Słynął z wpadających w ucho powiedzonek, którymi sypał podczas konferencji prasowych jak z rękawa. - Arka zmian roztrzaskała się o rafy koalicji z Samoobroną - drwił rok temu z upadku idei IV RP po przegranych przez PiS wyborach.
Kiedyś dostał nagrodę słuchaczy radiowej "Trójki" Srebrne Usta za bon mot: "Prawda jest tylko jedna i prawda zawsze leży tam, gdzie leży". Protestował: - Byłem zaledwie odtwórcą zacnych słów Władysława Bartoszewskiego.
Sebastian Karpiniuk, prawnik, poseł PO z Kołobrzegu, sekretarz Klubu Parlamentarnego Platformy, bał się samolotów. Koleżanka z Sejmu Magdalena Kochan: - Przeżywał każdy lot, starał się nie siadać przy oknie.
Bliski znajomy, wiceminister ochrony środowiska Stanisław Gawłowski: - Żartowaliśmy sobie z Sebka i strach przed lataniem mierzyliśmy w nowej skali - w "karpiniukach".
Gawłowski ostatni raz rozmawiał z Karpiniukiem w piątek rano. Umówili się, że w niedzielę, już w Kołobrzegu, Sebek opowie, jak było w Katyniu. Był taki podekscytowany wyjazdem.
Sebastian Karpiniuk ukończył prawo na Uniwersytecie Gdańskim, został radcą. W wieku 22 lat zapisał się do Kongresu Liberalno-Demokratycznego, za którym przeszedł do Unii Wolności. W PO działał od początku, czyli od 2001 r.
Urodził się w Kołobrzegu i tu zaczynał swoją polityczną karierę. W wieku 26 lat został radnym miasta, cztery lata później - przewodniczącym rady, a po dwóch następnych latach wiceprezydentem.
Do Sejmu wszedł w 2005 r., wygrał reelekcję w 2007 r. W swojej pierwszej kadencji znalazł się w grupie młodych posłów - rocznik '70 - walczących o surową ustawę lustracyjną, którą zakwestionował Trybunał Konstytucyjny. Żądał m.in. lustracji dziennikarzy. W drugiej kadencji pilotował ustawę o obniżeniu esbeckich emerytur. Był wiceprzewodniczącym Parlamentarnego Zespołu Miłośników Historii.
Przez blisko dwa lata zasiadał w sejmowej speckomisji badającej nielegalne naciski na służby specjalne w czasie rządów PiS, a przez dziewięć miesięcy jej przewodniczył. Podczas posiedzeń notorycznie dochodziło do kłótni, Karpiniukowi zarzucano złą organizację pracy, nękanie świadków - funkcjonariuszy poprzedniej władzy. Karpiniuk przerywał kłótnie, wyłączając czasami członkom komisji mikrofony.
Był pedantem. - Przez gabinet sekretarza klubu przewala się tona dokumentów, a u niego na biurku zawsze panował idealny ład, wszystkie papiery poukładane według dat - wspomina poseł Kochan.
Koledzy żartowali sobie z Sebka, że wyrazem zamiłowania do porządku była też jego utrwalana na żel fryzura - każdy włos musiał być na swoim miejscu. Czasami zwali go pieszczotliwie "Żelkiem".
Źródło: Gazeta Wyborcza