Zawzięty, nieustępliwy i nieufny polityk? Panowie, Zbysiu to kochany człowiek. Umiał wygrywać, przegrywać i wybaczać. Był tylko może zbyt zapracowany, żeby zadbać o wizerunek - wspomina Zbigniewa Wassermanna przyjaciel Józef Pilch, przewodniczący Rady Miasta Krakowa.
W "Gazecie" wadziliśmy się z Wassermannem nieraz. Był dla nas zbyt radykalny w komisji orlenowskiej i w osobistych walkach. Śledząc jednak jego zawodową karierę, można lepiej zrozumieć słowa Józefa Pilcha.
Nazwisko Wassermanna po raz pierwszy publicznie wypłynęło, gdy latem 1990 r. znalazł się w składzie komisji weryfikującej krakowską Służbę Bezpieczeństwa. Skąd ten wybór? W latach 80. Wassermann, pracując w strukturach peerelowskiej prokuratury, działał jednocześnie w duszpasterstwie prawniczym, chyba jako jedyny czynny wówczas prokurator. Opierał się naciskom przełożonych, którzy dążyli do pełnego "upartyjnienia" prokuratury. Świadomie zrezygnował z kariery, którą zapewniłby akces do partii.
Po latach chwalebne świadectwo wystawił mu działacz opozycji Bartłomiej Sienkiewicz, w 1982 r. schwytany przez SB za działalność w nielegalnym NZS. - SB pobiła mnie, potem przez 48 godzin byłem trzymany w nieogrzewanej celi. Zostałem aresztowany. Moją sprawę dostał Wassermann. Poprowadził ją tak, że zostałem uwolniony, a potem uniewinniony. Zrobił wszystko, co mógł wtedy zrobić niezależny i uczciwy prokurator - mówił Sienkiewicz "Gazecie".
Po tym zdarzeniu Wassermann nie dostawał już spraw przeciwko opozycji.
Po 1990 r. jego kariera też nie przebiegała gładko. W 1991 r. skrytykował brak wystarczających - jego zdaniem - zmian w prokuraturze oraz niechęć środowiska do rozliczenia się z przeszłością. Został odwołany ze stanowiska i zawieszony jako prokurator. Wrócił w 1993 r. w czasach rządów Hanny Suchockiej, do prokuratury apelacyjnej.
Do wielkiej polityki wszedł, gdy w 2000 r. Lech Kaczyński został ministrem sprawiedliwości w rządzie AWS. Był u niego prokuratorem krajowym. Współzakładał PiS i został posłem tej partii z Krakowa. W latach 2001-05 w sejmowej komisji ds. służb specjalnych udowadniał, że może ona sprawować realną kontrolę nad specłużbami. Doprowadził do powstania orlenowskiej komisji śledczej badającej sprawę zatrzymania szefa Orlenu przez UOP w 2002 r. Tam zyskał sobie miano jednego z bardziej mocniejszych polityków swojej partii. Gdy w 2005 r. PiS wygrał wybory, objął stanowisko ministra koordynatora służb specjalnych.
W Sejmie tej kadencji PiS skierował go do hazardowej komisji śledczej, gdzie należał do śledczych zadających najwięcej merytorycznych pytań. Wyróżniał się polemikami z posłami PO. Niekiedy sympatycznymi, jak wówczas, gdy bronił swojej krakowskiej wymowy i prawa do używania specyficznie małopolskiego sformułowania "wartałoby".
Jego polityczni przeciwnicy i my, krytyczni dziennikarze, zawsze mieliśmy respekt dla jego pracowitości, prawniczej wiedzy i oddania sprawie, którą reprezentował.
Źródło: Gazeta Wyborcza