http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Generał Franciszek Gągor

Marcin Górka
2010-04-11, ostatnia aktualizacja 2010-04-11 19:02

Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, najwyższy rangą polski dowódca (ur. 1951)

Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Franciszek Gągor
Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Franciszek Gągor
Cztery gwiazdki na ramieniu, najwyższy funkcją i stopniem polski dowódca. Szef całej armii. Góral.

Urodził się w Koniszowej koło Nowego Sącza, na Podhalu. Ale usposobienie miał mało góralskie. Siła spokoju - tak mówili i dzisiaj też mówią o nim jego współpracownicy ze Sztabu Generalnego. Bo nigdy na nikogo z podwładnych nie podniósł głosu, nigdy nie zdarzyło się, żeby ręką walnął w stół. Nie zaklął.

Szacunek miał i u swoich NATO-wskich kolegów. Gdy odbywały się posiedzenia komitetu wojskowego NATO w Brukseli, kiedy głos zabierał gen. Franciszek Gągor, była kompletna cisza.

Był najlepszym dyplomatą wśród dowódców. I to takim, jakiego długo nie da się zastąpić. - Nie ma wśród nas dyplomatów - mówi nam jeden z polskich generałów. - To jego usposobienie idealnie do tej roli pasowało.

Po co dyplomata w wojsku? Właśnie na posiedzeniach NATO, gdy dyskusje dotyczyły m.in. przyszłości całego Sojuszu, w tym Polski. Co dostaniemy i za co - Gągor potrafił negocjować tak z wojskowymi, jak i cywilami.

- Był człowiekiem konsensusu. Właśnie ta umiejętność współpracy i dialogu z każdym, komu zależało na dobru wojska, jednała mu zarówno polityków, jak i wojskowych - mówi płk Sylwester Michalski ze Sztabu Generalnego.

Niektórzy mówią o nim nawet, że był trochę nietypowym żołnierzem. Właśnie przez ten swój charakter. Nie klął, umiał dogadywać się z ministrami (szefem Sztabu Generalnego był już drugą kadencję, w tym czasie zmieniło się kilku szefów MON), nie kumplował się z generałami i na tzw. restart, czyli generalską wódkę, nie chodził. Raczej traktował ich oficjalnie, jak podwładnych, nie kolegów. Ale posłuch miał, nikt nigdy rozkazu gen. Gągora nie zakwestionował.

Tytan pracy. Czasem tak mówi się, by dobrze powiedzieć o przełożonym. W przypadku gen. Gągora to pierwsze skojarzenie, którego używają na jego temat zarówno przyjaciele, jak i ci, z którymi trudniej mu się było dogadywać. Każdy pracownik Sztabu Generalnego wiedział, że Gągor pierwszy był w pracy, a światło gasił jako ostatni. Dlatego, chociaż oficjalnie szef Sztabu Generalnego mówił o swoich zainteresowaniach: tenisie, siatkówce i narciarstwie, nie miał na nie czasu w ogóle.

Jego ostatnim dziełem była głęboka reforma polskiej armii. Przeprowadził polskie wojsko z poborowego do zawodowego, co stało się formalnie z początkiem tego roku.

Zanim trafił do Sztabu Generalnego, dowodził misjami ONZ w Iraku i na wzgórzach Golan, był też polskim przedstawicielem wojskowym przy komitetach NATO i UE w Brukseli. Cztery generalskie gwiazdki nosił od 2006 roku, wtedy został też powołany na stanowisko szefa Sztabu Generalnego. Za rok miał odejść na wojskową emeryturę, do cywila. Zostawił żonę Lucynę i dwoje dzieci, Katarzynę i Michała.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów