http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Paweł Wypych

Iwona Szpala
2010-04-10, ostatnia aktualizacja 2010-04-11 18:58

ur. 1968, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP

Paweł Wypych (1968 - 2010) był prezydenckim ministrem. Wcześniej wiceminister pracy i polityki społecznej w rządzie PiS oraz prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Paweł Wypych (1968 - 2010) był prezydenckim ministrem. Wcześniej wiceminister...
ZOBACZ TAKŻE
- W sobotę była msza za Pawła, kościół pełen ludzi, ksiądz odczytał nam słowa jego żony Małgosi: "Paweł zostawił ślady swoich stóp na ziemi". Prawda, myślę, że zostawił ich bardzo wiele - mówi Jarosław Szostakowski, stołeczny radny. Do czasu powstania Platformy Obywatelskiej byli partyjnymi kolegami, razem działali w Unii Wolności.

Podkreśla, że nie polityka była dziedziną, w której czuł się najlepiej: - Jego absolutną pasją była pomoc społeczna, on tym żył. Latami budował pozycję eksperta, myślę, że był w czołówce trzech, czterech najlepszych ludzi w kraju.

Koniec lat 80., okolice Okrągłego Stołu. - Trwa okupacja głównej kwatery ZHP przy ul. Konopnickiej. Tam stoczyłem w drzwiach bój z młodym harcerzem. Ja, jako przedstawiciel strony reżimowej broniący miejsca urzędowania naczelnika ZHP, on - opozycyjnego harcerstwa. Bój był oczywiście słowny, a mój ideowy przeciwnik szalenie błyskotliwy. Tak poznałem Pawła - wspomina Andrzej Golimont, warszawski radny SLD.

W latach 90. spotkali się w stołecznym samorządzie. Wypych był już wtedy po resocjalizacji i historii, które kończył na Uniwersytecie Warszawskim. Golimot twierdzi, że choć należeli do innych formacji, grali do jednej bramki - zajmowali się sprawami społecznymi. - Paweł szefował Warszawskiemu Centrum Pomocy Rodzinie. Wprowadził standardy w domach opieki społecznej, bo w latach 90. nie istniały. Z opieki społecznej zrobił w Warszawie politykę społeczną, podniósł jej rangę. Później wiele jego pomysłów znalazło się w ustawach.

Gdy w 2002 r. Lech Kaczyński obejmował urząd prezydenta Warszawy, potrzebował fachowców, którzy mogliby zasilić budowaną praktycznie od podstaw stołeczną administrację. Poszukiwał wśród różnych środowisk, m.in. byłych polityków Unii Wolności, którzy nie weszli do PO. Wypych miał już wtedy opinię fachowca. Lech Kaczyński zaproponował mu stanowisko szefa biura polityki społecznej. - Dla Pawła nie była ważna opcja polityczna. Była wizja Wypycha, nie PiS, SLD czy Platformy - mówi Golimont. - Zrobił porządek z dotacjami według zasady, że ratusz nie jest jedynie sponsorem, ale i instytucją, która wymaga. Owszem, eliminował najsłabszych, ale i dał rozwinąć skrzydła prawdziwie zaangażowanym.

- Ludzie z organizacji pozarządowych, którzy na początku twierdzili, że to arogant, pod koniec kadencji mówili o Pawle z wielkim szacunkiem. Z pewnością polityka społeczna za sprawą Wypycha była jednym z jaśniejszych momentów stołecznej prezydentury Lecha Kaczyńskiego - uważa Szostakowski.

W 2005 r. po wygranych przez Lecha Kaczyńskiego wyborach na prezydenta kraju zdecydował się zostać w ratuszu. Jak twierdzą radni - na osobistą prośbę Kaczyńskiego, dla którego opieka społeczna była dziedziną strategiczną. Za komisarza Kazimierza Marcinkiewicza wszedł do zarządu miasta. - O to też prosił go prezydent, już wtedy należał do jego najbardziej zaufanych współpracowników - opowiada jeden z samorządowców.

Potem przyszła seria rządowych posad: Ministerstwo Pracy, prezesura ZUS, a po wygranych przez PO wyborach - Pałac Prezydencki. - Pamiętam, że miał rozterki - mówi Szostakowski. - Szczególnie wtedy, gdy został frontowym ministrem, rzecznikiem prasowym prezydenta. Radził sobie doskonale.

- Mimo wysokich funkcji Paweł nie stracił fantazji - mówi Golimont. - Pamiętam 1 maja, już nie wiem, czy był wtedy ministrem, czy szefem ZUS. Jest 7 rano, dzwonek do drzwi. Otwieram, stoi przed mną jego kierowca i mówi, że ma dla mnie prezent. Pudełko. Otwieram, w środku jest tylko kartka i słowa: "Chciałem być pewny, że nie spóźnisz się na pochód".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów