http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Najlepszy Allen od lat

Paweł T. Felis
2011-08-25, ostatnia aktualizacja 2011-08-25 16:44

"O północy w Paryżu" to świetny film dla zakochanych
Fot. Kino Świat

Od jutra w kinach "O północy w Paryżu", najlepszy od lat film Woody'ego Allena

Jeśli lata 20., to tylko w Paryżu. Współczesny amerykański scenarzysta (Owen Wilson) przenosi się w przeszłość, by zakosztować życia paryskiej bohemy
Fot. Kino Świat
Jeśli lata 20., to tylko w Paryżu. Współczesny amerykański scenarzysta (Owen...
SERWISY
Swój film Allen zaczyna jak filmową pocztówkę z Paryża. Przez trzy minuty patrzymy na świetnie znane turystyczne miejsca, jak Łuk Triumfalny, Moulin Rouge, Sacré-Coeure czy wieża Eiffla - w słońcu i deszczu, za dnia i w nocy. Ale to nie kicz, tylko otwarcie teatralnej kurtyny - w "O północy w Paryżu", zapowiada reżyser, nic nie będzie rzeczywiste, chociaż wszystko może być prawdziwe.

"Co za miasto!" - zachwyca się Gil (Owen Wilson), rozchwytywany przez hollywoodzkie wytwórnie scenarzysta z Ameryki, który razem z narzeczoną Inez (Rachel McAdams) przyjechał do francuskiej stolicy świętować biznesową transakcję przyszłego teścia. Od interesów Gil woli jednak celebrować nicnierobienie. Allen pozwoli mu spacerować po mieście niby autentycznym, ale w istocie całkowicie zmyślonym, przefiltrowanym przez marzenia patrzącego z zewnątrz idealisty. Pozwoli mu nawet na podróż w czasie. Nie po to, by Gil przekonał się, jak wyglądał Paryż z lat 20., pełen artystów i pisarzy, ale żeby zanurzył się we własnej fantazji. Spotkał ucieleśniony prywatny mit, do którego nikt inny nie ma dostępu.

Czym ty się upaliłeś?

Inez i Gil szykują się do ślubu, którego powodów specjalnie nie widać. Ona chciałaby mieszkać w Malibu, nie wyobraża sobie obrączki bez diamentu, a we Francji poluje na antyczne krzesła za 20 tys. dol. On woli wyławiać stare płyty Cole'a Portera. Najchętniej rzuciłby Stany i zamieszkał w Paryżu, bo dość ma chałturzenia w kinie i marzy o skończeniu pierwszej powieści. Wszyscy - jak często u Allena - widzą, że Inez i Gil do siebie nie pasują, ale oni sami nie. Ale w Paryżu, zgodnie z teorią z "Seksu nocy letniej", szczęśliwi mogą być tylko zakochani.



"Czym ty się upaliłeś?" - komentuje narzeczona, gdy Gil oznajmia, że w nocy rozmawiał z Ernestem Hemingwayem, Scottem Fitzgeraldem i Gertrudą Stein. Ale on spotkał ich naprawdę. Wystarczyło zagubić się w paryskich uliczkach, usłyszeć zegar wybijający północ i wejść do starego samochodu, który przeniósł bohatera w lata 20.

Paryż w tamtym czasie bawi się i tonie w szampanie. Cole Porter śpiewa: "Let's Do It, Let's Fall in Love". Fitzgerald próbuje temperować postrzeloną Zeldę. W pobliskiej knajpie tańczy Josephine Baker, a w barze obok samotnie upija się Hemingway. Gil chce mu pokazać maszynopis swojej powieści, ale gdy wchodzi do hotelu, knajpa z lat 20. zmienia się w zamkniętą nocą współczesną pralnię. To przeszłość decyduje, kiedy można do niej wrócić i na jakich warunkach.

Paryż i żywe duchy zmarłych

Kim jest nonszalancko grany przez Owena Wilsona Gil? Oczywiście schowanym za kamerą Woodym Allenem. Ten sam sposób mówienia, ta sama neurotyczność połączona z rozgadaniem. I podobne doświadczenia. Tak jak Gil Allen marzył w młodości o karierze pisarskiej, ale został filmowcem. Miał okazję przenieść się do Paryża, ale z niej nie skorzystał. Pozostał mu sentyment do Francji, która na europejskiej trasie reżysera (realizował filmy w Londynie, Barcelonie, a teraz w Rzymie) jest przystankiem szczególnym - "O północy w Paryżu" Allen nazywa wręcz "listem miłosnym do Francuzów".

To tutaj kręcił w połowie lat 60. swój pierwszy film "Co słychać, koteczku?", wpadł w konflikt z ingerującymi w jego scenariusz producentami i reżyserami. Wspominał tę przygodę wielokrotnie. "To było cudowne sześć tygodni w Paryżu" - rzucał np. mimochodem w "Hannie i jej siostrach". Często dworował sobie z Francuzów (w "Annie Hall": "Jeanne d'Arc oznacza, że nie ma światła w toalecie"), to znów kazał swojej bohaterce domagać się w łóżku wyznań miłosnych po francusku ("Bananowy czubek") albo dyskretnie ironizował z mitu Paryża jako miasta zakochanych (we "Wspomnieniach gwiezdnego pyłu": "Podoba mi się, że jest Francuzką - to romantyczne"). Ale zawsze pamiętał, że to we Francji został doceniony najwcześniej.

