Rada - w o ostatnich latach sprzyjająca rządzonym przez
PiS mediom publicznym - tym razem zajęła się dokumentem Pospieszalskiego, bo dostała "wiele skarg w związku z relacjami Pospieszalskiego".
Autor "Warto rozmawiać" po 10 kwietnia ustawił kamery pod Pałacem Prezydenckim i rejestrował wypowiedzi tych, którzy do niego podchodzili. A oni mówili m.in., że katastrofa smoleńska nie była "przypadkiem", mnożyli podejrzenia, że mógł to być rosyjski zamach, ostro atakowali media za niesprawiedliwe traktowanie tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Pospieszalski twierdzi, że w jego filmie "Polska odzyskała głos".
Ale REM podzieliła oburzenie widzów, którzy słali do niej skargi na ten dokument. Uznała m.in., że Pospieszalski dopuścił się manipulacji, bo wykorzystał w filmie "oskarżenia pod adresem przeciwników prezydenta Lecha Kaczyńskiego, stwierdzenia, że Polska nie jest krajem demokratycznym, sugestie spiskowe dotyczące katastrofy pod Smoleńskiem" i "reagował na nie aprobująco, powtarzając niektóre, oddając głos dwukrotnie tym samym interlokutorom ".
REM stwierdziła, że Pospieszalski "naruszył zapisane w Karcie Etycznej Mediów zasady obiektywizmu, a także szacunku i tolerancji, co jest szczególnie naganne w sytuacji dramatycznych i bolesnych przeżyć całego społeczeństwa".
Pospieszalskiego w obronę wziął w sobotę prezesa
TVP Romuald Orzeł (z rekomendacji PiS). W specjalnym oświadczeniu zaatakował Radę: "Stanowisko REM odbieramy jako nieporozumienie, wynikające z jednostronnej interpretacji zasad i specyfiki zawodu dziennikarskiego.
Relacjonowanie nastrojów społecznych to ważne zadanie TVP, wpisane w jej misję jako nadawcy publicznego. Próba odebrania głosu osobom krytycznym wobec niektórych przedstawicieli klasy politycznej miałaby - w ocenie TVP - charakter cenzury i modelowania nastrojów, a nie ich relacjonowania. A przecież nikt nie zaprzeczy, iż prawo do krytyki jest podstawową wolnością obywatelską".
Dalej Orzeł tłumaczy, że Pospieszalski zrobił "Telewizyjną Księgę Kondolencyjną. - Program prosto z ulicy zawierał dużą dozę ryzyka, bowiem wobec rozmiaru tragedii trudne do przewidzenia były reakcje osób, które wypowiedziały się w TVP - pisze Orzeł - W pierwszych dniach żałoby na ulicach Warszawy panował nastrój lęku i osamotnienia. Był to także moment refleksji i oceny tego, co było obecne w polskim życiu społecznym i politycznym przed katastrofą samolotu prezydenckiego. W takim nastroju pojawiały się także - przypominane przez rozmówców red. Pospieszalskiego - surowe oceny polityków, których ostre słowa pod adresem prezydenta Lecha Kaczyńskiego nabrały po Jego tragicznej śmierci auto-oskarżycielskiego charakteru. Z wypowiedzi niemal 100 osób, które były rozmówcami red. Pospieszalskiego w tygodniu żałoby narodowej, pewna część istotnie zawierała zakwestionowane przez REM "oskarżenia pod adresem przeciwników prezydenta Lecha Kaczyńskiego, stwierdzenia, że Polska nie jest krajem demokratycznym, sugestie spiskowe dotyczące katastrofy pod Smoleńskiem".
Zdaniem Orła założeniem dokumentu była próba "uchwycenia nastrojów i zarejestrowania pewnego zrywu społecznego" oraz "oddania głosu ogromnej części społeczeństwa, która od lat była dyskryminowana i upokarzana przez media". - Tego rodzaju założenie wykluczało ingerowanie i cenzurowanie wypowiedzi "zwykłych ludzi" w imię tzw. poprawności politycznej - podkreśla szef TVP.