http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ktoś wykopał pułapkę, wpadliśmy

Dariusz Kortko
2010-04-30, ostatnia aktualizacja 2010-05-08 10:16

Jezuita Jacek Prusak o plotce: "Sama plotka to tylko głupota. Podłością jest manipulacja stojąca za plotką, nawet niebezpieczeństwo, i cel dalekosiężny, wręcz polityczny". Szukam plotek w sobotnich gazetach.

Dariusz Kortko
Fot. Bartłomiej Barczyk / AG
Dariusz Kortko
Świetny tekst Pawła Smoleńskiego w "Gazecie Wyborczej". Ludzie gadają: Na murze bloku państwa Protasiuków w Olkuszu [rodziców pilota prezydenckiego samolotu - przyp. aut.] ktoś napisał "zabójca". A pod domem manifestacja przeciwko tym, którzy chowali mordercę.

Bzdura, plotka.

Policjant z Olkusza: Może ktoś komuś coś szepnął, żeby szeptać? Coś powiedział, żeby gadać? Z niewiedzy i ze strachu. Na skomplikowane pytanie znalazł prostacką odpowiedź. Motyw? Niestety, bywają nawet zbrodnie bez motywu.

Jezuita Jacek Prusak: Może to prowokowanie, by kogoś naznaczyć? Lincz jest prostą odpowiedzią na zło. Chodzi o emocje tłumu, silniejsze niż racjonalność jednostki, wywoływane po to, żeby je wykorzystać do walki na innym, wyższym poziomie. Smoleńsk to strata realna i symboliczna. Wielu ludziom nie da się wytłumaczyć jej dopustem bożym. Szukają więc kata, kogoś, kto zawinił.

Prof. Magdalena Środa: Przedtem konflikt był na poziomie elit, a zwykli ludzie mieli swoje sympatie, lecz spoglądając na to mówili: "Boże, jak oni się kłócą, to takie okropne". Dziś wojna sięgnęła chodnika; może ten poziom zaprojektowali politycy i publicyści, profesorowie, poeci, którzy robią politykę.

"Nasz Dziennik" piórem ks. Prof. Czesława Bartnika zastanawia się, dlaczego na pogrzeb prezydenckiej pary do Krakowa dotarło tylko 25 zagranicznych delegacji, choć miało być 95. Ks. Bartnik wyjaśnia: "Podobno zawiniła nie tylko chmura pyłu wulkanicznego, ale także zmiana taktyki dyplomatycznej. Oto służby państw porozumiały się między sobą, żeby nie popierać zbytnio i Kaczyńskiego, i odradzającego się polskiego patriotyzmu, jak i powracającego na forum państwowe katolicyzmu. Szczególnie Niemcy nie chcą wzrostu znaczenia Polski i dlatego popierają Tuska".

W "Rzeczpospolitej" Zdzisław Krasnodębski: "Do Katynia rzeczywiście poleciały dwa samoloty. W jednym i drugim siedzieli przedstawiciele polskiej elity. Ale leciały w różnych dniach na różne uroczystości upamiętniające to samo wydarzenie. Wrócił jeden. Niestety, w ostatnim czasie mnożyły się sygnały świadczące o tym, że Rosja zaczęła grać polską polityką wewnętrzną. Wszystko to, co się działo przed wizytą prezydenta i premiera, powinno budzić największy niepokój". I dalej: "Już dziś można przewidzieć, jaka będzie treść sprawozdania komisji badającej okoliczności wypadku: katastrofa wynikła ze splotu wielu czynników - warunków atmosferycznych, braku wyposażenia lotniska i błędu pilota. Minister Sikorski już to zresztą ogłosił w CNN".

Edmund Klich, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, który mógłby coś wyjaśnić, mąci. Na konferencji prasowej opowiada o pracach komisji (za "Gazetą Wyborczą"): Pokazał do kamer kartkę A4 z fragmentem stenogramów z rozmów z jednej z czarnych skrzynek. Wszystko na kartce - nazwiska rozmówców, oznaczenia godzin i treść dialogów - było zaczernione. Edmund Klich nie chciał powiedzieć, co zawierają stenogramy, potwierdził tylko, że jest tam "odpowiedź na pytanie o przyczyny katastrofy". Powiedział, że jest przeciwny ujawnieniu treści zapisów ze skrzynek. I jeszcze: "Ja wiem wszystko, wczoraj mi proponowano ochronę, bo jakby coś mi się stało, to nie będzie nikt wiedział ze strony polskiej".

Może dlatego "Nasz Dziennik" domaga się wyjaśnień, dlaczego Polska odrzuciła pomoc NATO i cytuje wypowiedź gen. Romana Polko, byłego dowódcy jednostki specjalnej GROM dla radia Maryja: "Znajomi, których spotykałem w NATO, pytali, dlaczego myśmy nie zwrócili się do nich o pomoc, o wsparcie".

I Tylko "Fakt" robi swoje. Odkrywa "wstrząsającą prawdę o Smoleńsku" donosząc: "Znowu depczą szczątki ofiar". Dziennikarze pojechali na miejsce katastrofy . Zaparkowali samochód przed zamkniętą bramą wojskowego lotniska. Idą środkiem drogi, głośno rozmawiając i świecąc latarkami, ale wokół pustka, nikogo nie widać - ani strażników, ani radiowozów. Dochodzą do zaoranej polany, gdzie upadł samolot, brodzą w bajorze po kostki. Wreszcie w oddali majaczy radiowóz. Dziennikarze "Faktu" biegną tam i machają ręką. - Przyjdźcie lepiej za dnia - radzi im milicjant i odjeżdża. Dziennikarze wracają o świcie. Nagle doznają szoku - widzą fragment poszycia samolotu. O Boże! Obok but wciśnięty w glinę! Strzępy gazet, elementy ze znakiem LOT Przed kamieniem upamiętniającym ofiary katastrofy leżą kwiaty, palą się znicze. Słońce grzeje, więc milicjanci wygrzewają się w jego promieniach. A na polu, którego mają pilnować, co chwila ktoś klęka i wyciąga coś z ziemi "Wstrząsająca prawda o Smoleńsku".

Jeden z bohaterów tekstu Pawła Smoleńskiego zauważył: Dzieje się w tych dniach w ludzkich głowach aż za bardzo. O sztucznej mgle, o strzałach w tył głowy, o Ruskich, o spisku, o broni elektromagnetycznej, którą wyśledzili spece z Rumunii. Ktoś po Smoleńsku wykopał rów-pułapkę.

To i wpadliśmy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    44 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':