Donata Subbotko: Skąd idea PO, żeby rok 2012 był Rokiem Skargi? Rafał Grupiński*: Po pierwsze, w przyszłym roku przypada 400. rocznica jego śmierci, po drugie, należy przypominać postaci niezwykłe w historii Rzeczypospolitej, które wyrastały ponad przeciętność. Ludzi, którzy swoją działalnością, pisarstwem czy zasługami przekraczali ograniczenia epoki i których myśl oddziaływała przez następne pokolenia.
Skarga był jezuitą, który w historii polskiej kultury zapisał się m.in. jako przeciwnik wolności wyznaniowej - potępiał akt konfederacji warszawskiej z 1573 r., która gwarantowała prawo wyznawania dowolnej religii. Uważał, że taka swoboda to coś gorszego niż morderstwo. - Nie należy stosować myślenia anachronicznego. Proszę zwrócić uwagę, że współcześni mu polemiści z obozu protestanckiego także używali ostrych słów, żeby zwalczać katolików czy arian, jak dla przykładu Krzysztof Kraiński, polemizujący ze Skargą autor „Postylli”, nazywający jezuitów złodziejami. Nie można patrzeć na ówczesną retorykę z punktu widzenia współczesnych poglądów. Piotr Skarga był wielkim pisarzem, a jego „Żywoty świętych” to - obok „Psałterza Dawidów” Kochanowskiego - najwybitniejsze dzieło literackie tamtych czasów. Mickiewicz mówił o „Żywotach”, że to najbardziej poetyczny utwór, jaki kiedykolwiek powstał w języku polskim.
Krzepił ducha XIX-wiecznych romantyków, bo pisał o Polakach jako o narodzie wybranym, a oni tę myśl kontynuowali. Jednak jego podstawowa aktywność to wpływ na politykę państwa w duchu kontrreformacji i potępianie protestantów jako 'synów piekła'. Swoją drogą jego 'Żywoty świętych' rozpowszechniły w Polsce m.in. mit mordu rytualnego, pisał, że Żydzi mordują chrześcijańskie dzieci, a ich krew dokładają do macy. Chciałby pan, żeby dzieci w szkołach wczytywały się dokładnie w dzieła ks. Skargi? - Legenda o zabijaniu dzieci, niestety, upowszechniła się już w pierwszym wieku chrześcijaństwa, nie oskarżajmy o to Skargi. Autor "Kazań sejmowych", z których szczególnie szóstego nie akceptowali też biskupi, zapisał się w historii głównie mądrymi mowami o potrzebie szanowania władzy królewskiej, o ciężkiej doli chłopstwa, chciał ograniczenia przywilejów szlacheckich i powstrzymania anarchii, był patriotą dążącym do silnego państwa. Był ponadto przeciwny stosowaniu jakiegokolwiek przymusu wobec Żydów. Oceniając go, nie można się skupiać tylko na wątku religijno-polemicznym. Skarga był kaznodzieją króla Zygmunta III, jezuitą, a wówczas, podkreślam, jezuici zwalczali innowierców, którzy odpłacali im pięknym za nadobne. Zresztą wielu pisarzy protestanckich wzorowało się na stylu Skargi, chociażby kalwin Andrzej Wolan, takie wtedy były czasy. A był to styl, który charakteryzowały, jak pisał Brückner, prostota, wielkość i powaga. Czy ktoś odważy się dziś przekreślać dorobek Arystotelesa, bo ten pisał, że niski mężczyzna nie jest mężczyzną, a niska kobieta nie jest w ogóle człowiekiem? Czy feministki winny w związku z tym studiować Arystotelesa, czy może potępiać go w czambuł?
