Znajomi mówią o nim: perfekcjonista. Bez scenariusza nie mógł się odbyć ani jego wyborczy wiec, ani prywatna impreza.
- Ta skrupulatność oznaczała jednak świetną organizację pracy. To była perfekcja w działalności poselskiej. Dla PSL i swoich wyborców poświęcił życie - opowiada o nim Władysław Kosiniak-Kamysz, sekretarz PSL.
Był wiceprezydentem Krakowa, wicewojewodą krakowskim, wojewodą tarnowskim.
Karierę polityczną zaczął jeszcze w PRL jako działacz Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Zasiadał w Radzie Narodowej miasta Krakowa (zlikwidowanej po 1989 r.). Jako wiceprezydent miasta w latach 1987-90 często delegowany był do rozmów z demonstrującymi na ulicach studentami. Traktował ich po partnersku, nie rozmawiał z pozycji siły, próbował łagodzić nastroje swoim charakterystycznym lekkim uśmiechem. Dziennikarzy prasy reżimowej dziwiło, że bez oporów udziela wywiadów mediom niezależnym, wychodzącym poza cenzurą.
W Sejmie był wiceprzewodniczącym komisji "Przyjazne państwo". Walczył też o rehabilitację Wincentego Witosa, który w procesie brzeskim był skazany z dziesięcioma innymi politycznymi przeciwnikami Józefa Piłsudskiego. Przypomnijmy, że w 1932 r. sąd uznał Witosa i 10 posłów II RP za winnych przestępstwa "przeciw władzy zwierzchniej" - na podstawie obowiązującego wtedy w Polsce rosyjskiego kodeksu karnego z 1903 r. Witos dostał półtora roku więzienia. Skazanych objęła amnestia rządu emigracyjnego ogłoszona po wybuchu II wojny światowej, ale nigdy nie zostali zrehabilitowani.
W wyniku interwencji Wiesława Wody Ministerstwo Sprawiedliwości podjęło decyzję o analizie akt z procesu brzeskiego.
Był żonaty, miał dwie dorosłe córki. W wolnych chwilach zajmował się pszczelarstwem.
Dziennikarze podkreślają, że miał dystans do siebie. W 2000 r. napisaliśmy w "Gazecie", jak zatrzymał ekspres jadący z Krakowa do Warszawy, bo... pomylił pociągi. Nie miał pretensji. Tekst potraktował jako anegdotę, która miała mu pomóc w przebiciu się do gazet.
Źródło: Gazeta Wyborcza