http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pół tony kokainy, pułapka na Okęciu - akcja zupełnie jak u Bonda

Bogdan Wróblewski
2011-03-31, ostatnia aktualizacja 2011-03-31 19:00

Samolot, w którym znaleziono kokainę
Samolot, w którym znaleziono kokainę
FOT. ABW

Niezwykła, koronkowa operacja amerykańskich i polskich specsłużb na trzech kontynentach. Amerykańska agencja antynarkotykowa DEA przerzuca na Okęcie przechwyconą w Kolumbii tonę koki wartej pół miliarda złotych. ABW urządza w Warszawie finezyjną pułapkę na dystrybutorów narkotyków w Europie. Teraz sąd w Warszawie ma po tej operacji posprzątać. Właśnie rozpoczął się proces złapanych przemytników.

ZOBACZ TAKŻE
Operacja trwała dwa lata, aż do lutego 2009 r. Rozgrywała się w obu Amerykach i Europie. By dopaść "narkotrafikantów", siły połączyły: kolumbijska policja, amerykańska DEA, służby holenderskie i polska Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Cel wyznaczony przez DEA - złapać na gorącym uczynku przywódców kolumbijsko-meksykańskiego gangu. I to się udało. W Polsce wersja oficjalna - czyli ABW - jest nieco inna: chodziło o zamknięcie kanału tranzytu kokainy przez Polskę do Europy zachodniej.

***

Okęcie, 18 lutego 2009 r. Zielony mikrobus mija dwa szlabany i zjeżdża na poziom -1 budynku straży granicznej przy Porcie Lotniczym im. Chopina w Warszawie. W aucie smukły Murzyn (na imię ma David), mężczyzna o wschodnich rysach ("Turco", czyli Turek), dwóch Latynosów (Jaime i "Mono") oraz biały, ubrany po wojskowemu, plus kierowca.

Wojskowy wskazuje drogę. Mikrobus zatrzymuje się przed stalowymi drzwiami. Otwierane są kartą magnetyczną.

Kamera rejestruje, jak mężczyźni wchodzą szybkim krokiem. Opuszki palców oklejają samoprzylepną taśmą. W środku na drewnianych paletach leży kilkadziesiąt jutowych worków, obok kilka krzeseł, sterta papieru do ksero. Magazynek.

Wojskowy otwiera jeden z worków. W środku jest drugi - czarny, foliowy, zaklejony taśmą. Rozpruwa go i wyciąga szczelnie zawiniętą kostkę 22x14x4 cm. Podaje nóż Jaimemu. Latynos przecina folie, dodatkowe zabezpieczenie z gumy. Kostka z odciśniętym symbolem skrzydła lekko się błyszczy.

- Czysta - przebiega przez myśl Jaime. Bierze biały proszek na palec. David i "Mono" też smakują. Nerwowo. Jaime zawija kilka gram "białej damy" w studolarowy banknot. Wychodzą.

W magazynie zostaje 51 worków, w każdym po 20 brykietów. Tona kokainy warta jakieś pół miliarda złotych...

To historia, której pozazdrościłby sam Ian Fleming, autor powieści o "007". Roi się w niej od agentów. Akcja szybko przenosi się z równikowej dżungli do cichych hotelowych pokoi. Łodzie podwodne, samolot US Air Force i inne gadżety. I - oczywiście - piękna kobieta. Chodzi w końcu o tonę kokainy.

A może to pozór? Może ważniejsze są w niej pytania o granice działania służb specjalnych czy suwerenność naszego wymiaru sprawiedliwości?

Opowieść Bogdana Wróblewskiego o tajnej, kontrolowanej przez polskie i amerykańskie służby specjalne akcji przemytu kokainy za pół miliarda złotych zakończonej aresztowaniami i oskarżeniem "narkotrafikantów" w Warszawie - w piątek w "Gazecie Wyborczej" trzy kolumny fascynującego reportażu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':