http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ściąganie swetra ze Stachury

2011-09-27, ostatnia aktualizacja 2011-09-27 12:17

Posłuchajmy piosenek Edwarda Stachury. Ten nietypowy, "nie do śpiewania" głos jest tak bliski i bezpośredni, że nie pozwala się odrzucić. Już w środę i czwartek płyty do kupienia z "Gazetą"

Edward Stachura
Fot. JANUSZ ANDERMAN
Edward Stachura
Edward Stachura - ''Piosenki''
Agencja Gazeta
Edward Stachura - ''Piosenki''
Jest grupa artystów, których otacza szczególny rodzaj uwielbienia. Bez względu na dziedzinę sztuki, którą się parali. Są to przedwcześnie zmarli poeci osamotnienia i cierpienia, poeci samobójcy, którzy odeszli ze świata, nie znalazłszy ukojenia. Bardzo ważni dla osób przedzierających się przez każdy dzień życia jak przez bieg z przeszkodami. Często ważni głównie jako osoby, bo przedwczesna śmierć przesłania ich twórczy dorobek. To, o czym pisali Ian Curtis czy Kurt Cobain, przestaje cokolwiek znaczyć, skoro zamienili się we wzory na koszulce, niczym Che Guevara albo James Dean.

Edward Stachura ma pecha, bo jest jednym z tych poetów czczonych jako osoby. Oprócz tego, że jego pisanie jest odczytywane przez pryzmat późniejszej śmierci, jest z nim też inny kłopot: popularne jest branie tego, co pisał, jako rzeczy autobiograficznych. On sam nie chciał, żeby tak było. Dlatego warto chyba ściągnąć ze Stachury kosmaty sweter i zapomnieć o rozstrojonej gitarze. Trzeba odłożyć na chwilę dzieła zebrane wydane w pięcioksięgu w "dżinsowej serii", z drugiej strony - przypomnieć sobie piosenkę zespołu Farben Lehre z refrenem: "Hura hura, hej! Broniewski, Stachura / marynara i fryzura, matura". Tak żeby to nie był ani pomnik, ani postrach maturzystów.

Posłuchajmy piosenek Stachury. Ten nietypowy, "nie do śpiewania" głos jest tak bliski i bezpośredni, że nie pozwala się odrzucić. To, że trochę się jąka, że naraz jest patetyczny i delikatny, jest siłą Stachury. Daje po głowie Majakowskiemu: "Nie brookliński most / ale przemienić w jasny nowy dzień / najsmutniejszą noc / to jest dopiero coś / nie brookliński most / lecz na drugą stronę głową przebić się / przez obłędu los / to jest dopiero coś". Wdzięk i melancholia.

I jeszcze coś ani o sensie, ani o bezsensie życia: "Posłuchaj, porzucony przez nią, nieznany mój przyjacielu / w rozpaczy swojej nie wychodź na balkon, nie wychodź / do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź / na smugę cienia nie wbiegaj, zaczekaj, trochę zaczekaj". Często pisał do obcego, nieznanego człowieka, raczej zagubionego i samotnego. Nawet gdy za drzwiami nasłuchiwał kroków "pięknej swojej zagłady", gdy się skarżył i miał wątpliwości, to dawał też sygnał, że może w końcu "pory roku krążyć zaczną znów jak obieg krwi".

Przecież to nie kostucha jest emblematem tekstów Stachury, tam jest życie. "Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo / niechybnie brakuje tam nas / od stania w miejscu niejeden już zginął / niejeden zginął już kwiat".

Było lato, już jest jesień.

W środę i czwartek razem z "Gazetą" do kupienia płyty z piosenkami Stachury. Na pierwszej śpiewa je Jacek Wojciechowski, druga zawiera ich rockowe aranżacje zespołu Parafraza.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów