- Różnica między polski a chiński pacjent jest taka, że Chińczycy inaczej dbają o zdrowie, np. grubiej od Polaków ubierają się na nogach. Poza tym polski pacjent jest uprzejmy, ale bezpośredni, mówi o zdrowiu wprost. Chiński często odpowiada do lekarza, jakby nie chciał. Szczególnie na pytania o intymne problemy. To jest związane z chińską kulturą. Ludzie wstydzą się wielu rzeczy powiedzieć, mają nadzieję, że lekarz wszystko sam wybada.
A jak pani bada?
- Lekarz TCM najpierw ogląda, potem słucha, potem pyta i na koniec diagnoza pulsowa. Bada się przez wyczuwanie różnych cech pulsu: jak jest szybki, jak intensywny, czy jest regularny, czy ciągły, i wiele innych. To było rozwijane przez kilka tysięcy lat.
Co to jest TCM?
- Traditional Chinese Medicine.
To się w Chinach studiuje?
- Oczywiście. Sześć lat na uniwersytecie medycznym. W ramach studiów, na tym kierunku, jest też podstawowy moduł medycyna zachodnia. Dlatego w Chinach wszyscy lekarze po moim kierunku mają uprawnienia do wypisywania recept na lekarstwa medycyny zachodniej tak samo jak lekarz w Europie.
Gdzie pani studiowała?
- Na Uniwersytecie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej w Shenyang. Wiecie, gdzie to jest?
Nie.
- Tam, gdzie szyja.
Szyja?
- Szyja kurczaka. Widzieliście kiedyś mapę Chin? Chińczycy porównują ją do kurczaka: w sercu jest Pekin, głowa to granicząca z Syberią prowincja Heilongjiang, ogon to Xinjiang na zachodzie, a Shenyang - na szyi. Dziadek był lekarzem tradycyjnej medycyny chińskiej i tata też. Taka konieczność rodzinna, że zostałam lekarzem.
Ale dlaczego w Polsce?
- Moja mama ma koleżankę, której syn studiował tu ekonomię, i opowiadał, jak w Polsce dobrze się żyje. Ale nie ma lekarzy medycyny chińskiej. Chińczycy wyjeżdżają do Ameryki, do Anglii, lecz nie tu. Trudny język. Ja się zdecydowałam. W Chinach pracowałam w szpitalu, gdzie przyjmował mój ojciec. Bardzo monotonna praca. A ja chciałam wyjechać, poznać inną kulturę, mieć w życiu urozmaicenia.
Medycynę chińską praktykuje się w szpitalu?
- Oczywiście. Chiński pacjent może sobie wybrać, czy chce być leczony medycyną zachodnią, czy chińską, a w dużych szpitalach jest pod opieką lekarzy i takich, i takich. Ten szpital, gdzie ja praktykowałam, jest nastawiony głównie na chińską.
Gdzie się pani nauczyła polskiego?
- Tutaj, w Poznaniu. Przyleciałam przez Frankfurt, znałam tylko jedna osoba w Polsce - tego znajomego studenta ekonomii.
Źródło: Gazeta Wyborcza