Nie chodzi o to, żeby przekreślać dorobek ks. Skargi. Pamiętajmy o tym, co mówił o potrzebie mądrości posłów, ale może nie przypominajmy dzieciom, że - jak głosi legenda - pod jego wpływem poćwiartowano protestanta, bo publicznie powiedział, że eucharystia to tylko chleb. Po co od razu świętować Rok Skargi, który pisał, że wszelkie zło 'bierze się z tej ohydnej przywary zwanej tolerancją'? - Nie chcemy świętować, chcemy, żeby Skarga był po prostu patronem 2012 roku. Zresztą sądzę, że akurat dzieciom można spokojnie dedykować jego radę: "Czytaniem odganiacie matkę wszystkich grzechów - próżnowanie". Z jego ośmiu "Kazań sejmowych" tylko trzy poświęcone są kwestiom religijnym. A polemistów religijnych było w tamtych czasach dziesiątki, od Stanisława Orzechowskiego poczynając, na Krasińskim kończąc. Skarga wszedł do historii Polski nie przez szerzenie nietolerancji, ale dzięki temu, że przestrzegał państwo polskie przed upadkiem, co przywoływano w XIX w. jako proroctwo. Gdy
Polska była pod zaborami, jego kazania dawały Polakom nadzieję. Nie ma u Skargi fanatyzmu, są za to wielkie słowa. Mówił o Polsce jako o matce, "która jest gniazdem wszystkich matek i powinowactw waszych, i komorą dóbr waszych wszystkich".
To najwybitniejszy kaznodzieja w dziejach dawnej Rzeczypospolitej. Nawet jeśli nie wszystko, co mówił, nam się podoba, to nie umniejsza to jego zasług jako człowieka, który rozwinął renesansową polszczyznę, nie mówiąc o jego działalności oświatowej czy charytatywnej. Założył Bank Pobożny chroniący ubogich przed lichwą w
Krakowie, tworzył przytułki dla bezdomnych. Był też pierwszym rektorem Akademii Wileńskiej i z tego, co wiem, w Wilnie także planowane są w przyszłym roku uroczystości go upamiętniające.
W 2012 r. przypadają rocznice dwóch naprawdę wielkich pisarzy: 100. śmierci Bolesława Prusa, a także 120. urodzin i 70. śmierci Brunona Schulza. W czym oni są gorsi od Piotra Skargi? - Po prostu nikt ich nie zgłosił. Został za to zgłoszony projekt uchwały w sprawie roku Józefa Ignacego Kraszewskiego i zgłoszony przez rzecznika praw dziecka projekt roku Janusza Korczaka.
Przecież Instytut Książki proponował na przyszłoroczne patronaty trzy nazwiska: Schulza, Prusa i Korczaka. Zostały one przekazane komisji kultury przez ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. - Minister złożył pięć propozycji, w tym także ks. Skargi. Podczas obrad komisji powstały trzy wnioski, bo taki jest przyjęty w Sejmie uzus: o uchwalenie roku Skargi, Kraszewskiego i Korczaka. Schulza i Prusa żaden z posłów nie zgłosił. Kandydatura Skargi była moja. Usuwanie Piotra Skargi z przeszłości czy schematyczne ocenianie jego działalności, poza kontekstem historycznym i kulturowym, jest intelektualnie nieuprawnione. I - dodam - osobiście smuci mnie bardzo.
Nikt nie chce go usuwać z przeszłości, jednak kiedy się go zestawi z Schulzem czy Prusem - Ale o Prusie nikt nie zapomina i nie zapomni, króluje w lekturach szkolnych. Jest najlepszy, więc obecny, omawiany. Natomiast są w polskiej kulturze autorzy, których niezasłużenie wyrzuca się do zakurzonego archiwum. To taka polska specjalność, że niektórzy nasi znakomici pisarze i myśliciele przepadają, jak Kraszewski, Tomasz Teodor Jeż, Julian Klaczko czy Maria Rodziewiczówna. Nie czytamy ich, bo ktoś powiedział, że to manieryczna lub mierna literatura, a nasze literackie kanony kurczą się coraz bardziej, do trzech, czterech nazwisk. W ten sposób zamiast pielęgnować to, co mamy i co jest wartościowe, podcinamy własne korzenie kulturowe.
*Rafał Grupiński - wiceprzewodniczący klubu PO, historyk kultury, wykładowca akademicki, krytyk literacki, publicysta, poeta