląda. W końcu mogą się zdecydować na to, żeby być wokalistką, ale powinny wiedzieć, że to nie jest jedyny model, jaki jest dla nich dostępny, a ten model jest im sączony przez media. Na co dzień nie spotykają się z zespołami kobiecymi, bo jest ich mało - dodaje.

Czeszki już grają

Czeski obóz rockowy odbywa się z powodzeniem co roku w lipcu w Taborze, mieście wojaka Szwejka. Ponieważ zgodnie z ideą nie może być drogi, tydzień zajęć kosztował w tym roku 350 zł. Obóz odbywa się w Ceście - niezwykłym ośrodku artystycznym tworzonym przez dwójkę Amerykanów, którzy 20 lat temu sprzedali wszystko, co mieli w San Francisco, i kupili stary młyn w Taborze, 100 km od Pragi. Prowadzą tam swój zespół, organizują festiwale, przyjmują ludzi z całego świata. Rock Camp for Girls organizują razem z doświadczoną tour managerką Debbie Gordon. Po 20 latach pracy w przemyśle muzycznym wypalona zawodowo Gordon zajęła się pomocą dla kobiet. Stworzyła Rock Camp w Brooklynie i Taborze. - Debbie jest jak maszyna: niezniszczalna, twarda, piekielnie zmotywowana, ale zawsze uśmiechnięta - mówi basistka krakowskiego zespołu Translola Ewa Langer, która w tym roku uczyła gry na basie uczestniczki czeskiego obozu. - Zaczyna się od tego, że dziewczynki łączą się w grupy, tworząc zespół. Czasem jest tak jak ostatnio, że wszystkie chcą grać na gitarze. Moim zadaniem było przekonanie jednej z nich, żeby przerzuciła się na bas. Potem była bardzo szczęśliwa i powiedziała, że przy basie zostanie - opowiada Ewa Langer.

Dziewczynki wybierają nazwę dla zespołu, tworzą logo, plakat, projekt koszulek. Mają indywidualne lekcje gry na poszczególnych instrumentach, a po południu wspólne próby. Uczą się scenicznego image i tego, jak promować własny zespół.

Obóz kończy się koncertem w klubie na Rynku. - Zajęcia były bardzo intensywne, od 10 do 16, ale tak urozmaicone, że dziesięciolatki nie były zmęczone. Wręcz przeciwnie, obóz daje potężnego energetycznego kopa, także mnie go dał - mówi Langer. Ma nadzieję, że w przyszłym roku uda jej się zorganizować taki obóz w Krakowie.

- Na pewno przyjedzie mi pomagać Debbie Gordon, pewnie część dziewczyn z Warszawy też się przyłączy. Zresztą rozmawiamy o tym, żeby był to wędrujący obóz. Może zaczynać się w Pradze, bo tam się prawdopodobnie przeniesie z Taboru, potem mógłby mieć przystanek w Krakowie i Warszawie. Nauczycielki mogą przecież jeździć, to nie jest takie skomplikowane - uważa Langer.

Baby do garów

Na razie Ewa Langer po dużą dawkę kobiecej muzyki zaprasza do Krakowa na festiwal Transmisja. Impreza ruszy już po raz trzeci 16 listopada w krakowskich klubach: Pod Jaszczurami, Kawiarni Naukowej, klubie Pausa i klubie Piękny Pies. Podczas imprezy oprócz koncertów odbędą się warsztaty rockowe i rytmiczne, z zakresu tworzenia stron internetowych i grafiki komputerowej. Po raz trzeci odbędą się też warsztaty "Baby do garów". 15 kobiet gra na garnkach, tarkach, wiadrach, szklankach i kijach od szczotek. Każda wybiera sobie instrument i gra na nim powtarzalny rytm, potem dochodzi kolejna osoba, aż gra cały zespół. Warsztaty kończą się koncertem. Ich pomysłodawczynią i prowadzącą jest Żaneta Seweryn, perkusistka zespołu Translola.

- To są warsztaty dla osób, które nawet nie mają specjalnego poczucia rytmu. Ważna jest na nich praca zespołowa. Kiedy jedna osoba się pomyli, źle gra cały zespół, ale najfajniejsze jest otwarcie się na coś nowego - mówi Seweryn. - Poza tym granie na garnku wcale nie jest takie proste, trzeba wiedzieć, gdzie uderzyć, żeby wydał odpowiedni dźwięk - tłumaczy.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':