Dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego Vishal Singh patrzy na swoje biurko w sypialni. Ma do wyboru książkę lub komputer. Jako bystry 17-latek powinien skończyć bez trudu zadaną mu na wakacje lekturę - "Kocią kołyskę" Kurta Vonneguta. Przez dwa miesiące pokonał jednak zaledwie 43 strony.
Woli Facebook, YouTube i komponowanie wideoklipów. Także w to sierpniowe popołudnie. Odkłada więc Vonneguta i wchodzi na YouTube, co oznacza, że nazajutrz rozpocznie ostatni rok liceum z nadzieją na lepsze oceny, jednak bez zaliczonej pracy wakacyjnej, jedynej, jaką miał zadaną.
Na YouTubie "możesz poznać całą historię w 6 minut" - tłumaczy. "Czytanie książki trwa tak długo, wolę coś, co mam od razu".
Uczniów zawsze kusiły różne rozrywki, pochłaniacze czasu. Ale komputery i komórki oferujące nieustanny strumień bodźców są nową, potężną przeszkodą dla nauki i koncentracji. Dorośli też ulegają pokusie nowych technologii, ale zdaniem badaczy ich wpływ na młodzież jest szczególnie silny. Ryzyko wynika stąd, że rozwijający się mózg łatwiej niż mózg dorosłego przyzwyczaja się do nieustannego przerzucania się z zadania na zadanie i trudniej utrzymuje koncentrację.
- Ich mózgi są nagradzane nie za skupienie się na jakimś zadaniu, tylko za przerzucenie się z jednego na drugie - twierdzi profesor wydziału medycznego Uniwersytetu Harvarda Michael Rich, który kieruje Center on Media and Child Health w bostońskim szpitalu dziecięcym. Skutki mogą być trwałe. - Istnieje groźba, że wychowujemy młode pokolenie z inaczej rozwiniętymi mózgami.
Niektórzy rodzice i nauczyciele, choć zaniepokojeni cyfrową karmą uczniów, próbują w szerszym zakresie wykorzystywać na lekcjach technikę, żeby tą drogą dotrzeć do uczniów i przekazać im elementarną wiedzę. Szkoły w całym kraju wyposażają się w komputery, internet, palmtopy itp., żeby kontaktować się z uczniami na ich cyfrowym terytorium.
Napięcie to daje się odczuć w szkole Vishala - Woodside High School mieszczącej się w rozległym kampusie vis-a-vis lesistych wzgórz Silicon Valley. Jak wszędzie uczniowie wysyłają tu nierzadko setki SMS-ów dziennie, trawią godziny na grach wideo, praktycznie wszyscy są na Facebooku.
Dyrektor szkoły David Reilly, 37-letni były muzyk, mówi, że współczuje wyalienowanej młodzieży XXI wieku i chce ją aktywizować. Poprosił nauczycieli, żeby zakładali strony internetowe służące komunikacji z uczniami, zorganizował cieszący się sporym zainteresowaniem kurs nagrywania muzyki z wykorzystaniem technologii cyfrowych, zdobył pieniądze na zakup iPadów do nauki chińskiego i 3-milionowy grant na centrum multimedialne.
Przesunął pierwszą lekcję na 9, bo uczniowie przychodzili z zapuchniętymi oczami, m.in. dlatego, że siedzieli do późna przed komputerem. Niekontrolowane wykorzystanie elektroniki - twierdzi - grozi powstaniem kultury, w której uczniowie uzależnią się od wirtualnego świata i całkiem w nim zatracą.
- Staram się odciągnąć ich od BlackBerry i gier komputerowych - wyjaśnia. - I wykorzystuję do tego technologię cyfrową.
To samo napięcie widać w przypadku Vishala, u którego komputer jako forma rozrywki rywalizuje z innym wykorzystaniem. Na początku trzeciej klasy liceum odkrył w sobie pasję filmową i dał się poznać wśród kolegów i nauczycieli jako twórca nagrywanych kamerą wideo i przetwarzanych cyfrowo filmowych historyjek.
Jednak Vishal gra w gry dziesięć godzin tygodniowo. Uaktualnia swój status na Facebooku zawsze o 2 nad ranem. Rozsyła tyle linków do wideoklipów, że najlepszy przyjaciel nazywa go "YouTube'owym terrorystą".
Dorastanie wśród gadżetów
W wieku trzech lat Vishal przeprowadził się z rodzicami i starszym bratem do obecnego domu z trzema sypialniami w robotniczej dzielnicy Redwood City, przedmieścia Silicon Valley bardziej społecznie zróżnicowanego od wielu sąsiednich, elitarnych osiedli.
Vishal, chudy chłopak z nieśmiałym uśmiechem, zdał egzamin wstępny do prestiżowej podstawowej i średniej szkoły publicznej. Do szóstej klasy odrabiał prace domowe, ucząc się z przyjacielem w jego domu.
Zdaniem jego i rodziny, kiedy był w siódmej klasie, zaszły dwie zmiany - matka wróciła do pracy, a on dostał komputer. Coraz bardziej pochłaniały go gry i surfowanie po internecie ułatwiające mu odwlekanie spraw, do czego miał skłonność.
- Zrozumiałem - wspomina - że są inne możliwości, że praca domowa to nie wszystko.
Niedawne liczne badania wykazały, że młodzi ludzie używają komputera domowego do rozrywki, a nie nauki, co zagraża wynikom nauczania, zwłaszcza w rodzinach o niskich dochodach.
Badania dowiodły też, że uczniowie często przeplatają pracę domową rozrywką. W 2010 r. Kaiser Family Foundation ustaliła, że połowa uczniów w wieku 8-18 lat wchodzi do internetu, ogląda telewizję lub korzysta z innych mediów przez "znaczną część" (31 proc.) lub "spory" (25 proc.) czas poświęcony na odrabianie lekcji.
W Woodside, jak wszędzie, uczniowie różnie wykorzystują elektroniczne gadżety. Według dyrektora Reilly'ego wybór ten jest odbiciem osobowości. Społeczne "motyle" przenoszące się z kwiatka na kwiatek dużo SMS-ują i przesiadują na Facebooku. Uczniowie mniej uspołecznieni uciekają w gry, a obiboki i skłonni odkładać sprawy na jutro jak Vishal surfują po sieci lub oglądają klipy.
Źródło: Gazeta Wyborcza