http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Julia Hartwig, "Gorzkie żale"

Tadeusz Sobolewski
2011-09-27, ostatnia aktualizacja 2011-09-27 13:39

Premiera nowego tomu wierszy Julii Hartwig. Stanisław Barańczak nazwał jej poezję "pasją dnia, w której jest niepokój marzenia sennego"

Julia Hartwig
Fot. Anna Bedyńska / AG
Julia Hartwig
Julia Hartwig ''Gorzkie żale'', a5, Kraków
a5
Julia Hartwig ''Gorzkie żale'', a5, Kraków
Julia Hartwig, "Gorzkie żale"
a5, Kraków


"Jak trudno znaleźć poetę, który zaproponowałby coś wyrastającego ponad jałowe rozważania o absurdalności istnienia - pisał przed laty Julian Kornhauser. - Dla Hartwig (...) wiersz jest zapisem jednostkowego przeżycia, którego źródłem jest radość istnienia".

"Lubię moje życie od momentu, kiedy powstała we mnie pewna świadomość świata" - powiedziała kiedyś sama Hartwig. Świadomość zakłada dystans, on jest warunkiem tworzenia, bo "żeby opisać, trzeba się oddalić". "Z samego, najgłębszego nawet uczucia nie może powstać dobry wiersz" - trzeba w pisaniu wyzbyć się "nędznej szczerości", która zaciemnia widzenie.

Hartwig jest mistrzynią dystansu, powściągliwości. Uprawia wzniosłą sztukę samoograniczenia. Ale nie sama powściągliwość jest wartością tej poezji. Jej paradoks polega na tym, że jasne, klarowne zdania mieszczą w sobie i jakby prześwietlają to, co niewyrażalne, mroczne. O poezji Hartwig pisał Stanisław Barańczak: to "pasja dnia, w której jest niepokój marzenia sennego".

Poprzez jej powściągliwy ton przebija głos człowieka wielokrotnie zranionego przez życie, osieroconego. Jednak podobne doświadczenie może wyrobić w człowieku szczególną dzielność i odporność, otworzyć nowy zakres widzenia, pobudzić poezję, która pozwala: "widzieć, co nie istnieje, być tam, gdzie mnie nie ma".

W poetyckim dystansie nie czuje się chłodu ani martwoty. Jest w nim żar i polot. Właściwe temu pisarstwu poczucie miary nie niszczy komitywy z odbiorcą. Kiedy czyta się Julię Hartwig, przychodzi na myśl fraza z późnego wiersza Iwaszkiewicza: "posłuchaj słowa prostego mojego/ bo już nikt inny tak tobie nie powie". Taka też jest jej mowa: przezroczysta i niepowtarzalna.

Ta poezja łączy wiele tradycji. W prywatnej antologii Hartwig spotkaliby się romantycy, Nerval i Keats, z francuskimi surrealistami i chyba też z poezją chińską i japońską. W dawnej sztuce konwencjonalne motywy ptaka, drzewa, deszczu służyły do zatrzymania chwili, przekazania radości lub goryczy istnienia. W wierszu "Skarga" z najnowszego tomu Hartwig jest piękne nawiązanie do odwiecznej alegorii poety-ptaka: obraz ptaków wczesną wiosną, na obnażonych, jeszcze bezlistnych gałęziach wyraża bezbronność poezji, wstydliwość aktu pisania: "Bezbronne i niespokojne/ wystawione na wasze spojrzenia/ na próżno próbujemy się ukryć (...) Zdradza nas śpiew/ niepowstrzymana odwaga ptasiej mowy". "To ja mówię do was ja kos ja sójka/ ja rzewna turkawka". Poezja jest musem i samoobnażeniem. Jest odwagą.