"O północy w Paryżu" łączy słabość do francuskiej stolicy ze słabością reżysera do spotkań z wielkimi umarłymi. Gdy w "Co słychać, koteczku?" w słynnej restauracji Closerie des Lilas Allen gra w szachy, przy stoliku obok siedzą Zola, Toulouse-Lautrec, Gauguin i Van Gogh z zabandażowaną głową. W "Zeligu" tytułowy bohater był ponoć tak zaprzyjaźniony z Cole'em Porterem, że ten napisał o nim piosenkę (a raczej miał napisać, bo ostatecznie nie znalazł rymu do słowa Zelig).

Pomysł na "O północy w Paryżu" wydaje się niemal wprost wzięty - chociaż sam autor nigdzie o tym nie mówi - z jego opowiadania "Wspomnienie lat dwudziestych" sprzed 40 lat. Bohaterem był przechwalający się pisarz, który prowadził bogate życie towarzyskie z samymi sławami: Hemingwayem, Fitzgeraldem, Dalim, Stein, Picassem ("Picasso rozpoczynał wówczas to, co potem nazwano jego >>okresem błękitnym<<. Niestety, Gertruda Stein i ja wypiliśmy z nim kawę, więc zaczął ów etap o dziesięć minut później"). Wszyscy oni pojawiają się też w najnowszym filmie, tyle że Gil, filmowy rzemieślnik, który chciałby stać się artystą, traktuje ich inaczej - jak mistrzów, z nabożnością.

Nostalgia za czymś, czego nie ma

Przepustką do literackiej pierwszej ligi ma być dla bohatera powieść rozgrywająca się w miejscu o wdzięcznej nazwie "nostalgia shop". Bo Gil jest przekonany, że urodził się za późno: ideałem są dla niego kawiarniane lata 20. Ale piękna Adriana (Marion Cotillard), żyjąca w tamtych czasach projektantka mody i uwodzicielka artystów, znudzona jest współczesnością i wolałaby żyć w belle époque.

Podrywający Inez pseudointelektualista Paul (Michael Sheen), który wykłada na Sorbonie, zna się na Monecie i winach, ale mądrości głosi z nieodzownym "jeśli się nie mylę", mówi jedną trafną rzecz: "Nostalgia to wyparcie bolesnej teraźniejszości". Allenowi nostalgia nie jest obca - "Złote czasy radia" czy "Danny Rose z Broadwayu" to przecież piękne dowody uszlachetniania wspomnień. W "O północy w Paryżu" mitologizowanie przeszłości jest już tylko naiwnością. Kiedyś nie było lepiej niż dziś. Ale czy tylko o to w tym błyskotliwym filmie chodzi?

Sławne osoby, które spotyka Wilson, to przecież nie postaci historyczne, ale projekcja wyobraźni bohatera. Hemingway mówi jak napęczniały macho ("Strzelałeś kiedyś do lwa? Chcesz wiedzieć, co wtedy czułem?"), Picasso nieudolnie kłóci się o swój obraz, Fitzgerald zazdrosny jest o tańczącego z Zeldą Latynosa, a Salvador Dali (parodiowany przez Adriana Brody'ego) groteskowo upaja się słowem "nosorożec". Najważniejszy jest ktoś, kto ich widzi, tworzy, wkłada im dialogi w usta. I może podpowiedzieć pomysł na "Anioła zagłady" samemu Bunuelowi, choć ten go nie rozumie: "Ale dlaczego ci ludzie nie mogą wyjść z pokoju?!".

"O północy w Paryżu" przypomina "Purpurową Różę z Kairu", bo jest spotkaniem z własną iluzją. Z postaciami, które noszą znane nazwiska, ale należą do świata fikcji. Jak w opowiadaniu Allena sprzed lat "Madame Bovary to inni", w którym bohaterowie mogli wejść do specjalnej szafy i przeżyć miłość z wybraną postacią z literatury.

Kino Allena konsekwentnie podszyte jest specjalnym rodzajem nostalgii, czyli tęsknotą za czymś, czego nie ma. Za ideałem, wyobrażeniem, mitem. Dlatego Gil, jak wielu innych bohaterów Allena, ma wyraźny rys melancholika. Funkcjonuje w świecie, ale nie potrafi się w nim naprawdę zanurzyć. Tkwi w rzeczywistości, choć tak naprawdę obok niej. I jak Zelig albo Tom z "Purpurowej Róży..." okazuje się człowiekiem bez właściwości, potrzebującym innych, żeby stworzyć samego siebie.

U Allena artyści zawsze są niespełnieni, wpatrzeni w wielkich, a dzieło życia mają wciąż przed sobą. Podróżujący w przeszłość Gil przechodzi jednak imponującą lekcję akceptacji tego, co udane tylko po części - w sztuce, ale i w związku. Nie przestanie doceniać Paryża w deszczu. Wciąż będzie wielbił mistrzów z przeszłości. Ale ostatnia scena na moście Aleksandra III okaże się tak niewiarygodna, jakby sam Gil zdał sobie sprawę, że jest tylko elementem opowieści. W kinie, gdzie można wszystko.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5
  • 1
  • 1
  • 1
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':