http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Andrzej Fidyk: Nie ma miejsca na przeciętność

Donata Subbotko
2011-08-20, ostatnia aktualizacja 2011-08-20 11:52

Mój stosunek do filmów politycznych: jeśli już jakiś ma powstać, to musi być naprawdę dobry i reagować na ważniejsze wydarzenia. Musi wytrzymać próbę czasu, mieć drugie dno - mówi Andrzej Fidyk, nowy szef redakcji dokumentalnej TVP1

Jednym z punktów programu imprezy będzie spotkanie z Andrzejem Fidykiem
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Jednym z punktów programu imprezy będzie spotkanie z Andrzejem Fidykiem
ZOBACZ TAKŻE


Donata Subbotko: Niedawno polscy dokumentaliści wystosowali apel do TVP o zapewnienie finansowania produkcji filmów dokumentalnych, o odpowiednie miejsce w ramówce na polskie filmy, o transparentność w procesie ich realizacji Czy objęcie przez pana stanowiska szefa redakcji dokumentalnej oznacza, że polityka TVP pójdzie w tym kierunku?

Andrzej Fidyk: Dyrektor Iwona Schymalla, która zaproponowała mi tę funkcję, obiecała - choć jeszcze nie było mowy o konkretach - że na pewno będą pieniądze na dokument w Jedynce, a od nowego sezonu, czyli od stycznia 2012 r., na antenie pojawi się drugie z kolei pasmo dokumentalne w prime time, bo pierwsze wraca od września - w środy o godz. 22.30. Obiecała mi także autonomię - to znaczy, że poprowadzę tę redakcję autorsko.

Jakie tematy uważa pan za warte filmu dokumentalnego?

- Nie interesuje mnie film przeciętny. Będę zamawiał dokumenty, które mają rokowania na filmy wybitne. A film może być wybitny z dwóch powodów: po pierwsze, jeśli ma najwyższą jakość artystyczną i szansę zaistnienia na światowych festiwalach; po drugie, jeśli może odnieść sukces telewizyjny, czyli mieć dużą oglądalność. Ideałem byłoby oczywiście, gdyby film łączył jedno i drugie, ale nie zawsze tak może być.

Kolejna ważna sprawa: o ile w ostatnich latach powstawały w Polsce jakieś dokumenty, to prawie w ogóle nie kręcono filmów współczesnych. A ja właśnie na takie będę stawiał. Dużo jest projektów historycznych czy opowiadających o stepach w Kazachstanie, dżungli w południowej Ameryce itp., mało kto zaś potrafi dostrzec, co dzieje się w Radomiu albo u jego sąsiadów w bloku. Otwieramy się na dokumenty o Polsce, o tym, co się dzieje tu i teraz - po to, żeby za jakiś czas dały one artystycznie przetworzony obraz tego, co się wydarzyło w kraju. Jeśli odczuwamy potrzebę, żeby pokazać film o Nowej Zelandii czy Chinach, to lepiej poszukać dobrych produkcji u światowych dystrybutorów, niż samemu silić się na zrobienie takiego projektu, bo polskich tematów nikt za nas nie zrobi.

I kto to mówi? Pan sam zawsze szukał wielkich tematów na szerokim świecie.

- To prawda, nie jestem dobrym przykładem, ale dlatego też zawsze było ciężko zbierać pieniądze na moje filmy. W większości stacji telewizyjnych panuje bowiem przekonanie, że należy kręcić to, co dzieje się na własnym podwórku.

Polski dokument jest potęgą, mimo to TVP praktycznie nie wspiera dokumentalistów finansowo, ratuje ich PISF. Czy to się zmieni?

- W telewizji sytuacja finansowa jest ciągle niepewna, co przyjmuję ze zrozumieniem, nie mogę niczego obiecywać, ale pani dyrektor po to zaprosiła mnie do współpracy, żeby dokument mocno zaistniał w TVP. Zmieni się finansowanie projektów, bo redakcja dokumentu otrzyma konkretny budżet. Za jakiś czas będę mógł powiedzieć, ile mamy pieniędzy na polskie produkcje. Zależy mi na tym, żeby wszystko było transparentne. Mało tego, będę chciał zorganizować duże spotkanie z reprezentantami dokumentalistów, żeby ustalić zasady współpracy i wzajemnego zaufania.

Ale czy TVP będzie wreszcie współpracowała z PISF?

- Myślę, że wspólnie z PISF zastanowimy się, czy jest możliwe wypracowanie pewnej polityki w finansowaniu projektów, bo czasami te interesy się rozchodzą. Ja też oceniam projekty w PISF - są takie, którym daję pozytywną notę, ale niekoniecznie chciałbym je wszystkie dofinansować w TVP. Jak wspomniałem, postawię na filmy o Polsce współczesnej. Jeśli chodzi o obrazy historyczne, to inwestowałbym ewentualnie w takie, które obejrzy się z zapartym tchem, w stylu np. filmu "Jewgienij Chałdej - fotograf Stalina" - to kapitalny dokument o fotografie, który zrobił słynne zdjęcie sowieckiego żołnierza wkładającego radziecką flagę na Reichstagu po zdobyciu Berlina. Zdjęcie to trzeba było potem retuszować, bo jego bohater miał na lewej ręce kilka zegarków, a świat nie mógł przecież pomyśleć, że żołnierz radziecki zabierał zegarki niemieckim trupom. Film znakomity, a przy okazji historyczny. Taki sam jest mój stosunek do filmów politycznych - jeśli już jakiś ma powstać, to musi być naprawdę dobry. Bo chciałbym, żeby dokument reagował na ważniejsze wydarzenia, ale żeby powstawał film, a nie reportaż, czyli żeby obraz wytrzymał potem próbę czasu, miał w sobie drugie dno, jakąś metaforę. Jeżeli projekt nie będzie tego zawierał, to nie zainteresuje mnie.

