Centrum Sztuki Współczesnej "Wiels" w Brukseli to dawny browar. Kilka lat temu zmienił wygląd i funkcję. Wspinam się na ostatnie piętro. Strzałka wskazuje, że schody prowadzą mnie do archiwum. W pokoju, który przypomina półkę skalną z widokiem na Brukselę, siadam przed monitorem. Film nakręcono w 1966 r. w warszawskim studiu artystki. Francuski dokumentalista zadaje Alinie Szapocznikow pytania o dzieciństwo, młodość, ale odpowiedzi są wymijające. W końcu pada pytanie wprost - o okropności wojny. "Ja się wstydzę - mówi artystka - że należę do tej samej ludzkiej rasy co
Niemcy, dlatego nie będę o tym opowiadać". Emocje są tak silne, że wstaje sprzed kamery, nie chce być filmowana.
Jest w tym protest przeciw przemocy, której Szapocznikow, najpierw w getcie w
Łodzi, potem w Auschwitz i Bergen-Belsen, była świadkiem. Ale w geście zerwania rozmowy jest także protest przeciw narracji, w którą jest wpychana przez reżysera - oto ocalona z Zagłady przemawia w imieniu ludzkości. Myślę, że została artystką z tego samego powodu, dla którego w tym filmie przestała mówić. W swojej rzeźbie wypowiadała rzeczywistość, której dyskursywnie ująć nie można.
Drugi film to "Ślad" nakręcony w latach 70. przez Helenę Włodarczyk. Film niezwykły. Grają w nim wyłącznie rzeźby - ustawione w witrynach sklepów, wyglądające z okien, animowane na tle miejskiego pejzażu. Muzyka miejscami przypomina bełkot, pomrukiwanie, gwar. Ten dźwięk nawet bardziej niż obraz dotyka sedna rzeczy. Bo istotą sztuki Szapocznikow jest kontakt ze sferą przedjęzykową, cielesną, prawie zwierzęcą. To jest właśnie odpowiedź na przemoc Zagłady - zejście do sfery, gdzie jeszcze nie ma sformułowań, pojęć. "Rzeźba nieskończona" - tytuł belgijskiej wystawy - trafia w sedno.
Odpychają i wabią Wystawa w Brukseli nie pokazuje całej twórczości Szapocznikow, skupia się na jej aspekcie eksperymentalnym. Na początku widzimy moment, kiedy artystka pod koniec lat 50. odchodzi od klasycznych figur i głów do rzeźb na granicy figuracji i abstrakcji. Widać w nich rozpad i topnienie form, wydaje się, że same powstały w wyniku rozpadu. To jednak dopiero wstęp. W połowie lat 60. następuje prawdziwa erupcja wyobraźni Szapocznikow. Artystka znajduje dla siebie nowy materiał - poliestrową żywicę, która pozwala jej uwolnić się z kanonów. Powstają obiekty na długich cienkich nogach przypominających nogę lampy, skręconych jak łabędzia szyja. Na tej nóżce osadzone są perwersyjne abażury - połączone z sobą trochę groteskowo odlewy ust, piersi, pośladków, gdzieś widzę odlew brzucha z delikatną dziurką pępka, w kilku z nich podstawą lampy jest różowy fallus. Kolorystyka jest bliska ciału, faktura przypomina skórę. Odpychają i wabią jednocześnie. W Centrum Sztuki Współczesnej "Wiels" ustawiono je w ciemnym wnętrzu blisko siebie, świecą w ciemności barwnymi, przyduszonymi światłami, trochę jak znicze na cmentarzu. Trudno właściwie nazywać je lampami, niewiele mogą oświetlić. Nagle błysk: przypomina mi się fotografia z procesów norymberskich, kiedy jako dowód wniesiono preparat z ludzkiej skóry. To straszliwa konotacja, chciałabym ją odrzucić, ale nie mogę się jej pozbyć do końca.
