http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przystanek Woodstock: frekwencyjny rekord

Artur Łukasiewicz, Zielona Góra
2011-08-08, ostatnia aktualizacja 2011-08-07 19:25

Woodstock 2011
Woodstock 2011
Fot. Wojciech Królak / Agencja Gazeta

XVII Przystanek Woodstock przejdzie do historii z racji dziwnego koncertu The Prodigy oraz upamiętnienia Republiki

ZOBACZ TAKŻE


Na Przystanek, jak szacuje lubuska policja, przyjechało 700 tys. uczestników. Wpływ na tak znakomitą frekwencję muzycznego festiwalu w Kostrzynie nad Odrą miało głównie Prodigy. To dla tej grupy w sobotę zjechały pielgrzymki z Niemiec i całej Polski. Pod gigantyczną sceną, wysoką na pięć pięter, stanął nieprzebrany tłum. Robił piorunujące wrażenie. Morze głów, w potwornym ścisku niemal nie można było zrobić kroku. A niedużo brakowało, by do koncertu nie doszło.

Agenci Prodigy na niespełna dobę przed koncertem zażyczyli sobie specjalnych środków bezpieczeństwa. Scenę miał opasać kilkumetrowy bufor wolnej przestrzeni, otoczony specjalnymi barierkami.

- Bez sensu. Ale godzimy się. Musimy, bo oni czekają na sygnał, czy wsiadać w samolot. Mam powiedzieć setkom tysięcy ludzi, że Prodigy nie przyjedzie? Co to się wtedy stanie? Woodstock działa bez barierek, to nie nasza idea. To jest wolna przestrzeń - wściekał się Jurek Owsiak. I obawiał się, że płoty przyniosą odwrotny skutek - wzbudzą agresję, stratuje je tłum, będą ofiary.

Prodigy przyjechało pod silną eskortą policji i w końcu zagrało po swojemu: z piekielną wściekłością i brutalnością, w poetyce techno, której nigdy na rock'n'rollowym Woodstocku po prostu nie słyszano. Frontman grupy co chwilę upominał tłum, by się cofnął. Diaboliczny Keith Flint z kolegami przypomniał utwory z najnowszej płyty "Invaders Must Die" i stare przeboje - "Poison", Voodoo People" i "Smack My Bitch Up". Brytyjczycy grali godzinę i odjechali.

W zupełnie innej atmosferze przebiegł dzień wcześniej koncert Przystanek Republika w 30-lecie powstania zespołu i 10. rocznicę śmierci Grzegorza Ciechowskiego. Pod sceną dwa razy mniej ludzi niż na Prodigy. Kilkadziesiąt czarno-białych flag. Najpierw piosenki duetu Zbigniew Krzywański - Jacek Bończyk z płyty "Depresjoniści", potem trio gitarzysty Leszka Biolika i najważniejsze piosenki Republiki w wykonaniu zaproszonych gości. "Sex Idola", fantastycznie, w stylu r'n'b, zaśpiewała Ania Dąbrowska. Świetnie wypadli Kasia Kowalska ("Tak...tak..."), Tytus z Acid Drinkers z kultowym "Kombinatem". Tłum porwał Glaca ze Sweet Noise z brawurowo wykonaną "Białą flagą". Na finał wszyscy soliści zaśpiewali "Nie pytaj o Polskę". Publiczność znała tekst na pamięć.

Krzywański i Biolik, byli muzycy Republiki, mogą być pewni, że piosenek Ciechowskiego nie pokryje kurz. Po piosenki Republiki sięga polski rock - wkrótce Agressiva 69 nagra na singiel "Kombinat" i "Poranną wiadomość". Na Woodstock przyjechało kilka tysięcy zaprzysięgłych fanów. Natalia Rzewuszewska, 25-latka z Torunia, działa w autoryzowanym fanklubie, prowadzi stronę Republikamarzen.pl. - Jest nas coraz więcej. Wejdź na forum, ono żyje. Mówimy o zespole, który nie istnieje od dziesięciu lat i nigdy się nie reaktywuje. Ale to taki zespół, który zostaje w głowie na zawsze.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':