Czy będzie pan stawiał jakieś specjalne ograniczenia finansowe? Niektóre filmy artystyczne muszą powstawać długo albo być kręcone nie na kamerze cyfrowej, ale na droższej taśmie filmowej, jak np. święcąca ostatnio sukcesy "Argentyńska lekcja" Wojciecha Staronia.

- To film współprodukowany przez TVP 1. Powstało tu zresztą sporo znakomitych filmów odnoszących sukcesy festiwalowe, jak np. "Fabryka wódki" Jurka Śladkowskiego, która zwyciężyła na festiwalu w Lipsku, czy "Chemia" Pawła Łozińskiego, która wygrała wszystko, co jest do wygrania w Europie. Jeśli chodzi o specjalne wymogi filmów artystycznych, to oczywiście jesteśmy elastyczni, do każdego filmu pasuje odpowiedni nośnik, a przy większych budżetach będziemy proponowali koprodukcję. Wojtek Staroń zrobił kiedyś dla mojej redakcji "Syberyjską lekcję" - na rok pojechał na Syberię i kręcił film na taśmie filmowej. Będę popierał takie projekty.

I do łask TVP wrócą mistrzowie dokumentu artystycznego - Marcel Łoziński, Jacek Bławut, Maria Zmarz-Koczanowicz?

- Oczywiście, bo autorów tej klasy niezwykle cenię, a jeżeli objąłem tę funkcję, to właśnie po to, żeby mieć realny wpływ na polski dokument. Szczególnie ciepło będziemy się też przyglądali młodym twórcom i jeżeli przyjdą od nich atrakcyjne pomysły, to będą życzliwie traktowane. Jest szkoła Wajdy, są szkoły w Łodzi i w Katowicach, gdzie sam wykładam, tam także są bardzo zdolni ludzie. Być może powstanie zresztą taka seria, której pomysłodawcą jest jeden z moich studentów Paweł Jóźwiak-Rodan - siedmiu współczesnych filmów o sakramentach świętych, czyli coś takiego jak fabularny "Dekalog". Wydaje mi się, że to może być atrakcyjne, o ile trafi do mnie siedem znakomitych projektów.

Czy w TVP 1 pojawi się, jak chcą dokumentaliści, pasmo wyłącznie z polskimi filmami dokumentalnymi?

- Na razie jeszcze nie, a od stycznia zobaczymy. Na pewno należałoby skoordynować Jedynkę z Dwójką. Wiem, że w TVP 2 Jerzy Kapuściński uruchomi codzienne, półgodzinne pasmo na polski dokument. Poza tym powstaje właśnie strategia, w której po raz pierwszy ma być zdefiniowany charakter TVP 1 i TVP 2. Do tej pory było to bolączką, bo program był taki, jaki był gust każdego zmieniającego się dyrektora. Teraz profil anten ma zostać określony. Tak jak w BBC, gdzie jasne jest, że BBC 1 ma charakter popularny, atrakcyjny, a BBC 2 - elitarny, wysmakowany. Mam nadzieję, że polscy dokumentaliści odczują wreszcie zmianę swojego położenia. Wygląda na to, że obecne kierownictwo jest zdeterminowane, by zmierzać w tym kierunku, aby TVP stała się naprawdę publiczna.

A co z kanałem TVP Dokument, którego miał pan być szefem?

- Sprawa utknęła w KRRiT i ten temat się nie rozwija. Szkoda, bo to była gwarancja sukcesu. Większość dokumentalnych kanałów obecnych na polskim rynku pokazuje filmy albo historyczne, albo przyrodnicze, albo naukowe itd., a my pokazywalibyśmy po prostu najlepsze filmy dokumentalne z Polski i ze świata. To byłby jedyny klucz, takiego kanału w Polsce nie ma.

Andrzej Fidyk - reżyser i scenarzysta filmów dokumentalnych. Sławę przyniosła mu "Defilada" (1989 r.), dokument zrobiony na wzór północnokoreańskich filmów propagandowych, ale obnażający zbrodniczy reżim. W 1991 r. rozpoczął współpracę z BBC i robił filmy na całym świecie: "Sen Staszka w Teheranie", "Rosyjski strip-tease", "Carnaval. Największe party świata", "Kiniarze z Kalkuty", "Taniec trzcin", "Białoruski walc", "Yodok stories". Razem z Anną Więckowską nakręcił dokument "Balcerowicz. Gra o wszystko". W latach 1996-2004 szef redakcji filmów dokumentalnych w TVP 1, twórca pasm "Czas na dokument" i "Miej oczy szeroko otwarte". Od roku w TVP 2 przygotowywał cykl filmów dokumentalnych "Oglądaj z Andrzejem Fidykiem". Ostatnio pracował nad stworzeniem kanału TVP Dokument.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':