Najnowszy tomik jest zatytułowany "Gorzkie żale". Czy "gorzki" tytuł oznacza jakąś zmianę tonu? "Wróg czas, którego nie chcę uznać" coś zmienił w poezji Julii Hartwig? Sprawdzam tytułowy wiersz, szukam zmiany, ale nie znajduję pęknięcia. Ten tytuł jest przewrotny: umarłym nie są potrzebne gorzkie żale, tylko dzielność żywych.

W wierszu "Nieoczekiwane" wycieczka statkiem po jeziorze Como prowadzi do spotkania z nieżyjącym ukochanym, z którym oboje byli tu kiedyś razem. "Niewidzialny rozmówca wspomnienia" wciąż czeka. Powrót do miejsc szczęścia,o dziwo, nie niesie rozczarowania. Czy spełni się "zamierzone spotkanie"? Ten wiersz jest właśnie spotkaniem. Zastanawia w nim zdanie: "Mijane wybrzeże ucieka popychając nas wciąż naprzód". To nie jest melodramatyczna skarga na przemijanie. Sens tego zdania jest mistyczny: chodzi o usprawiedliwienie przemijania, odepchnięcie przeszłości, tak jak wiosłem odpycha się wodę. Spojrzenie od innej strony na zjawisko czasu prowadzi do paradoksalnego odkrycia: przemijanie jest nie tylko oddalaniem, ale też popychaniem, zbliżaniem do czegoś.

W każdym momencie życia liczy się droga naprzód. Ta myśl powraca w krótkim wierszu "Do samej siebie", który wydaje się jądrem zbioru. Kornik "toruje drogę nieświadomemu/ niszcząc to co ma odejść/ nieświadomy celu/ Co psujesz/ Dokąd idziesz/ z lampą górniczą/ czy naprzód". W nieustannym posuwaniu się przed siebie jest dialektyka tracenia i odzyskiwania, gromadzenia pamięci i uwalniania się od niej. O tym mówią "Sekrety": "choć twój smutek jest nieprzerwany/ jak pruty z dnia na dzień sweter/ przyjdzie taka chwila że poczujesz się wolny/ Popatrz jak pięknie ludzie się mijają/ choć byli sobie przeznaczeni/ Nikt nie jest dość kochany i nie kocha dosyć".

We wspaniałej i upartej poetyckiej medytacji Julii Hartwig to, co miało być skargą i "gorzkim żalem", niepostrzeżenie odwraca się, przenicowuje. Mimo że do prawdy "nie mamy dostępu", chociaż poezja "nie ratuje (...) ani też nie zbawia" i zawsze jest jakaś "granica poza którą wyjść nie umiemy", a "gatunek za gatunkiem wzbija się w górę/ i rezygnuje" - to akt pisania jest jednak jakimś zwycięstwem.

Podmiot tej poezji swoją samotność dzieli z całym światem. Ogarnia "wszystko", jest "wszędzie", jak u Walta Whitmana. Siada "w pustym barze za którym drzemie barman", idzie po "bezludnej ulicy nieznanego miasta", bywa "na cudzym weselu" i na "nieznanym pogrzebie", "pośród wybrańców losu nie będąc wybranym". Za pan brat z największymi po fachu, staje "za plecami Dantego/ kiedy oddalając się od Florencji/ pije wino w przydrożnej oberży", zaskakuje "Blake'a kiedy nagi liczy anioły", wymija na palcach "Keatsa kiedy leżąc na trawie/ wypatruje w niebie obłoków". Uczestniczy w karnawałowej "średniowiecznej mszy głupców". Nie boi się "znaleźć w salonie odrzuconych/ ani w salonie zapomnianych".

"Rozgrzewa moje serce" - pisze Hartwig - wspomnienie czegoś, co powiedział ten, którego nie ma, a z którym wciąż w tym tomie rozmawia, mąż, poeta. "Powiedział mi/ (choć nie wiem dlaczego po angielsku)/ You are authentic/ Not a fake". A żeby osłabić tę pochwałę, Hartwig dodaje: "przy byle fałszu/ alarm pod niebiosy", wspominając, jak surowym był kiedyś krytykiem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':