Desery śmierci Coraz więcej o Szapocznikow wiemy. Dwie wystawy w Polsce lat ostatnich - w Zachęcie w 1998 r. i Muzeum Sztuki Nowoczesnej w 2009 r. w
Warszawie - były wielkim krokiem naprzód. W książce o artystce wydanej właśnie przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie piszą o niej także badacze z zagranicy. Tomasz Pospiszyl opisuje czeski epizod z życia artystki, która po wyzwoleniu pojechała do Pragi, nie mając pojęcia, że wojnę w Polsce przeżyła jej matka. Zapisała się tam na akademię i jako Alena Šapocnikova otrzymała czeskie obywatelstwo. Gdyby nie to, że ciągnął ją
Paryż, być może zostałaby czeską rzeźbiarką. W końcu lat 40. widać ją na Wydziale Rzeźby Szkoły Sztuk Pięknych w Paryżu, ale już od początku następnej dekady jest w Polsce, dokąd wraca z ówczesnym mężem Ryszardem Stanisławskim. Wierzy, że jej talent przyda się w budowaniu nowej rzeczywistości. W latach 60. z powrotem jest w Paryżu, z nowym mężem, grafikiem Ryszardem Cieślewiczem. Do końca jednak nie zrywa więzów z Polską.
"To jej szczęśliwy czas w Paryżu" - pisze brytyjska badaczka Sarah Wilson. W 1965 r. Alina Szapocznikow otrzymuje nagrodę Fundacji Copleya, Cieślewicz dostaje pracę w miesięczniku "Elle". Czas to jednak bardzo krótki. W 1969 r. wykrywają u niej raka piersi. Wiele mówi się o tym, że Alina Szapocznikow w swojej sztuce przewidziała chorobę. Jednak o wiele bardziej niezwykłe jest to, że choroba nie zahamowała jej twórczości. Przeciwnie, nastąpił jej rozkwit. To właśnie wtedy powstają wspaniały "Zielnik" z masek zdjętych z własnego ciała oraz ciała syna, "Fetysze" z odlewów piersi, ust, stóp i wreszcie "Desery", w których na spodeczkach podane zostają kobiece piersi i usta. Wtedy też, jakby w obliczu zbliżającej się śmierci, pojawiają się w jej sztuce bezpośrednie odniesienia do Holocaustu. W pracach zwanych "Nowotworami" w żółtawej, przypominającej ciało żywicy majaczy fotografia martwej młodej kobiety, ofiary obozu Zagłady. Dzisiaj sztuka często zajmuje się problemem Holocaustu. Jednak wtedy, około roku 1970, były to jeszcze sprawy, które niewielu artystów poruszało.
Odzyskiwanie Szapocznikow Wystawa przygotowana przez Joannę Mytkowską z warszawskiego Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Elenę Filipovic z Brukseli dopiero zaczyna swoją trasę. W przyszłym roku zostanie pokazana w Hammer Museum w Los Angeles i przede wszystkim w Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Musi to zmienić pozycję artystki, dotąd obecnej na marginesie historii sztuki światowej, nawet feministycznej. Wielka polska rzeźbiarka powinna być doceniana poza naszym krajem.
Znamienne jest to, że wystawa odbywa się w Belgii, nie we Francji. To kolejny dowód na to, że najtrudniej dostrzec to, co jest blisko, co ma się pod ręką. Przez wiele lat spuścizna artystki nie interesowała francuskich instytucji sztuki, choć tyle lat spędziła ona w Paryżu i choć tam powstały jej najbardziej awangardowe prace. Rozmawiałam z dyrektorem Centrum Sztuki Współczesnej "Wiels", gdzie prezentowana jest wystawa. Powiedział mi, że na wernisaż przyjechali dyrektorzy wielkich paryskich muzeów sztuki - Centre Pompidou i Muzeum Sztuki Nowoczesnej Miasta Paryża. Oglądali to, co im umknęło, na co nie zwrócili uwagi. Dirk Snauwaert nie mógł ukryć uśmiechu satysfakcji.
"Alina Szapocznikow. Sculpture Undone, 1955-1972", Centrum Sztuki Współczesnej "Wiels", Bruksela, do 8 stycznia 2012 r., wystawa w ramach Programu Kulturalnego Polskiej Prezydencji 2011