Nie znamy jeszcze planu obchodów rocznicowych tych trzech patronów i trudno sobie wyobrazić, jak uda się ich wszystkich naraz odpowiednio uświęcić. Jak też propagować ich myśli i twórczość za granicą, bo tak rozumiem tę ideę patronacką.
Czy wszystko ograniczy się do okolicznościowych monet, znaczków pocztowych i kilku oficjalnych uroczystości, czy też mamy się spodziewać reedycji dzieł wszystkich Kraszewskiego i Skargi? Może przekładów na obce języki?
I tak bezrefleksyjnie zmarnowano kapitalną okazję, by rok 2012 uczynić Rokiem Brunona Schulza, bo przypadną akurat wtedy dwie jego rocznice - 120. urodzin i 70. tragicznej śmierci z rąk esesmana w Drohobyczu. Tę kandydaturę zgłaszał przecież Instytut Książki i była to kandydatura znakomita. Rodzinny Drohobycz Schulza jest dziś ukraińskim miastem, miastem, w którym powstały "Sklepy cynamonowe" i "Xięga Bałwochwalcza", monumenty polskiej literatury i polskiej grafiki. Skoro urządzamy razem z Ukrainą piłkarskie
Euro 2012, dlaczego nie moglibyśmy wspólnie urządzić Roku Schulza? Nie byłby to gorszy sposób pokazania Europie i światu naszej obecności. Obok stadionów na mistrzostwa moglibyśmy postawić kilka nowoczesnych bibliotek imienia Schulza. Wyobraźmy też sobie, jak wspaniały międzynarodowy festiwal literacki można byłoby z tej okazji urządzić i gościć w naszym kraju nie tylko mistrzów piłki, ale i mistrzów pióra.
Ksiądz Skarga nie mógł zostać świętym, gdyż w trakcie ekshumacji przed procesem beatyfikacyjnym okazało się, że został pochowany żywcem. Prawo kościelne w tym przypadku mówi, że nieszczęśnik nie może być wyniesiony na ołtarze, gdyż zachodzi podejrzenie, że obudziwszy się z komy w trumnie, mógł złorzeczyć Bogu. Jako swoistą rekompensatę będzie miał więc swój rok w czterysta lat po naprawdę męczeńskiej śmierci. Schulz i Prus (którego akurat przypada setna rocznica śmierci i też byłby świetnym patronem roku 2012) muszą poczekać jeszcze kilkadziesiąt albo sto lat. O ile się doczekają. Kto wie, za kilkadziesiąt albo sto lat być może Sejm uchwali Rok Tadeusza Rydzyka.
Bogu nie mogę złorzeczyć, bo w niego nie wierzę. Ale mogę sobie szczerze pozłorzeczyć Sejmowi Rzeczypospolitej.