W Baczynie, wsi odległej o 5 km od Gorzowa Wielkopolskiego, uciekł z obejścia pies. Czarny, krótkowłosy kundel z białym podgardlem. Wabił się Murzyn. Wrócił żywy, ale z ubytkami.
- Z jednej i drugiej strony taka sama dziura, jakby ktoś równo nożem wyciął - właściciel Murzyna, 55-letni pan Andrzej robi dłońmi ruch przypominający wydłubywanie łyżeczką zawartości jajka na miękko. - Kto inny by pieska tak opędzlował jak nie Chińczycy? Niedaleko stąd, w hotelu Metalowiec mieszkają, a wiecie, co oni jedzą? Wszystko.
- Może ma pan uprzedzenia?
- Iii tam... żadnych. Ja ich samych nawet lubię. Kiedyś mi na hali palety spadły ze sztaplaka...
- Z czego?
- Z wózka widłowego. I podszedł Chińczyk, chociaż był z administracji, nie musiał. Pomógł poukładać, uśmiechnął się. Powiedziałem mu "senkju". Ale ogólnie mówię: ta fabryka to jak obóz pracy jest.
Pan Andrzej ma na myśli gorzowską montownię telewizorów należącą do chińskiego konsorcjum TPV. Właściciele - Chińczycy z Tajwanu - dzierżą pierwsze na świecie miejsce wśród producentów ekranów i szóste w odbiornikach TV. Zakłady w Gorzowie składają m.in. na rynek norweski, portugalski i rosyjski aparaty pod markami Sharp, Toshiba, Philips.
Z szanowania odbiornika twoja pensja wynika Pomalowana na srebro i błękit kilkusetmetrowej długości hala stoi wśród łanów zbóż w pół drogi między Baczyną i Gorzowem. Z drogi na Szczecin skręcamy w nowo wybudowaną ul. Złotego Smoka. Z wielkiego parkingu widać ciągnący się za zakładem las betonowych słupów - wkrótce Chińczycy postawią tu kolejną halę.
Przyjechaliśmy bez zapowiedzi i dość długo stoimy pod bramą. Oglądamy wysokie, stalowe siatki oraz obrotowe barierki dodatkowo zabezpieczone tęgimi, stalowymi prętami. Wchodzisz do klatki, odbijasz kartę, popychasz obracającą się szczękę, jesteś po drugiej stronie śluzy. Wszystko pod okiem kamer i ochroniarzy firmy Impel. Zaczynamy rozumieć, skąd to skojarzenie z obozem.
Ale w środku przyjemnie. Wszystko jak nowe. W sterylnej stołówce seksowna kelnerka, w ofercie kuchnia polska i azjatycka.
Dania z ryżem przygotowuje kucharz sprowadzony z Chin. Prócz stołówki jeszcze czyściutka jadalnia, za nią palarnia ozdobiona rysunkiem tlącego się papierosa i ręcznie wymalowanym hasłem: "Służy do zabijania, nie do szpanowania".
Nikotynizm nie jest tu mile widziany. Na tablicy bhp, wśród wypisanych przewinień i kar, tylko dwie czynności zagrożone są natychmiastowym rozwiązaniem umowy o pracę. Picie alkoholu i palenie na hali. Drobniejsze kary - głównie nagany bez wpisu lub z wpisem do akt - zarobić można za zniszczenie narzędzi czy zakładanie pierścionków - szczególnie niemile widzianych przy taśmie.
"Kto biżuterię w pracy nosi, ten o karę się prosi" - głosi wierszyk na ścianie. Inny, przy wejściu na halę, dopowiada: "Z szanowania odbiornika twoja pensja wynika".
Ciasno, szybko i wszystkiego dużo Hala montażu odbiorników jest ogromna - kiedy wchodzimy, nie widzimy żadnej z przeciwległych ścian.
Ciasno ustawione linie produkcyjne: pierwsza, druga, trzecia, piąta... Czwartej nie ma, bo czwórka to w Chinach nieszczęśliwa liczba.
Człowiek przy człowieku, pracownicy produkcji w niebieskich kombinezonach, magazynierzy w czerwonych, inżynierowie w stalowoszarych. Półka przy półce, setki przesuwanych szafek, tysiące przegródek, miliony sprowadzonych z Chin elemencików, które ręcznie łączy się, wciska w siebie, lutuje, przykleja, wkręca...
Nad głowami lampy, sferyczne lustra, klimatyzatory, kamery, czujniki, ekrany. Na ekranach - nad każdą z linii - wyświetlane tempo produkcji, procent braków i jeszcze jakieś parametry, których nie potrafi objaśnić nawet oprowadzający nas inżynier. Sama idea jest jednak jasna - linie konkurują pomiędzy sobą. Najszybsi i pracujący bez usterek dostaną premie.
- Ile tu można zarobić? - pytamy naszego przewodnika.
- Zarobki są tajne.